Wyróżnione

Pamięć Narodowa

Macierewicz. Jak to się stało - Piątek Tomasz | Książka w Sklepie EMPIK.COM

Tragiczna śmierć Jana Lityńskiego pobudziła wspomnienia z czasów PRLu.

Pierwszy raz o Nim przeczytałem w roku 1973 w Londynie, gdzie 2 tygodnie spędziłem w bibliotece Polish Institute. Książki i czasopisma, które mogłem tam przeczytać, zmieniły radykalnie moje nastawienie do świata (miałem 17 lat). Jan Lityński, Henryk Wujec, Jacek Kuroń, Adam Michnik, Karol Modzelewski, i inni, stali się moimi bohaterami. Potem, już na studiach, spędzałem wakacje w Sztokholmie, gdzie poznałem polskich emigrantów wspierających Komitet Obrony Robotników. Była to Organizacja założona przez Antoniego Macierewicza, Piotra Naimskiego, Wojciecha Onyszkiewicza, z poparciem Jacka Kuronia i Jana Józefa Lipskiego. W KORze znalazła się większość Opozycjonistów. Byłem zafascynowany KORem i jako członek Solidarności byłem szczęśliwy odbierając od Zbyszka Romaszewskiego bezdebitowe książki i czasopisma, które rozprowadzałem w moim Instytucie.

Przed 2 laty pojawiła się książka Tomasza Piątka „Macierewicz: jak to się stało”, która mną wstrząsnęła, bo wynikało z niej, że KOR był infiltrowany silnie przez agentów radzieckich z Antonim M. na czele. Byłem przekonany, że książka ta wzbudzi wielką dyskusję medialną, ale nic takiego się nie stało.

Rozumiem tych, którzy faktycznie byli agentami sowieckimi- z ich punktu widzenia lepiej cicho siedzieć. Wytoczenie procesu Tomaszowi Piątkowi mogłoby być dla nich fatalne.

Natomiast nie rozumiem tych Członków KORu, którzy nie byli agentami. Wydawać by się mogło, że powinni robić wszystko, żeby obronić dobre imię swojej Organizacji. Większość Członków KORu już nie żyje, ale jeszcze kilku żyje. Dlaczego dziennikarze nie pytają Ich, co sądzą o książce Piątka?

Historia KORu to nie tylko odległa historia. Jeżeli Tomasz Piątek ma rację, to jesteśmy dalej zarządzani przez długie ramię Moskwy. Jeżeli nie ma racji, to dlaczego, do k…y nędzy, nikt tego nie uzasadni.

Michał Leszczyński

.

Wyróżnione

Miś vs Turski vs Leszczyński

Bogdan Miś tak skomentował moją powściągliwość w ekscytowaniu się wyprawami na Marsa:

Niestety, Michale, twoje rozumowanie unieważnia całą matematykę. Bo okazuje się ona praktycznie przydatna często po setkach lat, a często wcale. Jest klasyczną nauka sama w sobie. I prawdziwy uczony nie ma się zastanawiać „co ja z tego będę miał” ani „co będzie z tego miał człowiek pracy”, ani co będzie miał mój kraj (bo uczony ma być obywatelem świata). Jedyną motywacją jest w prawdziwej nauce ciekawość. Jest sensowne pytanie – trzeba na nie odpowiedzieć. Tak jak z górami : włazi się na nie, bo są. Wszystkie inne motywacje to nieszlachetny, niegodny arystokraty myśli prostacki pragmatyzm. Zostawmy go inżynierom i innym wynalazcom . Z całym do nich szacunkiem i sympatią. I to samo ze sztuką. Jest potrzebna, bo ktoś tak widzi świat i być może otwiera komuś innemu jakąś perspektywę widzenia. Tylko i wyłącznie być może. Bez żadnego pożytku poza tym, a często bez sensu. I dopiero to jest piękne.

Dyskusja moja z Bogdanem mogłaby sprawiać wrażenie takie samo, jakbym chciał grać w tenisa z Djokoviczem, dlatego ośmielę się zacytować profesora Łukasza Turskiego (którego można porównać z Nadalem), który dał wywiad do ostatniego Newsweeka (co ciekawe, Bogdan zgadza się z każdym słowem ŁT).

Prof. ŁT mówi:

Najpierw musimy zastanowić się, dlaczego pandemia nas zaskoczyła? Co poszło nie tak w tej rozdętej gigantycznej cywilizacji, w której wydawało się, że nie ma nic pilniejszego do zrobienia niż wysłanie bezpowrotnie ludzi na Marsa, jak chciał niedawno Elon Musk. Co się stało, że stoimy bezradni wobec choroby zakaźnej mniej śmiertelnej niż ospa, czy tyfus… Okazało się, że cały blichtr telefonów komórkowych, komputeryzacji, technologii, który mógłby być fenomenalnym krokiem w przyszłość, nawet nie stoi na glinianych nogach. On wisi na przegniłym konopnym sznurku.

Otóż to, Bogdanie. Lot na Marsa można właśnie porównać do nikomu niepotrzebnego elektronicznego gadżetu, a nie do poszukiwania odpowiedzi na ważne pytania. Na Marsie nic ciekawego się nie znajdzie, przynajmniej nic na tyle ciekawego, żeby wydawać grube miliardy.

Piszesz, że jedyną motywacją prawdziwego naukowca jest ciekawość. Otóż, Bogdanie, ktoś za tę ciekawość musi zapłacić. Dam Ci przykład z mojej dziedziny badań:

Masz dwa półprzewodniki: InGaN i ZnMgO. Moją pasją badawczą od 40 lat jest stwierdzenie, jak powstawanie defektów w tych warstwach zależy od warunków (parametrów, czyli temperatury, ciśnienia, przepływu 8 rodzaju gazów, itp) wzrostu. Tych parametrów jest 14, ale nie są one od siebie niezależne, więc gdybyś chciał przebadać wszystkie ich kombinacje, biorąc tylko po 4 różne parametry, to musiałbyś zrobić 4exp14 (268 435 456) eksperymentów. Każdy z takich eksperymentów kosztuje 10 tys Eur, co w sumie daje 2,68 biliona Euro, czyli wieloletni PKB Polski.

Oczywiście, takich pieniędzy na moją ciekawość nikt nie wyda, ale na szczęście nie jestem sam z taką ciekawością, tylko mam podobnych sobie Kolegów na całym świecie, którzy na przebadanie InGaN-u wydali już prawdopodobnie ze 100 mld Eur (Polska wydała ze 100 mln Euro). Natomiast na bardzo podobny półprzewodnik ZnMgO świat pewnie wydał raptem 500 mln Eur, w tym Polska pewnie z 5 mln Eur.

Skąd tak wielka różnica między InGaNem a ZnMgO? Ano InGaN jest sercem wszystkich białych LEDów i niebieskich/zielonych diod laserowych do projektorów laserowych (wspaniała rozdzielczość barwna i możliwość wyświetlania obrazu 3D bez okularów). ZnMgO ma pewien feler (trudność domieszkowania na typ p), który powoduje, że na razie w żadnej komercyjnej technologii optoelektronicznej nie jest stosowany. Nie można wykluczyć, że któregoś dnia ktoś ten feler wyeliminuje, ale świat nie wyda na to 100 mld Eur, bo… już mamy InGaN, który się świetnie sprawdza.

Pytań, na które nie znamy odpowiedzi, jest nieskończenie wiele.

Jednym z najważniejszych pytań, na które warto odpowiedzieć, jest takie: Co się stanie, jak się zderzą dwie cząstki o energiach setek GeV?

Odpowiedź na takie pytanie kosztuje setki miliardów Euro. W Europie mamy CERN, olbrzymie laboratorium (LHC- Large Hadron Collider), w którym rozpędza się cząstki do prędkości niemal świetlnych. Budowa i eksploatacja CERNu to kilkanaście miliardów Euro. W USA budowę takiego collider’a zatrzymano, a wspaniałych fizyków zwolniono.

Najprawdopodobniej jednak naprawdę przełomowe eksperymenty będą wymagać jeszcze większych energii, nie setek GeV, tylko wiele dziesiątków TeV. Osiągnięcie takich energii będzie wymagać jednak wydania nie kilkunastu miliardów, a może nawet i bilion Euro. WYDAĆ JEDNAK JE WARTO!!!!

Dlaczego odpowiedź na pytanie, co powstaje przy zderzeniu wysokoenergetycznych cząstek, jest ważniejsza, niż lądowanie na Marsie?

Otóż chcielibyśmy się dowiedzieć, co to jest ciemna energia, ciemna materia, jak naprawdę wygląda próżnia, w której powstają i znikają wirtualne cząstki. Być może eksperymenty z takim wielkim supercolliderem nic by nie dały, ale akurat w tym przypadku jestem gotowy do przekonywania każdego, że warto ten bilion Euro wydać.

Amerykanie budowę LHC zamknęli, a program na Marsa kontynuują. Dlatego uważam, że ich główną motywacją jest pokazanie światu, że są „debeściaki”, a nie chęć poznania praw Natury. Gdyby było inaczej, tego LHC by nie zamknęli.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Lenin wiecznie żywy (na Marsie)

Lenin's Mausoleum in the Red Square, Moscow

W roku 1986 byłem w Moskwie odwiedzając tamtejszy Instytut Wysokich Ciśnień. Na spotkanie ze mną przyszło pewnie z 50 osób, a po dyskusji na temat fizyki przeszliśmy do rozmów na tematy marynistyczne (czyli o d. Maryni). Ktoś mnie spytał, czy widziałem już Mauzoleum Lenina, i czy chcę je zobaczyć. Powiedziałem, że nie, ale opowiedziałem historyjkę, jak to amerykański turysta zwiedza mauzoleum i pyta:

  • Who is that?
  • Nu sztoż, nie znajete? Eta Lenin.
  • OK, but who the hell is that small one?
  • Eta Lenin w detstwie.

W Polsce kawał powodował salwy śmiechu. Tam wszyscy spuścili głowy i udawali, że kawału nie zrozumieli. Trochę się zląkłem, że mnie na Syberię (Biełyj kanał pastrojen anegdotczikami) wywiozą, ale jakoś przeżyłem.

O mauzoleum wiedzą wszyscy, ale czy wiecie o Naukowo-Badawczym Centrum Technologii Biomedycznych, które zajmuje się od prawie 100 lat utrzymywaniem Lenina w stanie „wiecznie żywym”? Centrum to kiedyś zatrudniało 200 osób. Ile teraz? Nie wiem i nie znalazłem tej informacji.

Zastanawiałem się często, po kiego grzyba bolszewicy to truchło Lenina utrzymywali „przy życiu”? Myślę, że to jest coś podobnego, jak było i jest z relikwiami świętych, na przykład, z zębem Jana Pawła II. Zgodzicie się chyba ze mną, że wpływ takich szczątków na ludzi może być tylko w sytuacji, gdy ludzie są wyjątkowo durni, a utrzymywanie instytutu, mającego za cel wieczne życie Lenina jest pozbawione sensu.

Jeżeli się zgodzicie, to ja do Was zawołam: „Hola, hola, ten instytut dokonał bardzo wielu odkryć i wynalazków, które są używane w medycynie i kosmetologii”.

Powiecie wtedy, że te wynalazki i odkrycia mogłyby być dokonane bez zawracania sobie głowy Leninem. Macie rację!!! Podobnie wszystkie nowe technologie NASA mogłyby zostać opracowane bez latania na Marsa.

W roku 1961 pierwszy raz w kosmos poleciał człowiek: Jurij Gagarin. Było to znacznie większe osiągnięcie technologiczne i propagandowe od niedawnego lotu na Marsa. Podczas opracowywania technologii użytych wówczas do lotu Gagarina opracowano też olbrzymią ilość rzeczy, które przyniosły ludziom pożytek.

Problem jednak leży w tym, czy bardzo biedny kraj, jakim był ZSRR, powinien był wydawać miliardy na latanie w kosmos? Ludzie gnieździli się po dziesięcioro w małych izdebkach, jedli trzy razy dziennie kartoszki z olejem, ale za to mogli być dumni z tego, że ich kraj jest „debeściak”.

Technologie kosmiczne przynoszą teraz spory dochód Rosji, ale pamiętajcie, że dojście do nich odbyło się kosztem milionów ubogich ludzi ZSRR, a także demoludów, w tym naszych rodzin. Teraz zaś zysku z kosmicznych technologii rosyjskich nie mamy żadnych.

Tak samo będzie z lotami na Marsa. Ktoś na tym zarobi wielką kasę, ale ci, co to finansują (podatnicy amerykańscy, ale nie tylko) mogą tylko być dumni, że człowiek wysłał łazika na Marsa. Tak samo, jak wszyscy byli dumni, że Gagarin poleciał w kosmos. W USA jest ponad 30 milionów ludzi bez ubezpieczenia zdrowotnego. Czy taki kraj powinien wydawać miliardy na latanie na Marsa?

Przed laty wyścig kosmiczny był między ZSRR a USA. USA wtedy wygrało. Teraz jest wyścig między USA a Chinami. Włodek Zielicz prorokuje, że teraz wygrają Chiny. Też mi się tak wydaje, ale niezależnie od tego, czy to będą Chiny, czy USA, to przegrają wszyscy ludzie. Przegrają, bo mamy teraz ostatni dzwonek, żeby uratować naszą Planetę. Niestety, jak jest ktoś pochłonięty wyścigiem marsjańskim, to tego dzwonka nie słyszy.

A tak „na serio”, to bym najchętniej wysłał mumię Lenina na Marsa. Przynajmniej byłoby się z czego pośmiać.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Mój genialny Kolega

Znalezione obrazy dla zapytania: building catastrophe

Na studiach miałem Kolegę Sebastiana P., prawdziwego geniusza. Ze wszystkich przedmiotów zawsze dostawał piątki, liczyliśmy, że dostanie kiedyś Nagrodę Nobla. Po zrobieniu doktoratu z fizyki teoretycznej w dwa lata po studiach, rzucił pracę naukową i przeniósł się do rodzinnego Weyherowa. Tam założył firmę produkującej zaawansowane układy elektroniczne, które dostarczał takim firmom jak Siemens, czy Philips. Miał dużo pieniędzy, ożenił się i miał pięcioro dzieci. Mieszkali w starym dworku, w którym był park 10-hektarowy, 20 pokoi i jeszcze dodatkowe zabudowania.

W wieku 35 lat mój Kolega nauczył się grać w szachy. Był geniuszem, więc szybko osiągnął poziom mistrzowski.

W roku 1995 coś zaczęło trzeszczeć w belkach sufitowych. Żona prosiła Sebastiana, żeby się tym zajął. Jednak ważniejsze okazały się Mistrzostwa w Szachach Weyherowa. Sebastian ciągle powtarzał, że najważniejsze jest to, żeby Dzieci były z Niego dumne. A będą dumne, jak ojciec będzie mistrzem.

Mistrzostwa Weyherowa Sebastian wygrał, ale belkami sufitowymi się nie miał czasu zająć, bo były Mistrzostwa Pomorza. I te zawody wygrał, obiecywał, że już za chwilę priorytetem staną się te belki, ale jeszcze musi wygrać Mistrzostwa Polski. Dzieci wtedy będą naprawdę dumne z ojca.

Wygrał Mistrzostwa Polski, wrócił do domu i świętował z Rodziną zwycięstwo. Wtedy wydarzyło się nieszczęście. Belka sufitowa pękła, gruz poleciał na najmłodszą ukochaną córeczkę, która w szpitalu zmarła.

Po katastrofie Sebastian wpadł w depresję, przestał się do kogokolwiek odzywać, przestał pracować, przestał grać w szachy. Żona z dziećmi wyprowadziła się do rodziców. To był koniec szczęścia mojego Kolegi-geniusza.

Jak się zapewne zorientowaliście, żadnego takiego kolegi nie miałem, historyjkę zmyśliłem, żeby w ten sposób jeszcze raz skomentować program eksploracji Marsa.

Michał Leszczyński

PS. Przy okazji nadmienię, że szachy uwielbiam (chociaż ostatni raz grałem 30 lat temu!), a mistrzostwo w szachach uważam za niezwykle ważną sprawę. Ważną, ale nie aż tak, jak sprawa spróchniałych belek sufitowych.

