Gdybym miał określić, co jest dla Polski najważniejsze, to wspomniałbym o edukacji, o ochronie zdrowia, o silnej armii, o badaniach naukowych, ale tak naprawdę jest jeden najważniejszy element:
DOBROSTAN POLSKI W PRZYSZŁOŚCI ZALEŻY OD TEGO, JAK BĘDZIE FUNKCJONOWAĆ UNIA EUROPEJSKA.
Tylko Zjednoczone Stany Europy mogą konkurować z Chinami i USA, tylko one mogą się obronić przed agresją rosyjską.
Dlatego martwię się, że żadna z polskich partii politycznych nie przedstawia wizji Europy. To znaczy, Konfederacje proponują szybki rozpad Europy, co jest idiotyzmem do kwadratu, a PiS chce też rozpadu, ale nieco wolniejszego. Ale te ugrupowania nie są polskimi partiami, tylko działającymi w Polsce, bo ich programy są na rękę tylko Putinowi i Trumpowi.
Ktoś powie, że Europą rządzą Niemcy i Francja, a my, szaraczki, nie mamy nic do gadania. Otóż nie jest to prawda. Przy koszmarnym braku dyskusji w Europie, jak nasza unia powinna wyglądać, my powinniśmy zacząć dążenie do pełnej integracji, a szybkie przyjęcie Euro powinno stać się absolutnym priorytetem.
Gdyby w wyborach w Polsce mogli brać udział tylko ludzie do 30-tki, to takie byłyby wyniki:
Konfederacja 30%
Korona Brauna: 10%
Razem: 20%
KO: 15%
PiS: 10%.
Jako stary dziadek nie powinienem się czepiać Młodych Ludzi, ale, sorry, jedyny komentarz, jaki przychodzi mi do głowy, to że są Oni głupkowaci.
Pytanie, dlaczego są głupkowaci?
Ano dlatego, bo ci starsi są jeszcze głupsi. To ci starsi zafundowali swoim dzieciom i wnukom katastrofalną edukację, to ci starsi w domu nie nauczyli swoich dzieci i wnuków logicznego myślenia.
Najśmieszniejsze jest to, że Polexitu chce tylko 13% Polaków w wieku 18-30 lat. To mniejszy procent, niż dla całej dorosłej populacji (ok. 25%). Jak można nie chcieć Polexitu i głosować na którąś z Konfederacji? To nie zwykła głupkowatość, to idiotyzm.
Od lat namawiam,żeby w Polsce powstały czebole na wzór koreańskich. Od lat wszyscy moi Dyskutanci twierdzą, że się nie da. Spytałem więc Chata, co radzi zrobić.
ORLEN = kręgosłup energetyczno-infrastrukturalny
ORLEN jest już w pewnym sensie zalążkiem konglomeratu: ma upstream i gaz, rafinerię/petrochemię, energetykę oraz biznes konsumencki. W swojej strategii 2035 zakłada m.in. rozwój OZE, SMR, wodoru, recyklingu i CCUS. OORLEN+1
W naszym hipotetycznym „polskim czebolu” ORLEN mógłby być:
ORLEN → energia → gaz → paliwa → petrochemia → wodór → OZE → energetyka jądrowa/SMR → infrastruktura → data centers → energia dla AI i przemysłu
To ostatnie jest szczególnie interesujące.
Wyobraź sobie:
ORLEN Energy → zasila data center → PGT Cloud → PGT AI → PGT Cyber.
Wtedy energia przestaje być tylko jednym z biznesów, a staje się infrastrukturą dla całego ekosystemu technologicznego.
ORLEN sam zresztą deklaruje budowę zintegrowanego, cyfrowego „ekosystemu” oraz rozwój m.in. energetyki, wodoru i małej energetyki jądrowej. OORLEN
KGHM = kręgosłup materiałowy
KGHM Polska Miedź jest jeszcze ciekawszy z jednego powodu:
technologia potrzebuje materiałów.