Wyróżnione

Polska 2031 robi młotek

Znalezione obrazy dla zapytania: hammer

Dawno, dawno temu, bo za czasów Gomułki, w niezbyt odległej krainie, bo na warszawskich Bielanach, w szkole podstawowej nr 5, Nauczyciel na zajęciach praktyczno-technicznych (zetpety) wymyślił, że mamy zrobić młotki. Rozdał nam kawałki okrągłego pręta zbrojeniowego (twarde, jak cholera) i powiedział, że najpierw mamy pilnikiem uzyskać prostokątny przekrój, potem zrobić podłużną dziurę i w niej osadzić trzonek. Oczywiście na lekcji udało się nam zaledwie nieco wypłaszczyć jedną stronę pręta pilnikiem, a resztę mieliśmy zrobić w domu.

Na szczęście były ferie, więc ja najpierw przez tydzień tępym pilnikiem mojego Taty gładziłem ten pręt, potem przez kolejny tydzień ręczną wiertarką wierciłem dwie dziury, żeby je na koniec połączyć znowu pilnikiem. Osadzenie trzonka to już była czysta przyjemność. Wiertła miałem uniwersalne, to znaczy takie, które mój Tata używał do wiercenia dziur w ścianie ceglanej. Podejrzewam, że były wyjątkowo tępe, bo mój Tata- inteligent na wiertłach się nie znał i nigdy Mu do głowy nie przyszło, że się je ostrzy.

Na zrobienie tego młotka zużyłem pewnie ze 100 godzin, bo piłowałem i wierciłem od rana do wieczora przez kilkanaście dni.

Na kolejnej lekcji zetpetów okazało się, że wszyscy moi Koledzy mają młotki jak ze sklepu. Po prostu, moi Koledzy mieli Ojców i Wujków pracujących w warsztatach, a ci na frezarkach zrobili piękne młotki w 10 minut. Moi Koledzy dostali piątki, a ja trójkę, bo młotek co prawda spełniał swoją funkcję (można było nim wbić gwóźdź), ale otwór na trzonek był krzywy, a powierzchnia niezbyt równa.

Zrobienie młotka tępym pilnikiem i ręczną wiertarką z tępymi wiertłami było sporym wyczynem i dzisiaj mogę być dumny ze swojej determinacji, jednak w ogólnym rozrachunku to była porażka. Porażka spowodowana tym, że nie miałem odpowiednich narzędzi, tym, że nie wiedziałem, że takie narzędzia istnieją, a także tym, że nie przyszło mi (ani moim Rodzicom) do głowy, że ktoś ten młotek może zrobić za mnie.

Edukacja szkolna nie poszła na marne, i jak „patrzę hen za siebie, na te lata, co minęły” (Laskowski w „Kolorowych jarmarkach”), to wydaje mi się, że całe życie robię kolejne młotki. Zajmuję się wychowaniem Dzieci, zajmuję się robieniem niebieskich laserów, zajmuję się zgłębianiem tajemnic Natury, piszę teksty na Polsce 2031. Mam wrażenie, że do żadnej z tych aktywności nie mam odpowiednich narzędzi, nie mam odpowiedniej wiedzy, a także nie przychodzi mi do głowy, że ktoś mógłby to za mnie zrobić.

Ale to może smętny obraz mojego życia po wczorajszej totalnej krytyce mojej notki podważającej sens latania na Marsa. 🙂

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Kosmiczna kompromitacja

Znalezione obrazy dla zapytania: Total recall

W swoim życiu skompromitowałem się wiele razy, ale raz zanotowałem kompromitację wręcz kosmiczną.

W roku 1974 zdawałem maturę ustną z języka angielskiego. W ciągu 4 lat liceum z klasówek i dyktand z tego przedmiotu nie dostałem innego stopnia niż 5 (6-tek wtedy nie było). Dodatkowo, po 3 klasie pracowałem 2 miesiące w hotelu w Kornwalii, i ten egzamin maturalny z „anglika” był w zasadzie formalnością. A jednak potrafiłem się skompromitować.

Nauczycielka (moja ulubiona), wiedząc, że mam zainteresowania fizyczno-matematyczne, spytała mnie, co sądzę o eksploracji kosmosu. Odpowiedziałem, że jest to jedynie wyścig zbrojeń między USA a ZSRR, bo wojna między tymi krajami rozstrzygnie się w kosmosie. Sporo racji miałem, ale patrząc na tą odpowiedź w roku 2021, to była wypowiedź kompromitująca, bo GPS-y, bo satelity meteo, bo telekomunikacja, itd.

Oczywiście dostałem z tego egzaminu piątkę, bo oceniana była tylko znajomość angielskiego, a nie wizjonerstwo.

Pamiętając ten egzamin, w zasadzie powinienem siedzieć cicho, żeby się znowu nie skompromitować, ale ta kompromitacja pewnie wyjdzie na jaw już nie „za mojej kadencji”, więc się wstydzić będą tylko moje Dzieci i Wnuki, a może i Prawnuki.

Otóż wszyscy są pod wielkim wrażeniem lądowania łazika Perseverance na Marsie. Zgadzam się, że jest absolutnie mistrzostwo świata technologiczne, ale zapytowywuję: „po kiego grzyba tam lecieć?”.

Życia tam się nie znajdzie, bo promieniowanie by je zabiło, osiedlać się tam też nie ma najmniejszego sensu. Podobnie, jak robić tam kopalnie.

A może coś się tam znajdzie, o czym nie mamy jeszcze pojęcia?

Może, ale szansa jest jak jeden do wielu miliardów.

Sens, IMHO, jest tylko jeden- sprawdzenie możliwości technologicznych, które mogą się w przyszłości przydać, jak jakiś meteoryt znajdzie się na kursie kolizyjnym z Ziemią i trzeba go będzie zniszczyć. Pojęcia jednak nie mam, jakie jest prawdopodobieństwo, że coś takiego będzie nam grozić.

Przed laty karmiono nas wizją helu-3 na Księżycu, który mógłby być używany w energetyce przyszłości na Ziemi. Podobno Chińczycy się do tego przymierzają, ale czy to prawda, nie wiem. W tym przypadku jednak przynajmniej jest jakaś wizja niesprzeczna z logiką. Teoretycznie z helu-3 powinno się udać otrzymywać energię elektryczną, choć nie jest to proste i być może nigdy pomysł zwożenia helu-3 z Księżyca nie zostanie zrealizowany.

W przypadku latania na Marsa mamy do czynienia z czystą zabawą za olbrzymie pieniądze. Zabawą w sytuacji, kiedy naszej Planecie naprawdę zagraża totalne zatrucie plastikiem, różnymi benzeopirenami, i innymi świństwami.

Z roku na rok ilość plemników w mililitrze spermy mężczyzn spada w tempie przyspieszonym, a te co jeszcze są, poruszają się coraz wolniej. W wodzie, jedzeniu, powietrzu mamy tyle paskudztw, że jesteśmy na dobrej drodze, żeby zdegenerować rasę ludzką. Koronawirus to zaledwie delikatne ostrzeżenie Natury, że nie można Jej bezkarnie niszczyć. Dochodzą do tego problemy społeczne, np., beznadzieja edukacji- dlatego z przerażeniem myślę o przyszłości moich Wnuków i Prawnuków.

Latanie na Marsa odwraca uwagę od naprawdę ważnego problemu, co zrobić, żeby mieć prąd za 50 lat, a jednocześnie czyste powietrze, wodę i zdrowe jedzenie. Uciekamy od tego problemu, bo nikt tak naprawdę nie ma dobrego pomysłu, co należy zrobić. Oszukujemy się, że ogniwa fotowoltaiczne, że wiatraki, że samochody na prąd, że elektrownie jądrowe (te jeszcze najbardziej „feasible”), że mięso z in-vitro, itp. Wszystko fajnie, ale żeby 10 miliardów ludzi żyło w dobrobycie za 50 lat potrzeba … No właśnie, czego potrzeba?

POTRZEBA NIE LATAĆ NA MARSA, TYLKO SKONCENTROWAĆ WYSIŁEK BADAWCZO-TECHNOLOGICZNY NA URATOWANIU LUDZKOŚCI NA ZIEMI.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Dzień Nauki Polskiej

Dzisiaj wielki Dzień. Dzień Nauki Polskiej. Kopernik, gdyby żyła, to by miała urodziny.

Powyżej jest obrazek Igora Morskiego idealnie ilustrujący to, w jaki sposób w Polsce traktowana jest nauka. Ściskamy klepsydrę i udajemy, że czas nie płynie. Dzięki temu nasi naukowcy są na poziomie naukowców japońskich, koreańskich, czy izraelskich. Oczywiście tych sprzed 30 lat, bo my sprytnie zatrzymaliśmy upływ czasu. Problem w tym, że w innych krajach (tych cywilizowanych) nie wiedzieli, że można ścisnąć klepsydrę, i mają dzisiaj 17 lutego roku 2021, podczas gdy nasza nauka jest w roku 1991.

Za to jesteśmy krajem, w którym wydajemy najmniej na badania i rozwój, a płacimy za pracę naukową chyba najwięcej na świecie. Jak to możliwe? Ano jest, bo nasi naukowcy na prawdziwą pracę naukową poświęcają raptem 10% swojego czasu pracy. Czyli jak płacimy naukowcowi 4000 zł miesięcznie, to tak jakbyśmy mu płacili 40 000 zł. Takich zarobków nie mają badacze nigdzie na świecie!!!

A co robią naukowcy polscy przez te pozostałe 90% swojego czasu pracy? Ano zajmują się metanauką. Wypełniają tabelki, obliczają punkty za publikacje, organizują przetargi, itp, czyli wszystko to, do czego zmuszają ich biurokraci dysponujący pieniędzmi na badania, a nie mający jakiegokolwiek pojęcia jak zorganizować pracę naukową.

Dzień Nauki Polskiej jest obchodzony po raz drugi, ale mi się kojarzy z rodziną, w której dziecko jest psychicznie dręczone przez rodziców, ma myśli samobójcze, jest w głębokiej depresji, ale raz do roku ma urodziny. Wtedy rodzice kupują mu tort, obleśnie całują, i uważają, że tak wspaniałych rodziców nie ma gdzie indziej na świecie.

Niezależnie od kondycji polskiej nauki, namawiam jednak Wszystkich, żeby poświętowali dzisiaj wieczorem. Ja, na przykład, zrobię sałatkę z krewetek, awokado, sałaty, papryki, pomidorków, a wszystko w majonezie. Do tego bagietka i riesling niemiecki. Gdyby Kopernik żyła, to by z nami piła! Niech się święci Dzień Nauki Polskiej!!!!

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Etyka księdza profesora

Znalezione obrazy dla zapytania: ksiądz profesor Wierzbicki

W TVN24 ksiądz profesor etyki Alfred Wierzbicki ma pretensje do swoich kolegów-pedofilów, do swoich kolegów, którzy tych pedofili kryli przez dziesiątki lat, i mówi: „I dlaczego ja mam za nich świecić oczami?”.

Ksiądz profesor rządzi Wydziałem Etyki na KULu. Jest to uczelnia ciesząca się specjalnymi względami rządzących (nie tylko PiSu!), ale chyba po wypowiedzi księdza profesora coś się zmieni.

Za pedofilię w kościele i jej ukrywanie odpowiada moralnie absolutnie każdy, kto z tą organizacją był związany, czy to organizacyjnie, czy „tylko” poprzez jej finansowanie i popieranie.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Czerwone maki na Monte Cassino

Znalezione obrazy dla zapytania: Monte Cassino battle

Wczorajszy wpis o tym, jak żołnierze niemieccy sprzedawali na lewo benzynę Francuzom, przypomniał mi o Bitwie pod (na) Monte Cassino. Znałem dwóch Żołnierzy, którzy tam walczyli.

Pierwszy to mój Tata, który był porucznikiem podchorążym, i kierował kilkoma armatami. Tata świetnie mówił po angielsku i zaprzyjaźnił się z kilkoma Anglikami, z którymi pił herbatę o piątej, a whisky, kiedy była okazja. Po wojnie Tata starał się przez dwa lata ściągnąć Żonę i Córkę z Polski do Anglii, ale komuniści Ich nie wypuścili. Tata wrócił do PRLu, gdzie, mimo odpowiedzialnego stanowiska (technicznego dyrektora koncernu chemicznego zatrudniającego 300 tysięcy ludzi), biedę klepał.

Drugi Żołnierz to Wujek mojej Żony. Był szeregowcem w piechocie, więc musiał na górę MC się wspiąć, co jest wyczynem nawet wtedy, jak nikt nie strzela. Odwiedziłem Go kilka razy, bo jeżdżąc samochodem z Brindisi (byłem tam rok) do/z Polski, akurat nocleg w Imoli był bardzo wygodny. Wujek Żony, w odróżnieniu od mojego Taty, chętnie opowiadał o czasach wojennych. Większość tych opowieści dotyczyła okradaniu Anglików z benzyny (dlatego mi się przypomniało Monte Cassino), z kół, opon, a także jedzenia, i sprzedawaniu tych rzeczy Włochom. Udawałem, że to mi się podoba, ale… Ale to było przed 30 laty. Teraz na świat patrzę inaczej. Wujek został we Włoszech w Imoli, ożenił się z Włoszką, zbudował fabrykę kontenerów, budował tor wyścigowy Formuły I, miał wielki camping w Rimini. Prawdopodobnie w miesiąc zarabiał więcej niż mój Tata przez całe życie.

Jak jesteśmy już przy Bitwie pod (na) MC, to ciekaw jestem, czy wiecie, drodzy Czytelnicy Polski 2031, ilu zginęło Polaków w tej bitwie, a ilu innych Aliantów? Odpowiem na to pytanie w Post Scriptum, ale niech każdy sobie pomyśli jakieś liczby. Proponuję taki test na znajomość historii, bo mało kto ten test przechodzi.

Mało kto też wie, że okoliczni wieśniacy włoscy straszliwie ucierpieli na skutek grabieży i gwałtów żołnierzy alianckich. Najgorsi byli Francuzi z Legii Cudzoziemskiej, ale i inne wojska też bogu-ducha-winnych Włochów nie oszczędzały. Warto byłoby o tym też pamiętać.

Jak patrzę na historię wieku XIX, XX, to przypomina mi się zdanie Murzyna z filmu Hair o wojnie wietnamskiej: „Biali ludzie wysłali czarnych ludzi, żeby zabijali żółtych ludzi, dla interesów kraju, który ukradli czerwonym ludziom”. Ja bym dodał zdanie w tym samym stylu: „Kupa bogatych starych chciwych impotentów, żeby się nachapać, wysłała na śmierć miliony biednych młodych mężczyzn, żeby się wzajemnie zabijali, okaleczali, nienawidzili”.

Dlaczego ci Młodzi Ludzie dawali się wysyłać na niemal pewną śmierć? Ano, bo mieli edukację taką, jaką mieli. Czyli nie mieli. Czy teraz edukacja jest inna? Czy jest inna w Rosji, w Chinach, czy w USA? Czy jest inna w Polsce?

Głupie pytania…

Michał Leszczyński

W Bitwie pod (na) MC zginęło lub zostało rannych ok 4000 Polaków, a ponad 50 000 innych Aliantów.

Wyróżnione

Nauczanie historii

Znalezione obrazy dla zapytania: coca cola manufactured in Germany during the war

Jak macie Dzieci w szkole, to obejrzyjcie Ich podręczniki do historii traktujące o II wojnie światowej. Zobaczymy w nich Niemcy hitlerowskie jako imperium zła pragnące zabić i zniewolić wszystkich Żydów, Słowian. Zobaczymy Niemcy hitlerowskie jako wspaniale zorganizowane imperium, jako niezwykle sprawnie funkcjonującą maszynerię, miażdżącą nie tylko całą Europę, ale i część Afryki.

Nie ma zaś w tych podręcznikach ani słowa o tym, po co tak naprawdę NSDAP, SS, SA skasowało reguły demokratyczne, po co Niemcy zrobiły holocaust, po co napadły na Polskę, Francję, czy Holandię.

Otóż po to, żeby się nakraść.

Niemcy hitlerowskie opierały się na korupcji (na przykład, firma Coca Cola zapłaciła wielkie łapówki, m.in. Goeringowi, żeby być oficjalnym drinkiem Olimpiady w Berlinie). Jeszcze przed wojną majątki tysięcy działaczy hitlerowskich powiększyły się o tysiące procent. Częściowo majątki te wzięły się z obrabowania Żydów, ale nie tylko. Opłacali się hitlerowcom przedsiębiorcy, opłacali niewinnie oskarżeni, nawet związki zawodowe.

Po roku 1938 (wtedy zajęto Czechy i zaczęła się II wojna światowa w Europie) rozpoczęła się grabież na olbrzymią skalę. Kradli ci, co byli na samej górze, ale i kradli szeregowi żołnierze.

Jako ciekawostkę, warto przytoczyć fakt braku benzyny, przez który Niemcy przegrali wiele bitew na zachodzie Europy w 1944 i 45 roku. Brakowało, bo ją na lewo żołnierze niemieccy sprzedawali francuskim cywilom.

W wielu krajach na świecie, w tym, niestety, w Polsce, kasuje się reguły demokratyczne. Warto, żebyśmy zdawali sobie sprawę, po co się to robi.

Otóż w ramach demokratycznych też może się komuś udawać okradać innych, ale jest to znacznie trudniejsze, niż w sytuacji, kiedy takich reguł nie ma.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Amoralność posłów i szefów partii

Znalezione obrazy dla zapytania: hennig kloska

Czy pani Henning-Kloska dostała się do naszego Sejmu, bo jest panią Henning-Kloską? Nie, dostała się, bo startowała z listy Koalicji Obywatelskiej. Uczciwość nakazywałaby więc, że jeżeli Koalicja się Jej nie podoba, to powinna się zrzec mandatu, a nie zostawać w Sejmie w barwach już innej partii.

Wyobraźmy sobie, że podczas meczu, w 54 minucie, Lewandowski zdejmuje koszulkę Bayernu, zakłada koszulkę Borussii, i zaczyna strzelać na bramkę Bayernu. Absurd? Taki sam absurd, jak dopuszczanie do tego, żeby poseł w trakcie kadencji parlamentu zmieniał barwy klubowe. Może tylko w każdym momencie odejść, tak jak Lewandowski może w tej 54 minucie zejść z boiska, bo już mu się Bayern przestał podobać.

Wredne zachowanie każdego posła, co przechodzi z partii do partii bez złożenia mandatu, jest jednak niczym w porównaniu z szefem partii, który takiego posła przyjmuje. Toż to jest jedna wielka zgroza!

Jedno jest pewne: nigdy w życiu nie zagłosuję na posła, który tak się zachowuje, ani na partię, która przyjmuje takich zdrajców.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Rak opon

Znalezione obrazy dla zapytania: tyres

Wyobraźmy sobie, że lekarz mówi pacjentowi tak: „Ma pan raka i cukrzycę. Nie bardzo wiem, jak tego raka wyleczyć, więc zajmijmy się tylko cukrzycą. Jest to tylko cukrzyca rodzaju drugiego, więc damy sobie z nią radę. Może pan z nią żyć jeszcze przez 50 lat, ale oczywiście tak długo pan nie pożyje, bo z pana rakiem to dłużej niż rok raczej się nie przeżyje”.

Czy byśmy zaakceptowali taki sposób leczenia?

Oczywiście nie, a jednak tak postępujemy z problemem zanieczyszczenia powietrza przez samochody. Skoncentrowaliśmy wszystkie niemal wysiłki na mniejszej emisji spalin: wiele lat temu wprowadziliśmy filtry, katalizatory, co roku wprowadzamy coraz ostrzejsze emisje spalin, mamy hybrydy i elektryki. Leczymy cukrzycę, a na prawdziwego raka przymykamy oko, bo nie wiemy jak go leczyć.

Rakiem tym są opony, które się ścierają i wprowadzają do atmosfery olbrzymią ilość cząstek, które są niezwykle szkodliwe- są silnie rakotwórcze. Ale nie tylko, bo powodują wiele innych schorzeń- alergie, problemy z oddychaniem, a poza tym, świetnie przenoszą wirusy, na przykład, covida.

Jak ktoś mi nie wierzy, że to problem, niech sobie przeczyta:

https://www.emissionsanalytics.com/news/pollution-tyre-wear-worse-exhaust-emissions

Jak sobie radzić z zanieczyszczeniem z opon? Może powinny być odkurzacze blisko opon, które by wciągały to, co powstaje przy ścierania opon? Tylko jak oddzielić te cząstki od zwykłego piasku?

Nie mam dobrego pomysłu, ale wiem jedno: gdyby ludzkość wydała na rozwiązanie tego problemu tyle, ile wydała na inne rzeczy (na przykład, zbrojenia, czy na walkę z emisją CO2), to już problem byłby dawno rozwiązany.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Plasterkowa informacja

Znalezione obrazy dla zapytania: wędliny plasterkowe

Często kupuję wędliny plasterkowane i ładnie zapakowane. Wygoda jest duża- nie trzeba dydolić (wszystkie noże mam tępe), otwieram opakowanie, układam na kanapki i w 3 minuty jest śniadanie, albo niewyszukana kolacja.

Będąc jednak kilka dni temu w supermarkecie, naszła mnie niepokojąca myśl, że przecież do takiej plasterkowanej wędliny trzeba zużyć dużo więcej środków antypsuciowych, niż w przypadku takiej niepokrajanej. Spróbowałem więc dowiedzieć się z opakowań, jaka to jest różnica. Przez godzinę (no, prawie, czyli przez 5 minut) studiowałem różne opakowania, ale takiej informacji nie znalazłem. Producenci wędlin tylko piszą, że są one konserwowane azotynem sodu (czyli E-250), ale ile tego azotynu jest, już nie.

W googlach znalazłem, że „Azotyn sodu w nadmiarze jest szkodliwy dla człowieka, działa jak trucizna. Może się również przekształcać w rakotwórcze nitrozaminy.”

Przy zjedzeniu kilku plasterków szynki na tydzień prawdopodobnie ten azotyn jest bez znaczenia, ale ja jednak chciałbym wiedzieć, ile jest go w opakowaniu.

Google podaje, że:

Grupy spożywcze, które dostarczają azotynu sodu w diecie to: przetwory mięsne (69 proc.), produkty zbożowe (16,4 proc.), warzywa i przetwory warzywne (7,3 proc.), mleko i przetwory mleczne (3,2 proc.), pozostałe produkty (4,1 proc.). Przykładowe przetwory mięsne zawierają azotyn sodu w ilości:

  • baleron gotowany – 84 mg/kg,
  • filet prasowany z indyka – 142,6 mg/kg,
  • kiełbasa – 121,5 mg/kg,
  • mielonka – 68,8 mg/kg,
  • mortadela – 74,3 mg/kg,
  • szynka – 82,1 mg/kg,
  • konserwa turystyczna – 22,3 mg/kg.

Dziennie człowiek nie powinien zjadać azotynu sodu więcej niż 0,1 mg na każdy kilogram masy ciała. Czyli dziecko nie powinno zjadać 2-4 mg, a dorosły 6-9 mg. W 10 dekagramowej paczce filetów prasowanych z indyka jest aż 14 mg. Jak znam nastolatków, to spokojnie taką paczkę potrafią opchnąć na raz. Co ciekawe, najlepiej zjadać konserwy turystyczne! Za PRLu sporo ich jedliśmy- teraz straciły na popularności, ale może niesłusznie.

Od organów nadzorujących producentów wędlin oczekiwałbym, że wymuszą na ich producentach podawanie ilości azotynu sodu w miligramach, a nie, że „zawiera azotyn sodu (albo E250) jako konserwant”. Być może wtedy też dostalibyśmy informację o różnicy w zawartości tego azotynu w plasterkach i w wędlinie „w kawałku”.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Walentynka dla Polski

W bajkach czasem złe czarownice rzucają klątwę snu na kogoś, kto się im naraził. Odczarować zaczarowanego można tylko za pomocą „true-love kiss” (święto anglosaskie, to i zwrot po angielsku). Warunkiem absolutnie koniecznym zdjęcia zaklęcia jest to, że całujący prawdziwie kocha całowaną, a całowana prawdziwie kocha całującego. Ewentualnie całująca kocha całowanego, a całowany całującą, a nawet (patrz serial „Once upon a time”) całująca kocha całowaną, a całowana całującą. Pewnie też może być sytuacja, że całujący kocha całowanego, a całowany całującego.

Mam duże podejrzenie, że na Polskę zła czarownica Putynida rzuciła czar snu i wszyscy śpimy. Śni nam się pomieszanie różnych faktów z przeszłości, we śnie robimy najrozmaitsze czynności- kłócimy się, robimy świństwa, okradamy innych, ale to sen. Realnie to tylko od czasu do czasu sikamy w łóżko i wtedy w naszych snach pojawiają się żaglowce i żaby.

Na szczęście, podobnie jak to jest u niedźwiedzic, sporo Kobiet przez sen urodziło Dzieci, a Ich zaklęcie już nie objęło. Jest więc nadzieja, że One obdarzą nas „true love kiss”, żebyśmy się obudzili. Problem w tym, że uratują nas (i siebie) tylko wtedy, jak my będziemy kochać Je tak samo mocno jak One nas.

Ciekawe, czy się obudzimy?

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Nekrologi

Znalezione obrazy dla zapytania: nekrologi na wesoło

Kiedyś facet wpadał do Empiku, oglądał pierwsze strony gazet i wychodził. Sprzedawca spytał, czego szuka.

Nekrologu.

A nie, nekrologi to w środku gazety.

Ten nekrolog to będzie na pierwszej stronie.

Ja przeglądam nekrologi w Gazecie Wyborczej, które są w środku. Z przerażeniem jednak stwierdzam, że jedna trzecia nekrologów dotyczy ludzi z tytułem profesora. Biorąc pod uwagę, że ludzi w Polsce co roku mianowanych na profesora to około 100, a umiera ponad 400 tysięcy, to nekrologi profesorów powinny stanowić jakiś mały ułamek promila, a nie jedną trzecią. No, może jedną czwartą.

Chyba się zrzeknę tytułu i wszystkich, co go mają, do tegoż samego namawiam :-).

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Dlaczego chorujemy na grypę w zimie?

Znalezione obrazy dla zapytania: winter

Gdyby Was, kochani Czytelnicy Polski 2031, ktoś spytał, dlaczego ludzie chorują na grypę od połowy listopada do marca, to co byście odpowiedzieli?

Może byście powiedzieli, że promieniowanie ultrafioletowe zabija wirusy?

Zabija, ale tylko UVC, a to jest filtrowane przez powłokę ozonową.

Może byście powiedzieli, że na słońcu ludzie wytwarzają witaminę D, która nas uodparnia przed grypą?

Jest pewnie coś w tym na rzeczy, ale nie jest to główna przyczyna.

Otóż przyczyna leży w tym, że Natura (gleba, liście, trawa) przestaje absorbować węgiel, czy to w postaci CO2, NH3, czy w postaci nanocząstek zawierające atomy węgla. Nanocząstki takie łączą się w większe i transportują wirusy. Wirusy więc krążą w atmosferze, ale, co gorsze różne związki węgla (jakieś paskudne cyjanki) zmniejszają wchłanialność tlenu do krwi, co czyni nas podatnym na zachorowanie na grypę.

Jak wobec tego zmniejszyć zachorowalność na grypę w sezonie zimowym? Otóż trzeba mieć czyste powietrze, a nie takie, jakie mamy.

W przypadku covida też taką zależność zaobserwowano- im większy smog, tym ludzie więcej i ciężej chorują.

A skąd to wszystko wiem?

Ano wysłuchałem ciekawego wykładu:

Polecam.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Europejski high-tech

Znalezione obrazy dla zapytania: photovoltaics

Zobaczmy dziesięciu największych na świecie producentów paneli phV:

Trina Solar (Chiny)

Canadian Solar (Kanada)

Jinko Solar (Chiny)

JA Solar (Chiny)

Hanwha QCell (Korea Płd)

First Solar (USA)

ReneSola (USA)

Yingly Solar (Chiny)

SFCE (Chiny)

Risen Energy (Chiny)

Co widzimy? A właściwie: czego nie widzimy? Nie widzimy żadnego producenta z Europy.

Jestem na tyle wiekowy, że pamiętam początki fotowoltaiki. Wtedy Europa wydawała się potęgą w tej dziedzinie. Niemcy w szczególności, ale i Francja, a nawet Węgry. Teraz karty rozdają Chińczycy.

Przypomniała mi się fotowoltaika, bo przed paru dniami zbankrutowała firma moich francuskich Przyjaciół: Lumilog. Firma ta produkowała unikatowe kryształy azotku galu, bez których nie można produkować niebieskich i zielonych diod laserowych, a także niektórych tranzystorów.

Firmę Lumilog przed kilku laty przejął duży koncern Saint Gobain. Wszyscy byli przekonani, że to pozwoli Lumilogowi rozkwitnąć, bo produkty mieli niezłe, a ceny znacznie niższe niż konkurenci. Niestety, nie udało się.

W Polsce technologia kryształów azotku galu z bankrutującej firmy Ammono została uratowana przez Instytut PAN-owski. Czy francuską wspaniałą technologię uratują? Nie wiem.

W dniu, kiedy Lumilog ogłosił bankructwo, dostałem ofertę z Chin, żebyśmy od nich kupowali kryształy GaN. Być może tak się stanie. Europa po lekcji fotowoltaicznej nic się nie nauczyła.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

List otwarty do TVN i Polsatu

Znalezione obrazy dla zapytania: protest media bez wyboru

Drogie TVN-nie i Polsacie,

Zapraszacie do siebie polityków, którzy chcą Was przejąć, czego przejawem jest haracz, który macie płacić.

Uważacie, że nic nie napędzi widowni jak pyskówka Sasina z Nitrasem, albo Bortniczuka z Matczakiem. IMHO, mylicie się w tym względzie.

Takie pyskówki to jedna wielka żenada, nic nie posuwająca polskich spraw do przodu. Jestem przekonany, że zdajecie sobie z tego sprawę.

Dlatego mam propozycję, żeby do momentu anulowania pomysłu zabijania niezależnych mediów przestać zapraszać polityków Zjednoczonej Prawicy.

Jestem fizykiem i udało mi się poznać 30 polskich profesorów fizyki, którzy mają iloraz inteligencji (IQ) znacznie ponad 160 (kilku jest nawet moimi Znajomymi na FB!). Mam nadzieję, że znacie książkę „„Pan raczy żartować, panie Feynman!” Przypadki ciekawego człowieka”. Te 30 Osób jest właśnie pokroju Richarda Feynmana- wiedzą o świecie (nie tylko o fizyce) naprawdę dużo. Wśród Nich 25 głosuje na Opozycję (wszyscy moi Znajomi z FB, bo innych nie przyjmuję!), 5 na PiS. Przyznam się, że nie bardzo tych drugich rozumiem, ale uważam, że głos Ludzi z IQ powyżej 160 powinien być tak, czy inaczej, wysłuchany.

Zamiast polityków typu Bielana, czy Kanthaka, zapraszajcie zwolenników PiSu z bardzo wysokim IQ. Wśród fizyków mogę wskazać takich pięciu, ale jestem przekonany, że są tacy także wśród matematyków, biologów, czy chemików.

Gwarantuję Wam, że programy Wasze staną się wtedy znacznie ciekawsze i mądrzejsze. Jeżeli Wasi Dziennikarze nie są gotowi na dyskusję z ludźmi o większej inteligencji, zaproście też kogoś z tych 25, którzy są antypisowscy.

Nie bójcie się. Wygracie, jeżeli mnie posłuchacie, mimo, że nie mam IQ w wysokości 160, tylko znacznie mniej.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Skleroza?