KGHM ma miedź, srebro, złoto, molibden, ren i inne produkty uboczne. Posiada aktywa wydobywcze i hutnicze na trzech kontynentach. KKGHM Polska Miedź+1
A jego nowa strategia 2055+ zakłada właśnie rozwój grupy jako wielosurowcowego koncernu, wydłużanie łańcucha wartości, surowce krytyczne, nowe technologie i AI. W latach 2026–2030 KGHM planuje ponad 32 mld zł inwestycji. KKGHM Polska Miedź
Czyli:
KGHM → miedź → srebro → metale krytyczne → recykling → hutnictwo → półprodukty → materiały dla elektroniki → materiały dla energetyki → technologie wydobywcze
I tutaj zaczyna się naprawdę ciekawa rzecz.
ORLEN + KGHM + technologia
Można zbudować coś takiego:
POLSKI HOLDING
│
┌───────────────┼───────────────┐
│ │ │
ORLEN KGHM TECH HOLDING
│ │ │
ENERGIA MIEDŹ AI
GAZ METALE CLOUD
OZE RECYKLING CYBER
SMR MATERIAŁY ROBOTYKA
│ │ │
└───────────────┼───────────────┘
│
PRZEMYSŁ 4.0
To jest znacznie bardziej interesujące niż próba stworzenia jednego wielkiego Samsunga od zera.
KGHM → elektronika → AI
Przykładowy łańcuch:
KGHM
wydobywa miedź
↓
produkuje katody
↓
walcówka / drut
↓
komponenty elektryczne
↓
elektronika
↓
centra danych
↓
AI
KGHM już obecnie przetwarza część katod na walcówkę i drut. KKGHM Polska Miedź
Strategicznie można by więc przesuwać się coraz wyżej w łańcuchu wartości, zamiast kończyć na sprzedaży surowca.
A ORLEN robiłby analogiczną rzecz z energią
ORLEN
gaz + OZE + inne źródła
↓
energia
↓
data centers / przemysł
↓
produkcja elektroniki
↓
AI / robotyka
Czyli mamy dwa podstawowe wejścia:
KGHM → materiały
ORLEN → energia
a na końcu:
technologia → produkty o wysokiej wartości dodanej.
I wtedy pojawia się trzeci element
Nie robiłbym z ORLEN-u ani KGHM-u „firm technologicznych”.
Zrobiłbym coś innego:
ORLEN + KGHM jako przemysłowa podstawa
a nad nimi / obok nich:
polski holding technologiczny
który dostarcza:
AI,
automatykę,
cyberbezpieczeństwo,
robotykę,
software,
analizę danych,
technologie wydobywcze,
technologie energetyczne.
KGHM zresztą już wskazuje Smart Mining, AI i rozwój nowych technologii jako elementy swojej strategii. KKGHM Polska Miedź
Najciekawszy wariant
Moim zdaniem najbardziej interesujący model wyglądałby więc nie jak:
„zbudujmy polskiego Samsunga”
ale:
„zbudujmy polski konglomerat technologiczno-przemysłowy”.
Trzy warstwy:
Warstwa
Główna funkcja
KGHM
surowce i materiały
ORLEN
energia i infrastruktura
Holding technologiczny
AI, software, robotyka, cyber, elektronika
A później dochodzą:
PGE / energetyka → energia
PKO BP / sektor finansowy → kapitał
polskie uczelnie → R&D
startup ecosystem → nowe technologie
przemysł → odbiorcy
Wtedy powstaje coś przypominającego ekosystem przemysłowy, a nie po prostu wielką spółkę.
Co więcej, KGHM w swojej strategii 2055+ już deklaruje rozwój nowych produktów, surowców krytycznych, innowacji i AI, więc część tej wizji jest zbieżna z istniejącym kierunkiem spółki. KKGHM Polska Miedź
Największe pytanie brzmi więc nie „czy ORLEN albo KGHM?”, tylko: czy można połączyć ich istniejącą bazę aktywów z prywatnym, bardzo agresywnie rosnącym sektorem technologicznym, bez przekształcania całego projektu w politycznie sterowany konglomerat.