Znalezione obrazy dla zapytania: PRL

W internecie Nieznany Autor robi furorę swoim wpisem:

Syn zapytał kiedyś swego ojca: „Jak żyłeś wcześniej bez dostępu do technologii:bez internetu, bez komputerów, bez telewizorów, bez klimatyzacji, bez telefonów komórkowych? ”Ojciec odpowiedział:„Tak jak dzisiaj żyje twoje pokolenie: bez modlitwy, bez współczucia, bez honoru, bez szacunku, bez wstydu, bez skromności, bez czytania książek …..My, ludzie urodzeni w latach 1939 – 1985, jesteśmy błogosławieni. Nasze życie jest tego żywym dowodem: grając i jeżdżąc na rowerach, nigdy nie nosiliśmy kasków. Nie baliśmy się chodzić do szkoły samotnie od pierwszego dnia. Po szkole bawiliśmy się do zachodu słońca. Nigdy nie oglądaliśmy telewizji przez pół dnia.Graliśmy z prawdziwymi przyjaciółmi, a nie z przyjaciółmi z Internetu. Jeśli kiedykolwiek byliśmy spragnieni, piliśmy wodę z kranu, a nie z butelki. Nie chorowaliśmy często, chociaż dzieliliśmy tę samą szklankę soku z czterema przyjaciółmi. Nigdy nie przytyliśmy, chociaż codziennie jedliśmy dużo chlebai ziemniaków. Jesteśmy przyzwyczajeni do tworzenia naszych zabawek i zabawy nimi. Dzieliliśmy się naszymi zabawkami, książkami. Nasi rodzice nie byli bogaci. Dali nam swoją miłość, nauczyli nas cenić duchowość, dali nam pojęcie prawdziwych ludzkich wartości – uczciwość, wierność, szacunek, ciężka praca. Nigdy nie mieliśmy:telefonów komórkowych, DVD, PlayStation, Xbox, gry wideo, laptopów, czatu internetowego.”Ale mieliśmy prawdziwych przyjaciół!”Odwiedzając dom przyjaciela bez zaproszenia, byliśmy ugoszczeni prostym i skromnym jedzeniem. Nasze wspomnienia były na czarno-białych fotografiach, ale były jasne i kolorowe, z przyjemnością przeglądaliśmy rodzinne albumy i z szacunkiem przechowujemy portrety naszych przodków. Nie wyrzucamy książek do kosza, stanęliśmy po nie w kolejce.Nie podawaliśmy naszego życia opinii publicznej i nie rozmawialiśmy o życiu innych z zachwytem, ​​tak jak ty – pokazując swoje życie na Instagramie, publicznie omawiając swoje rodzinne sekrety w mediach. Jesteśmy unikalnym i najbardziej wyrozumiałym pokoleniem, ponieważ jesteśmy ostatnim pokoleniem, które słuchało swoich rodziców i pierwszym pokoleniem, które słucha swoich dzieci. Jesteśmy edycją limitowaną. Ucz się od nas. Doceń nas!

Przeczytałem, i doszedłem do wniosku, że najprawdopodobniej Autor ma sklerozę, bo świat wyglądał za PRLu zupełnie inaczej.

W szkole podstawowej mnie i moich Kolegów obowiązywała zasada: jak się bijesz, to najpierw kopiesz w jaja, a jak się przeciwnik zegnie w pół, to kopiesz z całej siły w twarz. Takie krwawe bójki zdarzały się w szkole i na podwórku niemal codziennie. Ja, jako najmłodszy (wcześniej mnie posłali do szkoły) i najmniejszy w klasie tylko dlatego przeżyłem w jakim-takim stanie, bo miałem silnych protektorów (4 lata starszych, tzw., przerośniętych), którym dawałem odpisywać lekcje.

Po II wojnie światowej wszyscy Polacy mieli PTSD (post traumatic stress disorder), który objawiał się koszmarną brutalizacją życia. Rodzice leli swoje dzieci (akurat mnie nie, ale na wuefie mogłem widzieć, jak katowani są w domach moi Koledzy), nauczyciele walili nas linijkami po głowach, szarpali za włosy, pod każdym barem były ślady krwi z rozbitych nosów i ust.

Doskonale zdaję sobie sprawę z problemów, jakie przyniosła półprzewodnikowa rewolucja technologiczna, ale nie mitologizujmy pokolenia ludzi urodzonych w latach 39-85 (w zasadzie to są dwa pokolenia, które należałoby rozróżnić).

Najbardziej rozbawiło mnie zdanie, że „jesteśmy ostatnim pokoleniem, które słuchało swoich rodziców i pierwszym pokoleniem, które słucha swoich dzieci„. Ani nie słuchaliśmy rodziców, ani nie słuchamy naszych dzieci.

Nieznany Autor ma chyba nie tylko sklerozę, ale i jest tak zachwycony swoją Osobą, że aż mi głupio, że jestem z tego samego pokolenia.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

14 procent

Znalezione obrazy dla zapytania: Morawiecki

Ekonomiści Ludwik Kotecki i Andrzej Bratkowski przygotowali analizę realizacji Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju. Jakiś czas temu opisywałem kilka przykładów realizacji tej Strategii: elektrycznych samochodów, luxtorpedy, promów, czy podwojenia wydatków na badania i rozwój.

Panowie Kotecki i Bratkowski podeszli do sprawy profesjonalnie, a nie publicystycznie, i wyszło Im, że zrealizowanych zostało 14 procent ze Strategii. którą 5 lat temu sam premier (wówczas wicepremier) Morawiecki ogłosił.

14% nie wygląda jakoś wspaniale, więc nic dziwnego, że Rząd Zjednoczonej Prawicy nic na ten temat nie mówi. Pytanie, dlaczego Opozycja cicho siedzi?

Teraz ma być nowy program: Krajowy Plan Odbudowy. Nie za bardzo wiadomo, czy to ma być odbudowa po zniszczeniach ostatnich 5 lat, czy może w dalszym ciągu nie odbudowaliśmy Polski po 8 wcześniejszych latach, czy może sięgamy do zniszczeń dokonanych za Bieruta, Gomułki, Gierka i Jaruzelskiego?

Czy ten Plan Odbudowy będzie kontynuacją, czy może czymś zupełnie ortogonalnym do Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju?

Jedno jest pewne. Premier Morawiecki zrobił spory błąd publikując ten SOR i zamieszczając tam sporo liczb, które teraz można skonfrontować z tym, co mamy w roku 2021. Czy błąd ten Opozycja wykorzysta?

Czy opracowanie panów Koteckiego i Bratkowskiego będzie przedmiotem dyskusji? IMHO, warto, żeby było, nie tylko po to, żeby „dopieprzyć” rządzącym, ale także po to, żebyśmy zrozumieli, dlaczego modernizacja naszego kraju się nie udaje.

Żeby była jasność: uważam, że SOR był tak nierealistyczny, że ani PiS, ani PO, ani inna polska partia, nie była w stanie zrealizować więcej z tej strategii niż te 14%. No, może Nowoczesna, ale Jej w pierwotnym kształcie dawno nie ma.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

X=276

Znalezione obrazy dla zapytania: Andrzej jajszczyk

Co zrobić, żeby mieć 276 miejsc w Sejmie?

Sprawa jest dość prosta.

Po pierwsze primo, absolutnie trzeba wystartować razem do Sejmu: KO, Polska 2050, PSL, Lewica. Start osobno to porażka, bo mamy taką, a nie inną, ordynację wyborczą.

Razem jednak oznacza, że Panowie Budka, Hołownia, Czarzasty i Kosiniak-Kamysz muszą uzgodnić, kto będzie liderem takiej Zjednoczonej Opozycji 276. Żaden z Nich się nie nadaje, więc jedynym wyjściem to poszukać Kogoś spoza tej czwórki.

Ja bym namawiał, żeby rozważyć następujące kandydatury:
Anne Applebaum,

Barbara Nowacka,

Agnieszka Holland,

Andrzej Olechowski,

Marcin Matczak,

Andrzej Jajszczyk.

Gdybym ja miał kogoś rekomendować, to profesora Andrzeja Jajszczyka. Jeżeli chcemy mieć za premiera kogoś, kto może z Polski zrobić kraj nowoczesnych technologii, to tylko On.

Sympatycznie byłoby też przedstawić od razu gabinet cieni:

Minister Sprawiedliwości: Budka

Zdrowia: Kosiniak Kamysz

Kultury: Hołownia

Spraw Wewnętrznych: Czarzasty

Obrony: Sikorski

Gospodarki: Petru

Edukacji: Zielicz

itp.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

276

Borys Budka i Rafał Trzaskowski ogłaszają Koalicję 276. Tylu posłów potrzeba, żeby odrzucić weto prezydenta. Koalicja ma być z Lewicą, PSLem i Polską 2050, ale tej ostatniej wcale się ta koalicja nie uśmiecha. Program 276 jest taki:

  • Rozdział kościoła od państwa, w tym m.in. odpis podatkowy na kościół i likwidacja Funduszu Kościelnego.
  • Powołanie nowego Trybunału Konstytucyjnego oraz nowej Krajowej Rady Sądownictwa.
  • Zmiany w Telewizji Polskiej – likwidacja TVP Info oraz abonamentu RTV.
  • Odpolitycznienie prokuratury – stworzenie nowej instytucji Specjalnego Prokuratora Śledczego, który zajmie się badaniem afer państwowych.
  • Wprowadzenie możliwości organizacji referendum dot. odwołania z urzędu posła lub senatora.
  • Zwiększenie wydatków na służbę zdrowia do 6 proc. PKB.
  • Wprowadzenie zakazu importu śmieci do Polski.
  • Puszcza Białowieska stanie się Parkiem Narodowym.
  • Państwo zrekompensuje obywatelom m.in. wydatki na edukację i wizytę u specjalisty.

Przyznam się, że wygląda to marnie. Nie rozumiem, jak inteligentni ludzie mogą mieszać rzeczy super ważne z marginalnymi.

Polsce potrzeba przede wszystkim trzech rzeczy:

i) Sanacji służby zdrowia,

ii) Sanacji polskiej edukacji i nauki,

iii) Przekierowania molochów (Orlren, KGHM, Azoty) zarządzanych przez nominatów partyjnych na technologie wysokozaawansowane (patrz koreańskie czebole).

Z tych 10 haseł programowych nic nie wynika.

Partio Nowoczesna!!!! Reaktywuj się, bo PiS będzie nami rządzić do końca świata (naszego!).

Michał Leszczyński

Wyróżnione

A co zrobi p. Gryglas?

Znalezione obrazy dla zapytania: Gryglas Narodowe Siły Zbrojne

Pamiętam zebranie przed wielu laty piaseczyńskiego oddziału partii Nowoczesna. Wystąpiłem na nim z ostrym protestem przeciwko sejmowemu wystąpieniu naszego posła Gryglasa w opasce Narodowych Sił Zbrojnych. Wszyscy się ze mną zgodzili, mówiąc, że to jest „… złamany”. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego się go toleruje w naszej partii, ale wkrótce potem na szczęście opuścił szeregi opozycyjne i stał się zatwardziałym pisiorem.

W wikipedii czytamy o nim:

W listopadzie 2017 współtworzył partię Porozumienie, zorganizowaną przez Jarosława Gowina (powstałą z przekształcenia Polski Razem), zostając jej wiceprezesem, a także stając na czele rady programowej. Początkowo pozostawał posłem niezrzeszonym, 11 grudnia ogłosił dołączenie do klubu parlamentarnego. Bez powodzenia startował w 2019 w wyborach do Parlamentu Europejskiego oraz do Sejmu.

W grudniu 2019 powołany na podsekretarza stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych, a w marcu 2020 pełnomocnikiem rządu ds. rozwoju morskiej energetyki wiatrowej. Laureat nagrody „Bursztyn Polskiej Energetyki 2020” na Ogólnopolskim Szczycie Energetycznym w Gdańsku. W ramach Ministerstwa Aktywów Państwowych został odpowiedzialny za koordynację organizacji przez spółki Skarbu Państwa szpitali tymczasowych do walki z pandemią COVID-19.

Ciekawi mnie, czy pan G. jest teraz za panami Bielanem i Bortniczukiem, czy wręcz przeciwnie?

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Spiskowa teoria dziejów

Znalezione obrazy dla zapytania: Bielan i Gowin

Wyobraźmy sobie, że mogło być tak:

Jarosław Gowin i Szymon Hołownia dogadują się. Porozumienie Jarosława Gowina deklaruje wycofanie się z koalicji Zjednoczonej Prawicy, co skutkuje wyborami, na przykład w maju. Gowin z Hołownią, może jeszcze z PSLem, mają szansę dostać ponad 30% głosów. Rządziliby samodzielnie, albo by sobie wzięli KO na przystawkę. Jarosław Gowin zostaje premierem. Political fiction? A jeżeli nie?

Jeżeli nie, to Jarosław Kaczyński musiał coś szybko zrobić, żeby załatwić wicepremiera Gowina. I zrobił aferę z Adamem Bielanem.

Spiskowa teoria dziejów?

Śmiałbym się, gdyby się okazało, że prawdziwa.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Merytoryczni profesjonalni patrioci, a może idioci?

Kiedy słyszę:

Jesteśmy w naszych działaniach profesjonalni.”, albo:

Nasze ugrupowanie wywodzi się z tradycji patriotycznych„, albo:

Ja, panie redaktorze, wypowiadam się wyłącznie merytorycznie„,

i tym podobne zapewnienia, to już wiem, że wypowiadający (-ca) te słowa nie dość, że nie ma nic wspólnego z profesjonalizmem, patriotyzmem, merytorycznością, tylko po prostu jest mało inteligentny.

Żaden prawdziwy profesjonalista nie będzie opowiadał na lewo i prawo, że jest profesjonalistą.

Żaden patriota nie chwali się tym, że jest patriotą.

A o braku merytoryczności wypowiedzi już świadczy samo zapewnienie, że jest merytoryczne.

Posłuchajmy, co ludzie mówią i wyróbmy sobie zdanie na ich temat. A z drugiej strony sami nie mówmy takich frazesów, bo nas uznają za mało inteligentnych.

Ale jakby ktoś powyższej notki nie zrozumiał, to zapewniam, że została napisana w pełni profesjonalnie, jest merytoryczna i pełna patriotycznych uniesień. 🙂

Michał Leszczyński

PS Obrazek namalował Igor Morski.

Wyróżnione

Polska czkawka

Czytam ciekawą książkę o wymianie terytoriów, jaka dokonała się w roku 1951 między ZSRR a Polską. Sens tej wymiany był taki, że na obszarze zajętym przez Sowietów był węgiel, który de facto był, a na obszarze Bieszczad przekazanym Polsce była ropa naftowa, której de facto nie było.

Polacy opuszczający swoje domostwa zostali dopilnowani, żeby chałupy wysprzątali, wszystko zostawili w nienagannym porządku, natomiast ci, co wynosili się z okolic Ustrzyk Dolnych zdemontowali wszystko, a co się nie dało zdemontować, to zniszczyli, żeby tylko Polakom coś nie zostało. Na przykład w jednym piecu chlebowym Polacy zastali odchody, które ktoś musiał tam ze złośliwości wsadzić.

Wydawać by się mogło, że przesiedlenia powinny być robione wsiami. Cała wieś z obszaru zielonego na mapce powinna być przesiedlona do jednej wsi na obszarze czerwonym. A jednak komuniści robili zupełnie coś innego. Starali się mieszać ludność jak tylko się dało. Do jednej wsi w Bieszczadach brali po jednej rodzinie z każdej z wysiedlanych wsi z terenu opuszczanego przez Polskę. Dlaczego tak wrednie? Ano wiedzieli, że ludźmi niezorganizowanymi w społeczność dużo łatwiej rządzić i manipulować.

Po II wojnie dokonało się wielkie mieszanie Polaków, ale PRL spowodował coś jeszcze. Trudności życia i niechęć władz do jakichkolwiek niezależnych form aktywności ludzi spowodował, że jesteśmy najmniej zorganizowanym społeczeństwem w Europie. To jest czkawka, którą mamy dalej po czasach PRLu.

Im bardziej cywilizowany kraj, tym ludzie są aktywniejsi w różnego rodzaju organizacjach: sportowych, turystycznych, hobbystycznych, a także politycznych. W Polsce niemal każdy żyje osobno, a formą kontaktów międzyludzkich jest telewizja i facebook. Takimi ludźmi rządzą populiści, takich ludzi łatwo napuszczać na siebie, tacy ludzie po prostu nie nadają się do państwa demokratycznego.

Dlatego zanim znowu zaczniemy narzekać na Kaczyńskiego, że prześladuje Kobiety, na Trzaskowskiego, że nie ma siły na ogarnięcie opozycji, że Hołownia wciska ludziom kity, zastanówmy się, czy sami nie powinniśmy zacząć budować oddolne struktury polskiego państwa. Niekoniecznie partyjne. Mogą być sportowe, popularnonaukowe, a nawet filozoficzne.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Bezjądrowy Hołownia

Small nuclear power reactors: Future or folly?

Szymon Hołownia tak twierdzi:
„...rząd z uporem zapowiada niemożliwe dziś do realizacji inwestycje w elektrownię jądrową. To groźne dla bezpieczeństwa systemu energetycznego, który będzie musiał poradzić sobie z rosnącą dziurą po węglu. Powinna być ona łatana przede wszystkim odnawialnymi źródłami i trochę gazem. Na pewno nie mrzonkami o atomie.”

Mam nadzieję, że po tej wypowiedzi popularność Polski 2050 spadnie do kilku procent.

Poza tym, jak ktoś jeszcze ma wątpliwości, niech przeczyta artykuł Tomasza Lisa w Newsweeku: https://www.newsweek.pl/opinie/moralnosc-na-obecna-chwile-tomasz-lis-o-tym-jaka-powinna-byc-opozycja/7nwjr0n

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Polska wymiera

Władze miasta na Podkarpaciu zbuntowały się rządowym restrykcjom. Otworzyli  cmentarze | BiznesINFO

Wszyscy nagle się dziwią, że 500+ nie tylko nie spowodowało zwiększenia liczby urodzeń, ale że stało się wręcz przeciwnie. Dzieci rodzi się jak na lekarstwo, a z powodu zapaści służby zdrowia zgonów mamy dużo więcej niż kiedyś.

Jako fizyk eksperymentator jednak zaproponuję:

500 zł na każde dziecko nie przyniosło zwiększenia urodzeń? Trzeba spróbować 1000 zł. A jak i to nie przyniesie efektu, to 2000 zł. W którymś momencie ludziom zacznie się opłacać rodzić dzieci. Jest co prawda niebezpieczeństwo, że za te 2000 zł będzie można znacznie mniej kupić niż teraz za 500, ale kto by się takimi drobiazgami przejmował. Eksperymenty trzeba prowadzić aż do otrzymania wyniku, a w tym przypadku chcemy odpowiedzieć na pytanie, ile trzeba zapłacić, żeby ludzie rodzili więcej dzieci.

Na 500+ wydajemy ponad 40 mld zł rocznie. Zatrudnionych ludzi zaś mamy około 16 milionów. Po prostym dzieleniu wychodzi, że każdy zatrudniony wydaje 2,5 tysiąca złotych na ten program, czyli około 200 zł miesięcznie.

Dla kogoś, kto zarabia 20 tys miesięcznie, 200 zł jest niezauważalne. Natomiast dla tych, co zarabiają 2500 zł, to jest wielki majątek.

Kiedy 500+ trafia do biednej rodziny, to jeszcze pół biedy. 1000 zł na dwoje dzieci, jak ma się całkowity budżet 2500 zł, to wielka pomoc. Natomiast, jak te pieniądze dostaje rodzina mająca budżet 20 tys., to jest coś nie tak.

Think it over.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Odpowiedzialność za nieprawność

Śląskie: Fala bankructw restauracji w regionie. Nawet te kultowe nie  przetrwały koronawirusa... Do których lokali już nie wrócimy? | Katowice  Nasze Miasto

Załóżmy, że rząd zamknął restauracje i hotele w sposób bezprawny. Załóżmy, że mógł zrobić to w zgodzie z prawem, ale nie zrobił. Załóżmy też, że sądy wydadzą teraz wyroki, że restauratorom i hotelarzom należą się odszkodowania w wysokości kilku miliardów złotych.

Kto wypłaci wtedy takie odszkodowania? Oczywiście Skarb Państwa, czyli my wszyscy mieszkający w Polsce.

Jestem jak najbardziej za tym, żeby pomagać przedsiębiorcom w czasie pandemii, ale pomoc musi być w ramach porządku prawnego. „Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa” mówi nasza Konstytucja.

Jeżeli sądy wydadzą wyroki, że restauracje i hotele zostały zamknięte bezprawnie, to wszelkie odszkodowania finansowe powinien płacić nie Skarb Państwa, tylko ci personalnie, co wydali bezprawne rozporządzenia (zamiast, na przykład, uchwalić ustawy, albo ogłosić stan wyjątkowy).

Oczywiście, nieprawnie wybrani sędziowie Sądu Najwyższego mogą podważyć wyroki innych sądów. Jeżeli tak się stanie, restauratorzy i hotelarze nie dostaną ani złotówki odszkodowania, to może do Polaków w końcu dotrze, po co nam niezależne sądownictwo.

Od pięciu lat mam wielkie pretensje do swoich Rodaków, że kiedy przed 5 laty PiS demolował niezależność sądów, to na ulicę wychodziło w całej Polsce pewnie ze 100 tysięcy ludzi, może i 200 tysięcy, ale to był mały wodospadzik, a potrzebna była Niagara. Gdyby wtedy wyszło 10 milionów, to pewnie nie mielibyśmy całego tego syfu, który mamy teraz.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Once upon a time in Gostynin

Once Upon A Time - Cast Poster (60.96 x 91.44 cm): Amazon.co.uk: Kitchen &  Home

Jest taki serial na Netflixie „Once upon a time”. Prawie 200 odcinków. Jest to serial niby dla dzieci, ale my (Żona i ja) z przyjemnością oglądamy. Jest to ciekawe połączenie bajek i mitów. Na przykład, Zła Czarownica z krainy Oz jest siostrą Złej Królowej z bajki o Śnieżce, kocha się w Hadesie, a dziecko ma z Robin Hoodem. Przez te 200 odcinków mamy Jasia i Małgosię, Rumpelsztyka, Herkulesa, kapitana Hooka, Dorotkę, kapitana Nemo, i wiele innych tego typu postaci.

Od czasu do czasu negatywnemu bohaterowi (villain) udaje się rzucić klątwę i wszyscy przenoszą się do krainy bez magii, czyli USA czasów współczesnych. Wszyscy się przenoszą, tracą pamięć, ale dzięki działaniom pozytywnych bohaterów (heros) udaje się zapewnić wszystkim szczęśliwość rodzinną, bo tylko ta jest istotna według autorów tego serialu. Niezwykle ważnym elementem pozwalającym obudzić uśpionych jest „true love kiss”, podobnie jak to było z Księciem i Śnieżką.

Podoba nam się ten serial, bo mamy w nim kilkunastu potężnych magów-złoczyńców, ale jak poznajemy ich historię życia, to zaczynamy usprawiedliwiać ich paskudne zachowania, a w końcu jesteśmy szczęśliwi, że wszyscy przechodzą na stronę dobra (taki motyw Dartha Vadera ze Star Warsów).

W Gostyninie mamy zakład, w którym trzymanych jest prawie setka wyjątkowo paskudnych ludzi (bestii). Wypuszczenie któregokolwiek z nich mogłoby skończyć się morderstwem, czy brutalnym gwałtem.

Problem w tym, że ci ludzie siedzą bez wyroku żadnego sądu. Nie jest to też szpital psychiatryczny, bo żadnych terapii się tam nie robi, tylko trzyma ludzi do końca życia. Decyzję o zatrzymaniu człowieka w Gostyninie po zakończeniu kary więzienia podejmuje komisja, co do kompetencji której można mieć wiele zastrzeżeń.

Serial „Once upon a time” jest oczywiście wyjątkowo naiwny, ale pamiętam wielu moich Kolegów ze szkoły podstawowej. Kradli, palili, pili, bili wszystkich naokoło, prawdopodobnie gwałcili. Najgorszy element, jaki sobie można wyobrazić. Znałem jednak ich domy- ojców pijaków katujących dzieci, matki też rzadko trzeźwe.

Czy z dziecka paskudnie traktowanego w dzieciństwie może wyrosnąć szczęśliwy, uczciwy, miły dorosły? Pewnie może, ale to się rzadko zdarza.

Kiedy masz kochających rodziców, to ci potem państwo niemal niepotrzebne. Dasz sobie radę. Kiedy masz rodziców potworów, to polska szkoła i więzienie robią z ciebie jeszcze gorszego potwora.

Minister Ziobro i spółka, niby chrześcijanie, a mają jedyną odpowiedź na przestępstwa- zaostrzyć kary. Jest to całkowicie błędna ścieżka. Karanie powinno być stowarzyszone z taką resocjalizacją, żeby już dany człowiek więcej przestępstwa nie dokonał. Niestety, polskie więzienia są wylęgarnią przestępczości, a nie środkiem jej zapobieganiu. Warto byłoby zatrudnić specjalistów ze Szwecji, żeby zaimplementowali doświadczenia ze swoich więzień w Polsce.

Sprawa Gostynina jest trudna, bo nikt nie chce narazić kogokolwiek na zbrodnię wypuszczonej na wolność „bestii”. Ale czy można kogokolwiek więzić bez wyroku sądowego? A w zasadzie jest jeszcze gorzej: ktoś jest skazany na 15 lat, a w rzeczywistości na dożywocie.

Coś jest nie tak z naszym państwem, że mamy taki Gostynin.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Przetargowe zaufanie

Vintage camel illustration - Nohat - Free for designer

Stary dowcip tak mówi:

  • Co to jest: stary, bezzębny, kulawy wielbłąd?
  • Ano, jest to koń wyścigowy kupiony na przetargu.

Jednym z największych bolączek kupna sprzętu naukowego z publicznych pieniędzy jest konieczność organizowania przetargów.

Wyobraźmy sobie, że instytut kupuje napylarkę. Ma do wyboru 4 firmy (U,X,Y,Z), ale naukowcy nigdy nie kupują „w ciemno”. Zanim kupią, poradzą się użytkowników napylarek na całym świecie. Każdy przyzwoity naukowiec ma bardzo wielu znajomych w USA, Japonii, Niemczech, Chinach, gdzie takich napylarek są setki. Wszystkie 4 napylarki mają identyczne parametry w specyfikacji, ale znajomi z zagranicy mówią: tylko napylarki Y są naprawdę niezawodne i nie trzeba ich co chwila kalibrować.

Problem w tym, że napylarki Y są najdroższe. W specyfikacji przetargowej zaś nie można wpisać punktów za opinie użytkowników. Liczą się tylko parametry podane na papierze przez producenta.

Jedni naukowcy machają więc ręką i kupują najtańszą, żeby się nikt nie czepiał. Inni wymyślają całkowicie nieistotne parametry napylarki tak, żeby tylko Y je spełniała. Na przykład, że musi mieć wymiar 61-63 cm, podczas, gdy wymiary tych 4 napylarek są: U:60 cm, X:65 cm, Y:62 cm i Z:59 cm. W pomieszczeniu mamy miejsce na dowolną z tych napylarek, ale tego już nikt nie sprawdza.

Kupno napylarki za milion złotych to przedsięwzięcie poważne i nie tak częste. Na drugim biegunie są, na przykład, laptopy. W tym przypadku mamy dziesiątki sprzedawców i kilka firm. Procedura przetargowa może trwać i pół roku, żeby w końcu kupić nie dokładnie to, co się chciało, a oszczędności rzędu 150 zł są idiotyczne, bo procedura zużyła dziesiątki roboczogodzin pani/pana profesora, jej/jego doktorantów i urzędników od przetargów.

Ci, co wymyślają procedury najprawdopodobniej sądzą po sobie- jakby mogli, to by z miejsca wzięli łapówkę od producenta, żeby kupić najdrożej. Naukowcy jednak nigdy nie kupują drogiego sprzętu bez dziesiątków godzin dyskusji ze współpracownikami, które urządzenie jest lepsze pod względem technicznym i cenowym. Wzięcie łapówki w takiej sytuacji jest absolutnie niemożliwe!

Dlatego apeluję do Ministra Czarnka: odpuśćcie robienia przetargów naukowcom. Kupią dużo lepsze i tańsze urządzenia bez idiotycznej biurokracji.

Trochę zaufania…

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Wywiad z Ministrem Wójcikiem

Miałem sen, piękny sen, a w tym śnie przeprowadzałem wywiad z Ministrem Michałem Wojcikiem. Najprawdopodobniej zapis tego snu jest gdzieś w internecie, ale na wszelki wypadek przytaczam przebieg rozmowy:
Ja: Panie Ministrze, co Pan sądzi o protestach na ulicach?

MW: Co ja sądzę? Chyba to samo, co każdy myślący uczciwy Polak. Od ponad pięciu lat totalna opozycja próbuje zamieszkami obalić legalnie wybrany rząd. Wyprowadzają ludzi na ulicę, a ostatnie protesty są wyjątkowo wulgarne i niemoralne. Są nie tylko przeciw Zjednoczonej Prawicy, na którą głosowała większość Polaków, ale i są za mordowaniem nienarodzonych dzieci. To obrzydliwe.

Ja: OK, panie Ministrze, a skąd wiadomo, że nie wolno dokonywać aborcji?

MW: Jak to skąd? Z Dekalogu. „Nie zabijaj”. Jaśniej nie można tego powiedzieć.

Ja: OK, panie Ministrze, a czy zgadza się Pan z takim punktem Dekalogu: „Nie uczynisz sobie rzeźby ani podobizny wszystkich rzeczy, które są na niebie w górze i które na ziemi nisko, i które są w wodach pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał i służył. Bom ja jest Pan, Bóg twój, Bóg zawistny, który dochodzę nieprawości ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą”.

MW: Nie ma takiego punktu.

Ja: Jest. Pan Minister chyba nie zna podstaw swojej religii. Powtarzam: czy Pan Minister zgadza się z tym, że Pana Bóg jest zawistny i mści się do trzeciego i czwartego pokolenia?

MW: Oczywiście, że to bzdura. Nie ma takiego punktu w Dekalogu.

Ja: A gdyby był, to by Go Pan nie akceptował?

MW: Oczywiście, że nie. Bóg jest nieskończenie miłosierny, nawet dla tych, co teraz ganiają po ulicach i wykrzykują wulgaryzmy.

Ja: Czyli nie akceptuje Pan oryginalnej wersji Dekalogu, ale może przejdźmy do następnego pytania. Ile lat więzienia jest słusznym wyrokiem za morderstwo?

MW: Dożywocie, czasem 30 lat, jak są okoliczności łagodzące, to może być mniej. Wszystko zależy od okoliczności i motywów morderstwa.

Ja: Czy wobec tego 3 lata więzienia dla lekarza dokonującego aborcji nie wydaje się Panu zbyt niskim wyrokiem? Przecież, według Pana, Panie Ministrze, to morderstwo.

MW: 3 lata jest adekwatną karą. Tak środowiska prawnicze uważają.

Ja: Na jakiej podstawie? Co to za środowisko? Nie rozumiem tego, ale mam jeszcze jedno pytanie. Czy gdyby jakiś człowiek był śmiertelnie ranny, cierpiał strasznie, miał przed sobą kilka godzin cierpienia, czy skróciłby Pan Jego ból przez uśpienie, czy zastrzelenie?

MW: A skąd bym wiedział, że nie przeżyje?

Ja: Lekarz by Panu powiedział.

MW: To jakaś wydumana sytuacja, i oczywiście, że bym skrócił cierpienia tego człowieka.

Ja: Czyli zamordowałby Pan człowieka, ale z punktu widzenia prawnego i moralnego byłby Pan niewinny?
MW: Oczywiście.

Ja: A gdyby Trybunał Konstytucyjny postanowił, że nie można skracać cierpienia umierającego, tylko niech się męczy do końca?

Nie doczekałem odpowiedzi, bo się obudziłem.

Michał Leszczyński

PS Powyższą notkę dedykuję Rafałowi Jakiele :-).

Wyróżnione

Za wolność Waszą i naszą

Pisałem o tym już wiele razy, ale… Jako rodzic nauczyłem się, że powtarzać należy różne „mądrości” aż do skutku.