To już jest bardzo ciekawy problem gospodarczy — i można go rozpisać jako konkretną strukturę właścicielską ORLEN + KGHM + PGT, z wariantem gdzie państwo zachowuje kontrolę nad strategicznymi aktywami, ale prywatny kapitał buduje część technologiczną.
Politycy, ekonomiści, dziennikarze, bez przerwy powtarzają, że ok. 50% PKB wytwarzane jest przez małe i średnie przedsiębiorstwa, a tylko 25% przez duże. Dlatego trzeba dbać o te pierwsze, a te drugie dadzą sobie radę.
Policzmy:
Załóżmy, że na 5 lat mam 600 000 zł. Wydam je w sposób następujący:
240 tys zł na żywność.
60 tys zł na benzynę.
100 tys zł na prąd, wodę, wywóz śmieci, internet, telefony, itd.
100 tys. zł na nowy samochód.
50 tys zł na wyjazdy wakacyjne.
50 tys. zł na elementy budowlane.
Ile z tych wydatków idzie do małych firm? Najwyżej ten ostatni punkt, ale też tylko w pewnej części, bo cement jest produkowany w dużych firmach.
Co z tego wynika?
Ano to, że kupujemy głównie rzeczy wyprodukowane przez wielkie firmy, a to że 50% PKB przypada na te małe wynika z prostego faktu, że większość produkcji małych firm jest wykonywana na potrzeby tych dużych.
Weźmy za przykład firmę Volkswagen. W Polsce mamy olbrzymią ilość małych firm dostarczających różne komponenty Volkswagenowi. Olbrzymi sukces ekonomiczny Polski ostatnich 36 lat bierze się nie tylko z pracowitości i geniuszy małych polskich przedsiębiorców, ale i z tego, że za naszą zachodnią granicą jest Volkswagen, jest Siemens, czy Bosch.
Dobrze byłoby, gdyby politycy/ekonomiści/dziennikarze mieli w głowie, że i w Polsce powinniśmy mieć duże firmy wysokich technologii. Korea Płd stworzyła swoje czebole: Samsung, Hyundai, czy LG. Bez takowych w Polsce i Europie ciężko będzie wyżyć małym firmom. A musimy sobie też zdawać sprawę, że Volkswagen, Osram, Bosch i inne niemieckie firmy stają się coraz mniej konkurencyjne w stosunku do azjatyckich.
Małe jest piękne, ale jeszcze piękniejsze jest duże współpracujące z setkami małych.
W salonie udekorowanymi najwspanialszymi dziełami sztuki z całego świata hrabia delikatnie naciskał klawisze fortepianu grając przepiękną Sonatę Księżycową Ludwiga van Beethovena. Do salonu po cichu weszła hrabina, objęła męża i powiedziała:
– Hrabio, jak cudownie grasz.
– A tak sobie popierdalam.
Kiedyś ten kawał wzbudzał salwy śmiechu, bo wiadomo, że hrabia by tak nie powiedział.
Nie mówił takich słów nie tylko pan hrabia, ale i zwykły inżynier. Pamiętam moją Rodzinę sprzed lat: inżynierowie, nauczyciele, lekarze, farmaceuci- nikt, ale to absolutnie nikt wyrazów na k, na p, czy nawet na d, nie używał.
Ja wychowałem się na boisku i na podwórku, i tam, oczywiście, używałem języka plebsu, ale na tej samej zasadzie, jak w Niemczech mówię po niemiecku, a we Włoszech po włosku (to znaczy, próbuję mówić! 🙂 ).
Moi sąsiedzi z dzieciństwa w większości byli robotnikami i na 100% używali języka takiego, jak ja na boisku. Jednak jak rozmawiali z moimi Rodzicami, do głowy by im nie przyszło, żeby użyć wyrazu na k, p, czy d. To moja inteligencka Rodzina wyznaczała standardy, a nie robotnicza, czy chłopska brać.
Dzisiaj elity przejęły język plebsu. Netfliksowy serial „Lalka” jest dlatego tak szkodliwy, że nobilituje go. Hrabia niczym nie różni się od pomywacza. Olbrzymiej ilości ludzi już to nie przeszkadza, i to jest katastrofa.
Dlaczego katastrofa? Ano, problem z wyrazami na k/p/d nie polega na tym, że są „brzydkie”. Problem polega na tym, że wyrażają agresję, a im częściej się ich używa, tym poziom agresji rośnie.
Wyboldowałem ostatnie zdanie, bo chciałbym, żeby do każdego dotarło, że każde wypowiedziane słowo na k/p/d to agresja. No chyba, że użyte w takim kawale, jak na początku.
Człowiek, tak jak wszystkie zwierzaki na świecie, odczuwa przyjemność z obcowania z własnym dzieckiem. Mądrze się to nazywa „maksymalizacja ilości materiału genetycznego”. Dlatego zawsze wszystkich młodych ludzi namawiam, żeby mieli dzieci, bo to wielka frajda.
Jednak nie zawsze przyjemność indywidualna jest pożądana społecznie. Na przykład, są naukowcy uwielbiający. tworzyć śmiercionośne wirusy. Czy to jest pożądane społecznie? Ja bym się bał, że kiedyś te wirusy wydostaną się z laboratorium.
Podobnie jest z liczbą ludności na świecie. Już teraz zaświniliśmy naszą planetę niemożebnie i dobrze byłoby ją nieco odświnić, na przykład poprzez rezygnację z opakowań plastikowych. Nie da się? Ano nie da przy tej liczbie ludności, jaką mamy teraz.
Za parę lat komputery kwantowe obliczą, jak zmodyfikować procedury medyczne, żeby człowiek w zdrowiu żył 150 lat, a roboty będą wykonywały za nas większość prac. Spokojnie więc będziemy mogli żyć w dobrobycie mając dzietność na poziomie 1, czyli prawie taką, jaka jest obecnie w Polsce.
Zamiast więc ładować kasę w 800+ może lepiej zainwestować w technologie komputerów kwantowych? One będą skuteczniejsze w maksymalizacji ilości naszych genów (bo będziemy dłużej żyli).
Niby słusznie, ale problem w tym, że te dwie rzeczy są wzajemnie sprzeczne.
Wyobraźmy sobie, że ktoś chce wprowadzić nową technologię w Białymstoku. Napotyka następujące ograniczenia:
i) Nie ma odpowiednich specjalistów,
ii) Nie ma odpowiedniego środowiska: na przykład, różne wyspecjalizowane pomiary można wykonać w Warszawie, albo we Wrocławiu,
iii) Nie ma w pobliżu ewentualnych odbiorców nowych produktów.
Ograniczeń takich nie ma w Warszawie: największe uczelnie, największa koncentracja laboratoriów, duża ilość firm high-tech’owych.
A jednak Warszawa jest wyłączona z funduszy takich jak FENG: Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki. W Białymstoku dofinansowanie europejskie wynosi 70%, a w Warszawie 0, zero, null, niente, rien, bo Warszawa jest za bogata (powyżej średniej unijnej!).
Rozumiem, że chciałoby się mieć podobny stopień rozwoju w Białymstoku i w Warszawie, ale problem w tym, że nie mamy czasu.
Pojawia się sporo programów finansowania inwestycji w high-tech wspierających nasze wojsko: np., w drony nowych generacji, materiały niewidoczne dla radarów, czy komputery kwantowe łamiące szyfry wroga. Tego rodzaju nowe technologie najszybciej powstaną w Warszawie, a nie w Białymstoku.
Przyznam się, że zdziwiłem się, że Marin Le Pen i Jordan Bardella tak jednoznacznie potępili Putina, mimo, że kiedyś brali od niego pieniądze.