Na początku lat 90-tych jadłem obiad konferencyjny razem ze starszym sławnym amerykańskim profesorem fizyki Williamem Parrishem. Jak dowiedział się, że jestem z Polski, pogratulował mi za zrzucenie jarzma bolszewizmu i powiedział mniej więcej coś takiego:

  • Pojąć nie mogę, że zrzuciliście okupację komunistów, a dobrowolnie oddajecie się w okupację Kościołowi katolickiemu.

Wtedy próbowałem Mu wytłumaczyć, że to zupełnie coś innego, że Kościół walczył z komunistami, a nie mając kałasznikowów nic Polakom biskupi i księża zrobić nie mogą. Słabo mi to tłumaczenie wyszło, bo profesor Parish dużo więcej o świecie wiedział niż ja.

Żałuję, że mój Rozmówca już nie żyje i nie mogę napisać do Niego, że miał absolutnie rację.

Problemem Ludzi, nie tylko Polaków, jest to, że dają się napuszczać jedni na drugich , a religia jest najlepszą i najłatwiejszą metodą takiego napuszczania.

Czytam i słucham, co piszą i mówią media prorządowe o protestach na polskich ulicach. Narracja jest jedna: rozwydrzone lewactwo robi rozróbę, żeby Polacy porzucili polskość, a w zasadzie jedynym przejawem tej polskości jest wiara katolicka. Polecam Wszystkim, żeby sobie na kilka minut włączyli TVP Info (więcej się nie da słuchać bez zawału serca).

A kwestia jest tylko jedna: czy chcemy być wolni?

Kwestia aborcji jest tylko jednym z wielu przejawów naszej wolności. Nie ma zaś wolności bez solidarności. Solidarności z protestującymi Ludźmi na ulicach.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Sfałszowane wybory amerykańskie

Biden rebounds to edge over Trump in Texas, as Hegar slightly narrows  Cornyn's lead in Senate race

Prezes Tysiąclecia został zapytany, czy wolność w Polsce jest dziś zagrożona.

“Tak uważam. Jest bardzo wiele przykładów tego ograniczenia wolności. Dziś w centrum uwagi jest to, co zdarzyło się w USA – odebranie głosów urzędującemu prezydentowi. Ale też inne, które zmierzają do tego, by ludzie o poglądach konserwatywnych nie mogli się bezpiecznie wypowiadać”.

Jeżeli w USA fałszują wybory, to czy moralne jest, żebyśmy mieli takiego sojusznika? Czy honor dumnego polskiego Narodu pozwala, żeby nasz Prezydent uścisnął rękę amerykańskiemu Prezydentowi wybranego dzięki oszustwom wyborczym.

Czy możemy na naszym terytorium tolerować żołnierzy kraju, który jest rządzony przez ludzi, którzy w sposób nieuczciwy dochodzą do władzy?

Słowa Prezesa to naprawdę nie żarty.

Jak opowiada coś były minister Waszczykowski, to można wzruszyć ramionami. W tym przypadku nie można. Borysie Budko, Rafale Trzaskowski! Powiedzcie coś na ten temat!

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Kupa mamuta

Genes of the Last Woolly Mammoths Were Riddled with Bad Mutations, Study  Finds | Smart News | Smithsonian Magazine

Mój Tata był chemikiem, ale jako hobby miał zbieranie minerałów. Tłumaczył mi ich pochodzenie, a o jednym kamieniu (wielkości ok. 10 cm) powiedział, że to kupa mamuta.

Powiedziałem o tym moim Kolegom w szkole (I klasa podstawówki) i od tego momentu rozpoczęła się moja wielka popularność mojej osoby. Na oglądanie kupy mamuta przychodzili nie tylko ci, co byli ze mną w klasie, ale i z klas sąsiednich.

Po latach opowiedziałem Tacie o tej karierze kupy mamuta. Bardzo się zdziwił, nie pamiętał, że coś takiego powiedział- to był żarcik, który ja wziąłem na poważnie. Żarcik, który uczynił mnie sławnym na całą szkołę.

W roku 2015 PiS w roli „kupy mamuta” użył katastrofy smoleńskiej wmawiając ludziom, że to zamach Putina z Tuskiem. O ile moja „kupa mamuta” wzięła się z naiwności dziecka, o tyle kłamstwo smoleńskie było wrednym sposobem zdobycia popularności. Ale zadziałało.

Obecnej Opozycji bardzo brakuje takiej „kupy mamuta”. IMHO, Borys Budka i Rafał Trzaskowski powinni zrobić wszystko, żeby do ludzi dotarło, że codziennie umiera kilkaset Polaków nie z powodu koronawirusa, tylko z powodu zapaści w służbie zdrowia. Mamy niemal najwięcej zgonów na milion mieszkańców w całej Europie.

PiS ogłaszając wyrok Trybunału p. Przyłęckiej chce, żebyśmy dyskutowali o aborcji, a nie o katastrofie zdrowotnej. Pamiętajmy o tym.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Emerytalne urodziny

Dzięki PiSowskiemu obniżeniu wieku emerytalnego, dzisiaj takowy osiągnąłem. Wszystkim bardzo dziękuję za życzenia!!! Jako, że „jesień życia” nadeszła, zacząłem pisać kolejną (drugą!) książkę o moim życiu. Roboczy tytuł książki to „Od kupy do niebieskiego lasera”. Zaczynać się ta książka będzie tak:

Zastanawiałem się długo, od czego zacząć swoje wspominki, i stwierdziłem, że „kupa” będzie w sam raz. Dlaczego?

            Kiedyś udzielałem wywiadu w Radio24. Wywiad był długi, nie na żywo, więc nieźle wypadł, bo wszystkie moje „eeee” zostały wycięte i wydawać się mogło, że mówię całkiem potoczyście. Dziennikarz spytał mnie, co uważam za swój największy życiowy sukces. Ucieszyłem się z pytania i powiedziałem, że w mojej Rodzinie „sukces” oznacza, że dziecko zrobiło kupę, albo siku, na nocnik. „Porażka”, jak w majtki. Byłem bardzo zawiedziony, że ten fragment wywiadu Radio24 wycięło, a był on niemal najważniejszy.

            Na moim ulubionym dowcipie rysunkowym Andrzej Mleczko pokazuje faceta w toalecie pokazującego wielką kupę i mówiącego: „Zrobiliśmy dużo. Zrobimy jeszcze więcej!”. Dowcip wspaniale ilustrował socjalistyczną gospodarkę i jej napuszoną propagandę, ale myślę, że dowcip ten ma zastosowanie dla każdego człowieka na świecie, a w moim przypadku (co w niniejszej książce wykażę!) w szczególności. Chodzi też nie tylko o metafizyczność kupy- w moim przypadku miała ona znaczenie często czysto fizyczne, wpływając na moją psychikę i postrzeganie świata.

Chciałbym na samym początku przytoczyć wspomnienie Bogusława Kaczyńskiego (znanego krytyka muzycznego, niezwykle eleganckiego i o wyrafinowanych gustach), który leżał w szpitalu po ciężkiej operacji. Tak opisał rozmowę z lekarzem prowadzącym:

  • I co u Pana, panie Bogusławie, słychać?
  • Kupę, kupę zrobiłem- wyjąkałem.
  • Fantastycznie!!! Panie Bogusławie, będzie pan żył!!!- Lekarz był wniebowzięty.

            W tym momencie Pan Bogusław przewartościował całe swoje życie i zrozumiał, co jest w tym życiu najważniejsze.

            Dlatego chcę kupę nieco dowartościować. To ona świadczy o tym, czy jesteśmy zdrowi, czy zjedliśmy odpowiednie potrawy, a nawet, czy nie mamy kłopotów z naszą psychiką. Ale z drugiej strony (jak śpiewał Tewje Mleczarz: „On the other hand”), czy robienie kupy może być ryzykowne? Oczywiście tak. Wielki polski alpinista Ryszard Szafirski wisiał kiedyś nad wielką przepaścią w Himalajach, kiedy dostał rozwolnienia. Ściągnął spodnie i dokonał wypróżnienia (kocham te medyczne określenia!). Niestety, przy okazji wyleciał Mu w przepaść z kieszeni portfel z gotówką na resztę wyprawy.

            Duże wrażenie zrobiła też na mnie prelekcja w moim Instytucie sprzed niemal 40 lat wybitnego Naukowca-samouka (niestety, zapomniałem nazwiska), który dowodził nam, że tak trzeba zoptymalizować swoją dietę, aby kupa była zupełnie bezzapachowa. Nigdy się samemu nie zdobyłem na wykonanie takiej pracy badawczej, i dlatego bardzo ciekawy jestem, jak miewa się ów Naukowiec. Może będzie pierwszym Polakiem, co dożyje 150 lat w zdrowiu i szczęśliwości, co byłoby dobrym potwierdzeniem sensowności prowadzenia badań naukowych. Podejrzewam jednak, że lobby producentów odświeżaczy powietrza nigdy nie dopuści do opublikowania wyników badań zmierzających do wyeliminowania brzydkiego zapachu z naszych odchodów.

            Pierwszą moją własną „kupową” historyjką, którą Rodzina Leszczyńskich często wspominała, było moje wywrócenie się w roku 1957 z pełnym nocnikiem (zawsze miałem ADHD!). Pewien procent zawartości nie został od razu sprzątnięty, i przez kilka dni wszyscy dorośli szukali źródła smrodu. W końcu okazało się, że kawałek kupy został sprzątnięty razem z moimi klockami, co świetnie się zgadzało z określeniem „postawić klocka”.

            Kilka lat później miałem następny wypadek. Otóż zjeżdżając na sankach w lesie zawadziłem o korzeń i poleciałem głową prosto w jakąś kupę. Prawdopodobieństwo trafienia wynosiło jedna milionowa procenta, a ja jednak trafiłem. Gdybym był Indianinem prawdopodobnie bym dostał imię „Ten, który trafia głową w kupę”.

            Sen-mara, który śni mi się do dzisiaj, i budzi mnie zlanego potem, to wyciskana kupa między palcami nóg mojego Kuzyna, Andrzeja, z którym w dzieciństwie spędzałem wakacje w Chałupach na Helu. Zbieraliśmy tam w lesie grzyby, a mój Kuzyn wdepnął. Był w sandałach bez skarpetek i stąd ten widok, który w zasadniczy sposób wpłynął na moją psychikę. Psychikę, która w dzieciństwie była i tak w stanie rozchwiania, a to z powodu mojego Wujka Leszka. Wakacje spędzałem często w Sopocie, gdzie mieszkali moi Dziadkowie, a na plażę chodziliśmy często właśnie z Wujkiem Leszkiem. Wujek ten chwalił się, że jak ma potrzebę, to wypływa daleko i tam ją załatwia. Potwornie się wtedy bałem wchodzić do wody, że kupa Wujka wpłynie prosto na mnie i że dostanę indiańskie imię: „Ten, na którego wpłynęła kupa”.

            Moi Dziadkowie mieli znajomego, który był marynarzem. W czasach PRLu to był zawód, który dawał zarobki kilkadziesiąt razy większe niż te „lądowe”. Znajomy wspaniale opowiadał o dalekich krajach rozbudzając moją chęć do podróżowania. Jedną z Jego opowieści zapamiętałem na całe życie. Otóż opowiadał, jak to Malajowie, czy Tajowie, ładują ryż do ładowni. Ryż leci z góry z taśmociągu, a robotnicy muszą odgarniać go na boki. Załadunek trwa cały dzień, więc robotnicy nie wychodzą z ładowni, załatwiając się gdzie popadnie. Przez wiele lat wykręcałem się z jedzenia ryżu, jak umiałem.

            Dwadzieścia lat później, mój Synek Lesio (imię po profesorze Kołakowskim, nie po Wujku!) przyniósł mi z piaskownicy coś, co wyglądało na mały patyk. Niestety, jak mocniej ścisnął, to okazało się, że to wyschnięta psia kupa. Wyschnięta tylko z wierzchu, bo dała się wycisnąć między palcami. Na szczęście to wydarzenie jakoś mi się nie śni po nocach.

            Do spraw kupowych wróciłem niedawno dzięki współpracy z moimi Wnuczkami, Witusiem i Jerzykiem. Kiedy ten pierwszy (starszy) był malutki pojechaliśmy (tzn., Wituś jechał w wózku, a ja Go pchałem) do Lasu Kabackiego. Tam, w pewnym momencie musieliśmy się zatrzymać, bo mina Młodego Człowieka i zapach wskazywały, że pampersa trzeba zmienić. Zmieniłem, pupkę wyczyściłem, i na chwilę zostawiłem Witka z opuszczonymi spodenkami stojącego przy ławce, żeby wziąć nowego pampersa. Okazało się, niestety, że to co wyrzuciłem do kosza z pełnym pampersem, to było 10% możliwości Witka. Kiedy zaczął produkować kolejne 90%, rzuciłem się, aby złapać kupę w pampersa. Niestety, złapałem połowę, a połowa wylądowała na spodenkach i w butach. Musiałem rozebrać Wnusia, a że nie miałem już ani pampersów, ani spodenek, musiał On wracać w wózku goły do pasa (było, na szczęście, dość ciepło). Nigdy wcześniej, ani nigdy później, nie widziałem Witka tak szczęśliwego. Jechał, śmiał się, śpiewał, gadał- pełnia szczęścia! Dlatego, jeżeli ktoś ma depresję, to polecam terapię: kupa w majtki i potem pobiegać bez majtek po lesie!

            W lecie roku pamiętnego 2014 byliśmy nad morzem z naszymi Wnuczkami: Witusiem (lat już wtedy 10) i Jerzykiem (lat 6). Na plażę chodziliśmy przez lasek odgradzający „cywilizację” od morza. Jednego dnia poszliśmy rano tylko we dwóch: Jerzyk i ja, a Babcia (moja Żona nie znosi, jak Ją tak nazywać!) została z Witkiem. Spotkaliśmy się potem na lunch’u, w ogródku  restauracyjnym, a Babcia spytała:

  • Jak tam było, Chłopaki?

Odpowiedziałem:

  • Jerzyk zjadł dwa banany i zrobił wspaniałą kupę w lesie.

Babcia indagowała dalej:

  • No a Dziadek?

Pytanie było do Jerzyka, ale ja odpowiedziałem:

  • Dziadek zjadł jednego banana i nie zrobił wspaniałej kupy w lesie.
  • Ale Dziadek puścił głośno bąka w lesie!- wrzasnął Jurek.

Śmiech wybuchnął nie tylko przy naszym, ale i sąsiednich stolikach, i trwał przez co najmniej 10 minut.

            Historyjkę tą wysłałem później jako moralitet gwiazdkowo-noworoczny namawiający do tego, abyśmy nauczyli śmiać się z samych siebie. Mam sporo Znajomych- 150-ciu było zachwyconych, troje się obraziło. Boję się, że po przeczytaniu tej książki proporcje będą odwrotne.

Jeszcze raz dziękuję Wszystkim za życzenia i mam nadzieję, że ten pierwszy rozdział książki pozwoli Wam zrozumieć to, co piszę na Polsce 2031.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Archimedesowe łososie

Why farm salmon if you can print them? | The Fish Site

Kiedy moja genialna Córka miała 4 lata, odkryła Prawo Archmedesa. Kąpiąc się, powiedziała tak:

  • Wsadzam nogę do wody- jest leciutka. Wyjmuję- jest ciężka. Pewnie nasiąka wodą.

Przypomniała mi się ta historyjka, bo wczoraj kupiłem w Lidlu łososia do smażenia. 60 zł za kilogram. Kupiłem ponad pół kilo- myślałem, że będzie na dwa posiłki (dla Żony i mnie). Przygrzałem na patelni oliwę, zapanierowałem łososia i zacząłem smażyć. Niestety, zamiast smażonego łososia mieliśmy ugotowanego, bo wypłynęła z ryby duża ilość jakiejś cieczy.

Może więc ten łosoś też nasiąkł wodą, jak noga mojej Córeczki.

Zjedliśmy, nie był zły, ale ilość starczyła akurat na jedną kolację. Czyli realny koszt tego łososia wyniósł nie 60 zł za kilogram, tylko dwa razy więcej.