Cieszę się z tego faktu, ale i jednocześnie martwię, że Rassemblement National może dzięki temu dostać kilka procent więcej głosów.
Ciekaw jestem, czy AfD, która coraz bardziej rośnie w siłę, kiedyś pójdzie w ślady Le Pen i Bardelli? Na razie nic tego nie zapowiada- dalej AfD żąda zaprzestania pomocy Ukrainie, podobnie jak nasze Konfederusy i PiSorusy.
Za to wszyscy w Polsce szczęśliwi, że prezydent N. dostał od prezydent T. zapewnienie, że będzie stała baza amerykańska w Polsce. Jednocześnie USA zwija swoje bazy europejskie, motywując to tym, że Grenlandia woli być duńska niż amerykańska. Obawiam się, że baza USA w Polsce nie ma na celu obronić nas przed Rosją, tylko pomóc w rozbijaniu Unii Europejskiej.
Obecny serial Netflixa podzielił Polskę na dwie równe połowy: jedni są wściekli za niszczenie kultury polskiej (ja należę do tej grupy), drudzy są zachwyceni.
Nie będę przekonywał tych drugich, że serial jest beznadziejny, bo to nie ma sensu. Tak samo wyznawcy PiSu nie ma sensu przekonywać, że to szkodnicy/złodzieje/agenci.
Natomiast przy okazji serialu Lalka warto wrócić do głównego problemu, na temat którego jest książka Prusa. Jaki to problem?
Ano, czy w życiu powinniśmy się kierować wyłącznie logiką, czy raczej uczuciami.
Romantyk mówił: „Wiara i czucie silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko”.
Romantycznie walczyliśmy z okupantami przegrywając powstanie za powstaniem.
Wydawać by się mogło, że romantyzm to głupota, ale im dalej pozytywistycznie poznajemy świat, tym bardziej się przekonujemy, że romantyczne widzenie świata po prostu wyprzedza jego zrozumienie.
W książce Wokulski kocha się romantycznie w Izabelli. W zaś filmie żadnego romantyzmu nie widać. Pozytywizmu zresztą też nie!!! Dlatego uważam serial za wyjątkowy gniot, nie zahaczający nawet o problem romantyzm vs pozytywizm. Problem ten nie jest nieaktualny- wręcz przeciwnie!!!
Wielokrotnie apelowałem, żeby zamknąć IPN i 600 mln zł rocznie przeznaczyć na coś bardziej potrzebnego.
Dzisiaj jednak zmieniłem zdanie. IPN jest potrzebny!!!!
Obejrzeliśmy pierwszy odcinek netflixowej „Lalki”. Toż to naigrywanie się z polskiej kultury!!! Toż to szarganie pamięci narodowej!!! IPNie, spowoduj, że ten serial zniknie ze świata!
Panna Łęcka mówiąca „Hujce”, hrabia Łęcki rzucający kurwami. Jakieś cesarskie cięcie, Orzeszkowa mówiąca o emancypacji kobiet, jakieś wątki, których nie uświadczysz w książce Prusa. Aktorzy fatalnie dobrani, jedynie może scenografia na jakim takim poziomie.
Współczuję Nauczycielom języka polskiego, chociaż może powinno się oglądać ten serial, żeby zrozumieć, że ma się on tak do książki, jak Doda do Mozarta.
Zawsze podaję przykład Projektu Manhattan jako modelowego projektu naukowego. Wyobraźmy sobie jednak, że miałby on zostać zrealizowany obecnie w Polsce. Jak by to wyglądało?
Na realizację Projektu potrzeba 100 mld zł, ale nasz rząd decyduje, że rozdysponuje te pieniądze poprzez 1000 grantów po 100 mln zł. Oppenheimer, Bohr, Feynman, Teller, Ulam i inni Fizycy/Matematycy/Inżynierowie piszą dwudzistostronicowe wnioski grantowe, które następnie są rozsyłane do recenzentów: każdy wniosek do 4 recenzentów, co daje 4000 recenzentów na całym świecie, bo przecież jedynie zagraniczni recenzenci są kompetentni. Po roku od złożenia wniosków następuje decyzja, które granty będą finansowane, a które nie. Success rate okazuje się 15%, więc tylko 150 grantów jest finansowane po roku od rozpoczęcia Programu. Pozostałych 850 wnioskodawców poprawia wnioski i procedura się powtarza. Tym razem już 20% jest oceniona pozytywnie, więc po tych dwóch latach do pierwszej 150-tki dołącza 170. I tak po 10 latach już niemal wszyscy dostają finansowanie.
Problemem jednak jest nie tylko dostanie grantu, ale i uznanie za prawidłowo realizowany poprzez publikacje, czyli „publish or perish”. Nieważne, co się zrobiło, ważne, żeby zostało opublikowane w czasopismach o zasięgu międzynarodowym. Nie ma publikacji? Kurek z pieniędzmi jest zakręcany.
Problemy są też innego rodzaju. Ktoś we wniosku deklaruje, że kupi uszczelki za milion złotych. Niestety, kurs złotówki do juana spadł (uszczelki takie są dostępne tylko w Chinach w firmie Seal-deal) i trzeba wydać 1,5 mln zł. Oczywiście trzeba najpierw zorganizować przetarg, na który zgłasza się tylko Seal-deal. Taki przetarg to ewidentny przekręt, więc trzeba kombinować ofert z innych firm, które produkują inne uszczelki, ale zgadzają się dać oferty na 2 mln za uszczelki, których nie produkują. Jak są trzy oferty, to już wszystko jest ok, ale trzeba jeszcze napisać 5 podań o zgodę na wydanie 1,5 mln zł, a nie 1 mln.
I tak po 50 latach polski Projekt Manhattan zostałby uznany za wielki sukces, bo przyniósł ponad 1000 publikacji. Przecież one są ważniejsze niż jakaś bomba.
Istotą funkcjonowania MENu jest to, żeby wszyscy nauczyli się tego samego.
Natomiast ja postuluję, żeby uczyć się tego, co będzie potrzebne za 10, czy 20 lat. Politycy z MENu pojęcia o tym nie mają, a przede wszystkim dysponują 500 tysiącami (tak, pół miliona!) nauczycieli, którzy uczą tak samo, jak 100 lat temu, tylko na znacznie niższym poziomie.
Wyobraźmy sobie, że gmina Wołomin wraz z dyrektorem tamtejszej szkoły znajduje 8 pasjonatów fizyki kwantowej (profesorowie, adiunkci, studenci Wydziału Fizyki UW), zamieszkałych w Wołominie, którzy deklarują:
Będziemy codziennie od 8 do 11-tej prowadzić lekcje w dwóch klasach od zerówki do końca liceum. Co roku będziemy weryfikować, kto się do takiej klasy nadaje. Będziemy uczyć matematyki, fizyki i chemii według własnego widzimisię, ale będziemy kontrolowani przez profesorów naszego Wydziału. Nauczymy nie tylko fizyki kwantowej, ale i samodzielnego uczenia się. Przede wszystkim wzbudzimy pasję, która będzie towarzyszyć naszym Uczniom przez całe życie. Deklarujemy, że Ich poziom przed zdawaniem na studia będzie odpowiadał magistrom fizyki w obecnym systemie nauczania. Za nasz wysiłek oczekujemy zapłaty 40 tys. miesięcznie na 8 osób.
W innej gminie znajdzie się 8 osób zajmujących się neurologią, w jeszcze innej, badaniami nad komórkami rakowymi.
Gdyby tego rodzaju inicjatywy miałyby przechodzić przez MEN, to by nigdy się nie zmaterializowały.
Kiedyś, dawno temu, użytkowanie komputerów wymagało zrozumienia, jak działają. Pamiętam, jak było coś, co się nazywało programowaniem w asemblerze. Teraz niemal wszyscy używają już odpowiednich programów, a programowanie w asemblerze to domena niewielu wybitnych programistów.