Niedawno napisałem notkę o hodowaniu mięsa „in vitro”, z którą polemizował mój dawny Kolega z Nowoczesnej Wiesław Kalicki. Napisał On, że sztuczna hodowla białka zwierzęcego to nierealny scenariusz. Jednak IMHO, im szybciej przestawimy się na „in vitro”, tym zwiększymy naszą szansę przetrwania.

Na łososia za 120 zł/kg niewiele osób stać (60 zł/kg to już jest sporo), a wstrzykiwanie jakiejś chemii do ryb i mięsa powinno być prawnie zakazane. Nie tylko dlatego, że jest to oszustwo, ale i wątpię, żeby było całkowicie nieszkodliwe.

Jedyna szansa w „in vitro”, a dopóki technologia się nie rozwinie, polecam zdrowsze insekty (oczywiście, bez dodatków podnoszących ich wagę).

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Triumf biurokraty nad naukowcem

ᐈ Beaten up face stock pictures, Royalty Free beaten images | download on  Depositphotos®

Mój Zespół naukowy wysłał pracę do publikacji w renomowanym czasopiśmie, które ma punktów ministerialnych 200 (maksimum możliwych). Praca została przyjęta błyskawicznie, ale… Zawsze jest jakieś „ale”. Nie zauważyliśmy, że Ministerstwo zakwalifikowało to czasopismo do chemii i inżynierii materiałowej, a połowa z Autorów to fizycy, więc nie dostaną ani punkta.

Na całym świecie promowana w nauce jest interdyscyplinarność. Na przykład, wnioski grantowe dostają specjalne punkty, jeżeli badania są, na przykład, z pogranicza medycyny, fizyki i inżynierii materiałowej.

W Polsce ktoś wymyślił strategię zupełnie przeciwną. Fizyk ma być fizykiem, chemik chemikiem, elektronik elektronikiem. Tylko że to w XXI nie ma najmniejszego sensu. Elektronik robiąc nowy tranzystor współpracuje z fizykiem i chemikiem. Biolog badający ewolucję komórek współpracuje z chemikiem i fizykiem.

Biurokraci dążą do władzy nad naukowcem wymyślając coraz bardziej skomplikowane algorytmy oceny naukowca. Wymyślają klasyfikacje i punkty, które nie mają żadnego sensu.

Przykłady:

Naukowiec robi dwa lata badania i wyniki publikuje w czasopiśmie, które według Ministerstwa jest warte 70 punktów. Współautorów jest 7, ale Naukowiec zrobił 90% badań, wymyślił je i opracował. Dostaje punktów 70:7=10

Inny naukowiec zmierzył opór próbki przysłanej przez Kolegów z zagranicy. Zajęło mu to godzinę. Koledzy dopisują polskiego naukowca do publikacji, a ten dostaje punktów 70, bo jest jedynym Polakiem w tym gronie.

Jeszcze inny naukowiec dostaje zaproszenie do napisania artykułu przeglądowego w książce. Na ogół w takiej książce jest kilkunastu autorów, a zaproszenie do napisania artykułu jest bardzo dużym wyróżnieniem, ale też olbrzymią pracą. Taki naukowiec dostanie punktów 20.

Niestety, w starciu polskich naukowców z biurokratami ci pierwsi już są prawie znokautowani. Całymi dniami rozgryzają nie problemy naukowe, tylko algorytmy Ministerstwa.

Algorytmy te były wymyślone za czasów Ministra Gowina, ale są „udoskonalane” przez Ministra Czarnka, bo już punktacja czasopism uległa modyfikacjom. Akurat w moim przypadku, na korzyść, ale to oznacza, że na niekorzyść innych.

Niekorzyść, bo jak mój Instytut dostanie więcej punktów, to inni relatywnie będą mieli mniej.

Przed laty naukowe upodobania były dziedziczne. Rodzina Curie jest najlepszym przykładem, ale było wiele innych. W chwili obecnej, ze świecą szukać dzieci, które idą w ślady mamy/taty- naukowca. Nie są takie głupie, żeby dostawać „po mordzie” od panoszących się biurokratów.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Zamknijmy obozy koncentracyjne

Będzie głośno i będzie smród'. Mieszkańcy wsi pod Poznaniem protestują  przeciwko budowie fermy drobiu

Niemcy w czasie wojny udawali, że nic nie wiedzą o obozach koncentracyjnych. Wiedzieli, ale woleli nie dopuszczać do siebie takich myśli. My też wiemy, że mięso, które jemy, w dużej mierze pochodzi z obozów koncentracyjnych.

Przeczytajcie:

https://oko.press/frankenkurczaki-zyja-w-cierpieniu-by-maksymalizowac-zyski/

Nasze udawanie, że nic o tym nie wiemy, kiedyś skończy się wielkim stresem naszych dzieci i wnuków, które zrozumieją, że ich przodkowie byli sadystycznymi mordercami. Tak samo, jak młodzi Niemcy są w dalszym ciągu zszokowani oglądając filmy o Auschwitz.

Jednak nie tylko o dobrostan zwierząt tu chodzi. Jemy mięso pełne antybiotyków (bez nich zaraza szybko wybiłaby stłoczone kurczaki), a także pełne jakiegoś chemicznego paskudztwa, które się w to mięso wstrzykuje, żeby się nie popsuło i przybrało na wadze.

Od kilkudziesięciu lat ilość plemników w mililitrze spermy spada dramatycznie. Jak tak dalej pójdzie, to co 10 mężczyzna będzie mógł mieć dzieci. Spowodowane jest to nie tylko szkodliwym jedzeniem, ale i zanieczyszczeniem naszego środowiska.

Hodowla przemysłowa zwierząt zatruwa wodę, powietrze, glebę. Dlatego też z tego powodu warto myśleć o innym źródle mięsa niż krowy, świnie, kurczaki, czy łososie, a nawet mule i krewetki.

Jednak mięso ludzie jeść powinni- przynajmniej tak dietetycy z tytułami twierdzą.

Wyjścia są dwa:

i) przestawić się na insekty,

ii) zacząć produkować mięso in-vitro.

Co do punktu i), to:

Co do punktu ii), to:

https://www.bbc.com/news/business-55155741

Przejście na dietę insektową i z in-vitro nastąpi tak, czy inaczej. Pytanie, czy Polska będzie w awangardzie tych zmian, czy, jak zwykle, spóźni się 30 lat w stosunku do cywilizowanego świata.

Nasi politycy, spytani o program, potrafią tylko rzucać ogólniki, a w tym przypadku hasła mogłyby być bardzo konkretne:

i) w ciągu 5 lat zlikwidujmy obozy koncentracyjne dla drobiu,

ii) w ciągu 20 lat zlikwidujmy hodowlę zwierząt rzeźnych,

iii) mięso zastąpmy białkiem z insektów i z in-vitro,

iv) uświadommy Polakom, że to nie tylko etyka, nie tylko wielka szansa na zdrowe jedzenie, ale możliwość wielkiego biznesu. Oczywiście, jeżeli nie spóźnimy się znowu w stosunku do świata.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Moje potyczki z językiem polskim

Na weekend nieco wspomnień (niedługo osiągnę wiek emerytalny, więc mnie takie tematy nachodzą).

W szkole podstawowej i średniej uczyłem się nieźle. Na przykład, w 6, 7 i 8-ej klasie miałem same piątki (szóstek jeszcze nie było), tylko z polskiego czwórki! W liceum ze wszystkich przedmiotów ścisłych i wf-u miałem piątki, ale z polskiego zawsze trójka.

Jak się zastanowić nad tym faktem, to wynikają z niego dwie rzeczy:
i) Czytelnicy Polski 2031 mogą się przekonać, że moi Nauczyciele polskiego mieli rację,

ii) moje pisanie z uporem maniaka wynika prawdopodobnie z tego, że nadal chcę światu udowodnić, że moi Nauczyciele polskiego nie mieli racji!

Niedawno pisałem o mojej Babci. Kiedy miałem 5 lat, przeczytała mi „W pustyni i w puszczy”. Być może teraz to się wydaje dręczeniem dziecka, ale 60 lat temu musiało to być czymś normalnym, bo moi Rodzice nie protestowali. Ja byłem tak zachwycony tą książką, że przeczytałem ją samodzielnie jeszcze przed pójściem do szkoły (6,5 lat).

Wszystkie książki Sienkiewicza, Szklarskiego, Fiedlera i Niziurskiego przeczytałem w szkole podstawowej, ale wielu lektur szkolnych nie przeczytałem. Orzeszkowa, Reymont, czy Żeromski byli dla mnie tak nudni, że nie mogłem się zmusić do przeczytania „Nad Niemnem”, czy „Ludzi bezdomnych”. Moja Mama miała z czasów Jej studiów na polonistyce wspaniałe streszczenia, więc jakoś dawałem radę udawać, że lektury przeczytałem.

Kiedy miałem 15 lat umarła moja Babcia i pojechałem na pogrzeb do miasteczka Turek, gdzie mieszkała część naszej Rodziny. Zakwaterowany zostałem w pokoju pełnym kryminałów wydawanych bardzo tanio i dostępnych w kioskach Ruchu. Nigdy wcześniej tego rodzaju literatury nie miałem w ręku. Trzy noce nie spałem i wyczytałem wszystko, co się dało.

Niedługo później w swoim wypracowaniu na temat Makbeta użyłem takiej frazy: „Jak napisał współczesny polski pisarz, sprawiedliwość chadza różnymi drogami, ale zawsze dosięgnie winnego”.

Nauczycielka, pani Frączek, zainteresowała się, co to za współczesny pisarz. Nie pamiętałem (był to Jerzy Edigey). Nauczycielka spytała więc o tytuł książki:

-SZKIELET BEZ PALCÓW!!!

Możecie sobie wyobrazić ryk śmiechu moich Kolegów i pogardę, jaką mnie obdarzyła Nauczycielka.

Dlatego, moi kochani Czytelnicy- bądźcie wyrozumiali czytając Polskę 2031. Jeszcze mam 20, a może i 30 lat na to, żeby zasłużyć w końcu na piątkę z polskiego.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Nie matura, lecz chęć szczera…

Ambasada RP w Canberze: materiały „Dumni z Polski” dla australijskiej  Polonii – Dumni z Polski

W czasach gierkowskich w naszej uniwersyteckiej drużynie pływackiej mieliśmy Syna wysoko postawionego członka PZPR. Całkiem nieźle pływał i zabraliśmy Go na mecz piłki wodnej w Kopenhadze. Przed wyjazdem dostaliśmy polecenie od tegoż właśnie człowieka, żeby każdy zabrał ze sobą dwie butelki Wyborowej. Można chyba było mieć tylko jedną, ale ryzyko przy dwóch było niewielkie, i faktycznie nikt nam bagaży nie sprawdził.

W Kopenhadze, dzięki koneksjom Syna Członka PZPR byliśmy zaproszeni na koktajl do polskiej ambasady. Tam przy wejściu każdy zostawił te butelki wódki i dostał pięć razy tyle, co zapłacił w Polsce. Wódka w Danii kosztowała 10 razy tyle, więc wszyscy byli zadowoleni. Potem była audiencja u ambasadora.

Takiego buraka na takim stanowisku nikt się nie spodziewał. Nie dość, że w żadnym języku obcym nie mówił, to po polsku też nie za bardzo. Był z nami trener drużyny duńskiej- On mówił po angielsku, niemiecku i francusku. „Robiłem” więc za tłumacza, ale wstyd mi było za Polskę, jak nigdy.

Przypominam te perelowskie czasy, bo wchodzi nowa ustawa, która mówi, że do bycia ambasadorem wystarczy chęć szczera i nominacja partii rządzącej. Nie musi znać żadnego języka, ani mieć jakiegokolwiek wykształcenia. Do tej pory przynajmniej musiał znać bardzo dobrze dwa języki. Za czasów PO i PSL musiał jeszcze zaliczyć szkolenie, ale takie „fanaberie” już 5 lat temu usunięto z naszych zasad powoływania dyplomatów.

Są jeszcze dwa „kwiatki” w nowej ustawie: 1) można na placówkę dyplomatyczną wyjechać na 3 lata stażu (to dopiero dolce-vita), ii) ambasador rządzi wice-ambasadorem, ale ten drugi ponosi pełną odpowiedzialność za wydatki i działania ambasady.

PRL wrócił. Ambasadorami będą nie ci, co mają kwalifikacje, tylko: „Nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie ambasadora”.

W obiegowym wyobrażeniu, ambasador jest potrzebny tylko w czasie wojny- na przykład, jak ambasador Lipski w Berlinie w 1939. W czasach pokoju ambasador tylko jeździ na przyjęcia, wycieczki- fucha marzenie. Odpowiedzialności zero, przyjemności cała masa.

Otóż wyobrażenie to jest całkowicie mylne. Ambasador reprezentuje polskich przemysłowców i załatwia im kontrakty. Do tego trzeba mieć naprawdę „łeb jak sklep”.

Wczoraj obejrzałem wspaniały wywiad redaktora Kraśki (geniusz, nie człowiek) z posłanką Muchą. Pytał Ją, co Ona i Polska 2050 ma w programie. Dostał odpowiedź, że „Polska ma rosnąć w siłę, a ludzie, żeby żyli dostatniej”. „Ale co, konkretnie?”- dopytywał się kilkunastokrotnie mój ulubiony Redaktor. „No, że Polska ma rosnąć w siłę, a ludzie żeby żyli dostatniej”.

A wystarczyło chociażby powiedzieć o skandalu z nową ustawą o dyplomatach.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Dzień Babci i Dziadka

Moi Dziadkowie mieszkali w Sopocie, więc większość wakacji tam spędzałem. Całe dnie byłem na plaży, pływałem wokół mola, grałem w siatkówkę w kółeczku, a także nurkowałem, żeby wyłowić flądry, które rybakom wypadły z sieci. Wieczorem zaś graliśmy w brydża.

Dziadek miał coś z aspergera, bez przerwy opowiadał o sobie, i był panem inżynierem budownictwa. Babcia zaś była „przy mężu”. Wspominam Ją bardzo ciepło i to Ona była moją pierwszą Nauczycielką logicznego myślenia. Uwielbiała zagadki, rebusy, gry „na myślenie”.

W brydża zawsze ja byłem z Babcią parą. Dziadek uważał, że to nie honor być w parze z ośmiolatkiem (wtedy zaczęto mnie brać na czwartego, wcześniej tylko przyglądałem się, jak grają i się nauczyłem). Ogrywaliśmy Wszystkich z Babcią niemal zawsze, a to dlatego, że oboje potrafiliśmy liczyć do 13. Dziadek-inżynier nie potrafił i ciągle się dziwił, że ktoś ma jeszcze zachomikowane atuty. Po rozgrywce przegrany Dziadek zawsze mówił: „I świnia biskupa ograła, jak dobre karty miała”. Te świnie to byliśmy my, Babcia i ja.

Babcia miała ośmioro Wnucząt (na zdjęciu na uroczystości 50-lecia ślubu), ale myślę, że ja byłem tym wybranym. Może dlatego, że dobrze grałem w brydża i inne gry, a może dlatego, że Babcia cierpiała, że moja Rodzina żyje w Warszawie w niedostatku. Pewnie dlatego kupowała mi w komisach ultra drogie prezenty- podobno jeden samochód blaszany Chevrolet, jaki dostałem, kosztował tyle, co tygodniowa pensja mojego Taty (głównego specjalisty w perelowskim koncernie chemicznym zatrudniającym 300 tys ludzi!). A takich samochodów dostałem od Babci kilka. Nikt na moim podwórku takich nie miał. Trzeba też dodać, że dziadek był wyjątkowo skąpy i podejrzewam, że pieniądze na moje zabawki Babcia „załatwiała” u swojej Siostry.

Niedługo skończę 65 lat, Babcia nie żyje już od lat ponad 50, a ja ciągle Ją wspominam i przykro mi, że nie ma Jej z nami.

Może dlatego staram się być dziadkiem, którego moje Wnuki będą też przez całe życie wspominać.

Michał Leszczyński

PS Dziadków drugich nie poznałem- odeszli przed moim urodzeniem.