Jednak nawet oni spokojnie mogą wykonywać swoją pracę nie mając pojęcia jak działa tranzystor.
Z komputerami kwantowymi jednak w większości przypadków będzie inaczej. Programista komputera kwantowego musi wiedzieć, co to superpozycja, splątanie i interferencja. Oczywiście, może podejść do tego czysto matematycznie, na przykład, przy łamaniu zabezpieczeń bitcoinów, ale najważniejsza użyteczność komputerów kwantowych będzie wtedy, jak będą symulować zjawiska zachodzące w mózgu, w gwiazdach, w elektrolitach, itp. Wszystkie te zjawiska oparte są o fizykę kwantową i chodzi o to, żeby komputer kwantowy potrafił je odtworzyć w swoim wnętrzu.
Dlatego tak zależy mi, żeby fizyka kwantowa trafiła do szkół podstawowych, średnich i wyższych, bo… do fizyki kwantowej trzeba się długo przyzwyczajać. Ja po ponad 50 latach jeszcze się nie przyzwyczaiłem!!! Może gdybym zaczął się nią interesować w szkole podstawowej, to krócej by to trwało! 🙂
Ale do programowania komputerów kwantowych potrzebna jest przede wszystkim matematyka- algebra i rachunek prawdopodobieństwa. Ten drugi jest szczególnie ważny, bo zjawiska kwantowe zawsze oparte są na prawdopodobieństwie. W zwykłym komputerze jest 0 i jest 1. Albo zero, albo jeden. Nigdy jednocześnie. W komputerze kwantowym qubit jest jednocześnie jedynką i zerem, tylko z pewnym prawdopodobieństwem, które się zmienia wraz z wykonywaniem obliczeń.
Dlatego tak zależy mi, żeby poziom nauczania matematyki w szkołach był jak najwyższy. Powtarzam do znudzenia fakt, że za moich czasów egzamin do liceum był na poziomie obecnej matury. Przez 50 lat cofnęliśmy edukację matematyczną o 4 lata. Niech nas nie uspokaja fakt, że inne kraje też to samo zrobiły. Niektóre azjatyckie nie zrobiły, a wręcz przeciwnie- poziom podniosły.
Przyzwyczailiśmy się, że w zasadzie każdy ma komputer, czy to laptop, czy smartfon. Na początku ery komputerów, kiedy jeszcze pracowały one na lampach, takowych było bardzo mało. Pamiętam, jak ja studiowałem, to takowy był w Świerku, a na Wydziale Fizyki jedynie mieliśmy do niego łącze. Prawdopodobnie taka sama sytuacja będzie na początku z komputerami kwantowymi. Będą je miały Microsoft, IBM, Google, Musk, Pentagon, najrozmaitsze laboratoria chińskie, może w Europie też uda się kilka skonstruować.
Nie ma wielkich szans, żebyśmy w Polsce sami skonstruowali komputer kwantowy, ale podzespoły jak najbardziej. Sam pracuję w laboratorium, gdzie powstają systemy diod laserowych do unieruchamiania atomów strontu, co jest warunkiem działania pewnego rodzaju komputerów kwantowych.
Pewnego rodzaju, bo qubity można realizować za pomocą nie tylko unieruchomionych jonów, ale i spolaryzowanych fotonów, elektronów, obwodów nadprzewodzących, centrów barwnych w diamencie, itp. Wszędzie tam, gdzie „coś” może przyjmować dwa stany jednocześnie (np., spin up i down), może to „coś” być qubitem.
Najprawdopodobniej wygra metoda pułapkowania atomów strontu, ale nie jest to całkiem pewne.
Co jest w interesie Polski?
Ano, żeby powstały europejskie technologie komputerów kwantowych z jak największym polskim udziałem. Potrzeba na to grubych miliardów Euro i ludzkiej olbrzymiej wiedzy. Wiedza ta opiera się na odpowiedniej współpracy setek ludzi. Czy potrafimy ich w Europie zorganizować? Czy mamy na to pieniądze? Mam wątpliwości.