Wyróżnione

Horizon Europe

What is the macroeconomic impact of the Horizon Europe programme in the  European Union? – A quantitative assessment | EU Science Hub

Kolejny Horyzont nam się zaczyna. Horyzont badań finansowanych przez Unię Europejską. Na 7 lat jest 95 mld Eur, co jest sumą śmieszną, bo porównywalną z wydatkami na B+R (R&D) Volkswagena, czy Pfitzera. A te 95 mld Eur ma być na wszystkie kierunki badań: od archeologii po kosmologię.

Ale ja chciałbym zwrócić uwagę na coś innego. Otóż w dokumentach Horizon Europe jest taki tekst:

Badania i innowacje będą ukierunkowane na globalne przywództwo i autonomię w strategicznych łańcuchach wartości przy poszanowaniu granic naszej planety oraz maksymalizacji korzyści dla wszystkich grup społecznych, włączając w to różnorodne konteksty społeczne, gospodarcze i terytorialne w Europie.

Globalne przywództwo? Strategiczne łańcuchy wartości? Co to za bełkot?

Chińczycy, Koreańczycy i Japończycy już mentalnie są w połowie XXI wieku, a my w Europie, ciągle myślimy, że jesteśmy pępkiem naukowym i technologicznym świata. Nie jesteśmy. Byłem w najlepszych laboratoriach chińskich, japońskich, a z drugiej strony w laboratoriach wszystkich dużych krajów europejskich, a także wielu amerykańskich. Możecie mi wierzyć- nie jesteśmy, my, Europejczycy, żadnym pępkiem. Raczej inną częścią ciała.

Dobrze byłoby, żeby ci, co opowiadają o „globalnym przywództwie” zainteresowali się poziomem nauki i technologii na Dalekim Wschodzie, w USA i w Europie.

Przed laty w Polsce za cel badań naukowych uznano: „czuwanie technologiczne”, polegające na powtarzaniu badań, które 20 lat wcześniej były zrobione w krajach zachodnich i Japonii (jeszcze wtedy Korea Płd i Chiny nie były potęgami naukowo-technologicznymi). Bardzo boję się, że to „globalne przywództwo” oznacza w praktyce europejskie „czuwanie technologiczne”.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Sikamy na Polskę

W Naturze wiele zwierząt obsikuje, albo nawet obsr…a, granice terenu, które uważają za swój rewir, i biada temu, co się na ten teren dostanie.

Mam wrażenie, że Polska też doświadcza podobnego zachowania. Władcy naszego kraju zasmradzają Go, żeby nikt inny w nim nie miał prawa się urządzać.

Zasmrodzili nam Polskę kłamstwem smoleńskim. Zasmrodzili nam Polskę odebraniem emerytur niewinnym ludziom, a zaklasyfikowanym jako ubecy. Zasmrodzili nam Polskę demolując system prawny. Zasmrodzili nam Polskę dopuszczając do głosu agentów rosyjskich. Zasmrodzili nam Polskę poniżając gejów i lesbijki. Zasmrodzili nam Polskę rujnując gospodarkę i finanse. Zasmrodzili nam Polskę kłamiąc w każdej sprawie. Zasmrodzili nam Polskę zsyłając teraz niepokornych Prokuratorów kilkaset kilometrów od domu.

Ci, co znaczą ten swój teren, uważają, że to odstraszy wszystkich, którzy by go chcieli przejąć. Niestety, mają rację. Wywołany w Polsce smród obezwładnia wszystkich, którzy by chcieli „odsmrodzić” Polskę.

Pamiętam mroczne czasy PRLu. Kwintesencją tych czasów były publiczne toalety. Śmierdziało w nich tak, że tego żaden język nie opisze. Czasem w tych toaletach wisiały pocięte gazety, ale na ogół kabiny były pełne brązowych kresek, bo ludzie musieli podcierać się palcem. Po 1989 roku jednak udało się doprowadzić do tego, że do publicznej toalety wchodzimy bez jakiegoś większego wstrętu. Bardzo rzadko się zdarza, żeby nie było papieru toaletowego, mydła i papierowych ręczników.

WIĘC JEDNAK MOŻNA.

Smród ma jednak taką cechę, że nie tylko obezwładnia, ale i że można się do niego przyzwyczaić. Śmierdzi nam głównie wtedy, kiedy wchodzimy ze świeżego powietrza do miejsca, gdzie jest źródło smrodu. Dlatego tak ważne jest, żebyśmy mieli miejsca, gdzie jest świeże powietrze, a jeżeli takowych już nie ma, to psikajmy odświeżaczami powietrza, które smród w dużej mierze unieszkodliwiają.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Ile trzeba zmienić?

Informator Pomorza - Sztuka w Artusie – Hieronima Boscha Ogród rozkoszy  ziemskich

„Ile trzeba zmienić, żeby nic się nie zmieniło”- mówi anglosaskie przysłowie (chyba anglosaskie). Przeczytajcie taki tekst:

Możemy zauważyć, jak wiele krajów euroazjatyckich odrzuca obecnie swoje korzenie, w tym chrześcijańskie wartości, które stanowią podstawę zachodniej cywilizacji. Zaprzeczają moralnym zasadom i tradycjom tożsamości: narodowej,kulturowej, religijnej, a nawet seksualnej. Wprowadzają prawa zrównujące duże rodziny z partnerstwem tej samej płci, wiarę w Boga z wiarą w Szatana.”

Kto to powiedział?

Biskup Jędraszewski? Michalik? Ojciec Rydzyk? A może politycy: Kaczyński? Morawiecki? Czarnek?

Nie, to powiedział Vladimir Putin w roku 2013. Ten były aparatczyk systemu sowieckiego jest teraz strażnikiem moralności na bazie chrześcijańskiej.

Pamiętam czasy ZSRR i tzw. ustrój komunistyczny, który miał ogarnąć cały świat, a na czele tego świata mieli stać ci, co urzędują na Kremlu. Drogą do tego celu były najrozmaitsze partie komunistyczne i ruchy pokojowe, które były w niemal każdym kraju na świecie (wyjątkiem była Japonia, bo tam się trudno było agentom radzieckim zainstalować).

Animowane przez ZSRR ruchy składały się z aktywistów, których można było podzielić na trzy grupy: i) ludzi szantażowanych przez Moskwę, ii) ludzi opłacanych przez Moskwę, iii) pożytecznych idiotów.

Do tej trzeciej kategorii należało wielu wspaniałych ludzi, często intelektualistów, którzy znajdywali w ideologii komunistycznej wspaniały pomysł na urządzenie sprawiedliwego (aczkolwiek całkowicie nierealistycznego) świata.

Związek Radziecki się rozpadł, ale szybko go Putin odrodził, zamieniając jednak ideologię komunistyczną na religię chrześcijańską. Szybko się dogadał z Cerkwią, czyniąc z prawosławia religię państwową, po czym zainteresował się fundamentalistycznymi ruchami chrześcijańskimi.

Czy to w USA, czy w Brazylii, czy w Hiszpanii, rosyjscy agenci zaczęli działać w organizacjach pro-life i anty-LGBT (określenie „ideologia gender” jest rodem z Moskwy).

Znowu, jak w czasach ZSRR, mamy w tych organizacjach: i) ludzi szantażowanych, ii) ludzi opłacanych, iii) pożytecznych idiotów.

W Polsce odnogą międzynarodowego ruchu chrześcijańskiego sterowanego przez Moskwę jest Ordo Iuris, którego macki oplatają najważniejsze instytucje naszego państwa.

Wielu ludzi tych fundamentalistów lekceważy, twierdząc, że władza Watykanu się zaraz skończy, ludzie przestaną chodzić do kościoła, dzieci na religię, i problem sam się rozwiąże.

Otóż problemem nie jest Watykan. Naszym problemem jest Moskwa.

Naszym jednak największym problemem jest to, że książki Tomasza Piątka, Grzegorza Rzeczkowskiego, Klementyny Suchanow (do napisania tej notki zainspirowała mniej Jej książka „To jest wojna”) przechodzą bez jakiegokolwiek echa. Nikt o nich nie dyskutuje, nikt nie promuje, tak jakby temat putinowskich chrześcijańskich organizacji był nieistotny.

JEST NIEZWYKLE ISTOTNY!!!!

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Wiara w ludzi

hieronim-bosch-pieklo – RadzyńINFO

„Mądrość” ludowa mówi, że „myśl o ludziach jak najgorzej, a zbliżysz się do prawdy”. Druga jednak „mądrość” obiegowa jest taka, że „tak myślisz o innych, jakim sam jesteś”.

Mając te „prawdy” objawione na względzie, popadam w coraz większą frustrację, bo wszędzie widzę „paskudność” innych ludzi, a to ewidentnie wskazuje na moją własną paskudność.

Cały świat biada nad emisją CO2, a ja z uporem maniaka powtarzam, że zanieczyszczenie powietrza benzeopirenami, a wody nanocząstkami plastiku, jest dużo gorsze.

Cały świat chce się szczepić na coronawirusa, a ja powtarzam, że lepiej byłoby wcześniej te szczepionki rzetelnie przetestować na ewentualne efekty uboczne.

Cały świat jest zachwycony odwagą Aleksieja Nawalnego, że wrócił do putinowskiej Rosji, a ja nie jestem pewny, co o tym sądzić.

Rozważmy dwie sytuacje:

  1. Nawalny wrócił, bo jest przekonany, że Rosjanie zagłosują na Niego i Rosja stanie się demokratycznym krajem.
  2. Nawalny wrócił, bo dogadał się z oligarchami, którzy mają dość kliki Putina.

Jeżeli pierwsza opcja jest rzeczywistością, to, IMHO, Nawalny jest wyjątkowo naiwny i na polityka zupełnie się nie nadaje. Putin Go wsadzi do łagra na wiele lat, a protestować będzie kilka tysięcy ludzi, którzy też skończą w mamrze. Świat zewnętrzny będzie miał to wszystko w nosie.

Jeżeli druga opcja jest prawdziwa, to nie wiem, czy należy się bardzo cieszyć, bo tak naprawdę niewiele się zmieni.

Na drugą opcję wskazuje bardzo dziwne otrucie Nawalnego i Jego wyjazd do Niemiec. Wydaje się, że gdyby putinowskie służby specjalne chciały zabić Nawalnego, to by zabiły. To są profesjonaliści.

Na zakończenie przytoczę rozmowę z moją Żoną:

Ja: Ludzie mądrzeją na starość.

Żona: To my jeszcze nie jesteśmy tacy starzy.

Zastanawiam się, czy moje wątpliwości co do Nawalnego, to moje starzenie się, czy wręcz przeciwnie?

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Zaufanie do mediów

Norway reports COVID-19 vaccine deaths in elderly and frail people

29 osób zmarło w Norwegii po zaszczepieniu 30 000 starych (po 80-tce) ludzi.

https://www.business-standard.com/article/current-affairs/pfizer-vaccine-worries-norway-as-29-elderly-people-die-after-taking-shot-121011700157_1.html

Czy to powód wstrzymywania szczepień?

Na pewno nie, ale jak przegląda się prasę światową, to wszędzie ten temat jest dyskutowany. Dyskusje dotyczą tego, jak kwalifikować starych ludzi do szczepienia, żeby im się nic nie stało.

W Polsce cisza na ten temat.

Z jednej strony to może dobrze, bo panika może zatrzymać szczepienia. Z drugiej jednak strony, brak informacji powoduje, że nie mamy zaufania do medialnych przekazów. Ja nie mam!!!

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Powrót króla

Władca Pierścieni: Powrót Króla - retro recenzja - Playing Daily

W sadze „Władca pierścieni” niezwykle istotnym elementem zwycięstwa dobra nad złem jest postać króla- Aragorna. Motyw dzielnego/mądrego/dobrego władcy potrafiącego wieść swój lud do Ziemi Obiecanej pojawia się w bardzo wielu filmach fantasy, ale i historycznych (te akurat są nieźle naciągane!).

Dlaczego o tym wspominam? Otóż mój Przyjaciel Jurek Gogół napisał tak:

Społeczeństwo jest bardziej zainteresowane promocją w sklepie niż znalezieniem narzędzi do wyższego poziomu życia. Społeczeństwo przyzwyczaja się do umierania, do klepania biedy, do byle jakości życia, do prześladowań, do tego, że władza ma zawsze rację, do kłamstw i oszustw politycznych jako standardu uprawiania polityki, do wymyślania i roli intelektualnych i duchowych niewolników. Nie zareaguje nawet na wprowadzenie kary batożenia, bo tak było i tradycję należy szanować. Wierzy w sprawstwo cudów religijnych i złudne nadzieje, że ktoś to za nich załatwi. Nie rozumie procesów społecznych i gospodarczych i sądzi, że miska ryżu będzie zawsze osiągalna i udział w mszy niedzielnej, chociaż i to nie jest pewne, bo księży coraz mniej i łączy się parafie. Niestety procesów społecznych nie można przyspieszyć . Od zaborów minęło 102 lata a to zaledwie kilka pokoleń i do tego po drodze okupacja, siermiężna bieda realnego socjalizmu i nauka kościoła w której najważniejszą wartością jest przyjmowanie cierpienia z pokorą.

Wpis ten był komentarzem w dyskusji, czy można odsunąć PiS od władzy?

Otóż można!!! Kwestia jednak nie leży w programie, tylko kto ma być królem, który poprowadzi Opozycję do zwycięstwa. Nie może to być ani Budka, ani Hołownia, ani Czarzasty, ani Kosiniak Kamysz. Dlatego, że nie mają tego czegoś.

Miał to Kwaśniewski, miał Tusk, a nawet Kaczyński.

To coś jednak to nie tylko odpowiedni układ genów, ale i działania spin-doktorów. Można było wypromować Dudę na prezydenta, albo Trumpa, to i w Polsce można. Trzeba tylko takowego znaleźć, BuHoCzKo muszą się na nią/niego zgodzić i wtedy mamy trzy lata, żeby z niego zrobić króla.

Kto to może być? Sikorski? Appelbaum? Nowacka? Matczak? Trzaskowski?

IMHO, każda kandydatura bardzo dobra, tylko trzeba się zdecydować na jedną osobę. Program wyborczy to, niestety, mniej istotna sprawa, bo, jak Jurku piszesz, jeszcze sporo wody w Wiśle upłynie zanim ludzie zaczną rozumieć procesy ekonomiczne i społeczne. Ludzie potrzebują króla/królowej! Dlatego starajmy się Im Go/Ją dać.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Moja walka

Learn Butterfly Swimming | F2SWIM is a Manufacturer of Swim Gear

Przyszło mi do głowy, że kiedyś któreś z moich Dzieci, albo Wnuków, spytają:

-A jak Tyś, Tato/Dziadku, walczył z komuną?

Ano walczyłem!!!! 17 grudnia roku pamiętnego dostałem od zomowca pałą przez grzbiet. Miałem ciepłą kurtkę, więc nic mnie nie bolało. Nosiłem też bezdebitowe książki i czasopisma od Zbyszka Romaszewskiego, ale nikt ich czytać nie chciał.

Natomiast tym, czym się mogę naprawdę pochwalić, to że walnąłem w twarz z całej siły niejakiego Ozgę-Michalskiego. Jak ktoś nie wie, kto to, niech sobie przeczyta:

https://pl.wikipedia.org/wiki/J%C3%B3zef_Ozga-Michalski

Był to jeden z ważniejszych ludzi w PRLu. A ja go walnąłem w twarz, i… nic mi się nie stało!

Jak do tego doszło? Otóż ten Ozga-Michalski przychodził na basen w czasie naszego treningu. Musieliśmy zwolnić jeden tor, a on sobie żabeczką wolniutko pływał. Ja płynąłem na sąsiednim torze delfinem, ręka wyszła mi poza mój tor, no i plasnąłem Ozgę Michalskiego w gębę.

Myślę, że moi Potomkowie mogą być ze mnie dumni i mam nadzieję, że będą przekazywać rodzinną legendę na następne pokolenia. Było to gdzieś w roku 1992- myślę, że mój heroiczny czyn zainspirował Wszystkich tych, którzy w końcu komunę pogonili.

A tak na „serio”, to po co tę notkę napisałem? Ano po to, żeby wyjaśnić, dlaczego teraz wszystkie baseny nam zamknęli!

Michał Leszczyński

PS. Tytuł notki w żadnym wypadku nie nawiązuje do pewnej książki napisanej po niemiecku.