My (czyli Instytut Wyskich Ciśnień PAN, firma TopGaN i Wydział Fizyki UW) uczestniczymy w europejskim programie Q-Planet: European pilot line to build and industrialize neutral-atom quantum chips. Program fantastyczny, tylko budżet wynosi 50 mln Eur na 3 lata dla 40 partnerów. To są fistaszki na taką technologię. 50 mld Eur byłoby dużo bardziej adekwatne. Tyle wydają firmy amerykańskie i laboratoria chińskie.
Wracając do ilości komputerów kwantowych na świecie, to najpierw będą we wspomnianych ośrodkach amerykanskich i chińskich, potem pojawią się w Niemczech, Francji i Anglii, a w końcu i w Polsce. Powinniśmy zrobić wszystko, aby stało się to jak najszybciej.
Pytania zasadnicze, na które będę odpowiadał za kilka dni są takie:
i) Jak przygotować laboratoria naukowe i firmy na nadejście rewolucji kwantowej?
To, co jest najbardziej przerażające w polskiej (i nie tylko polskiej) publicystyce medialnej, to brak zainteresowania wielką rewolucją, jaką będą komputery kwantowe.
Co byśmy chcieli?
Na przykład, wyeliminować raka, Parkinsona, Alzheimera.
Na przykład, opracować sposób fotolizy wody, czyli produkcję wodoru samym świeceniem Słońca.
Na przykład, sztuczne liście, które będą wiązały azot z powietrza, co spowoduje drugą zieloną rewolucję (obecnie produkcja nawozów jest strasznie energochłonna).
Na przykład, banki energii mogące zmagazynować 10 razy więcej energii niż obecnie przy tej samej cenie i wielkości.
Na przykład, żyć nie 80 lat, a 120, i to w pełnym zdrowiu.
Komputerom tradycyjnym obliczenie potrzebnych informacji zajęłoby 1000 lat, a może i więcej. Dzięki komputerom kwantowym zajmie to minuty, no może godziny.
Sztuczna inteligencja i komputery kwantowe zmienią świat w sposób wręcz niewyobrażalny, a my, jeżeli nie nadążymy za zmianami, będziemy biedę klepać, albo i gorzej, będziemy poddanymi imperium chińskiego.
Połączenie AI, analizującej dane, i komputerów kwantowych, dostarczających dane miliony razy szybciej niż najlepsze zwykłe komputery, da zwycięzcom technologicznym przewagę nie do odrobienia. „Winner takes it all”. Dlatego USA i Chiny wydają po 20-25 mld Eur rocznie na technologie związane z komputerami kwantowymi. Polska planuje przeznaczyć miliard Euro, ale przez 10 lat.
Europa, jako jeden organizm, wciąż mogłaby być konkurencyjna. Mogłaby, gdyby politycy i dziennikarze zaczęli się martwić nie tym, co było, tylko tym, co będzie.
Wypożyczyłem z biblioteki ostatnią książkę Dana Browna „Tajemnica tajemnic”. Chciałem ją przeczytać, bo rzecz dzieje się w Pradze, a to moje ulubione miasto- byłem tam ze 20 razy i mam sporo Znajomych, a nawet Przyjaciół.
Poprzednio czytałem „Kod Leonarda Da Vinci”, gdzie przedstawiona jest wersja, że Jezus był królem żydowskim, który po nieudanym powstaniu przeciw Rzymianom musiał uciekać z rodziną (żoną Marią Magdaleną i synami) do Francji, gdzie przez wieki żyli w ukryciu. Święty Graal zaś to „sangue royal”, czyli krew królewska. Historia dużo bardziej sympatyczna niż ukrzyżowanie biedaka.
Tym razem Dan Brown opisuje eksperyment, gdzie badanym pokazywano trzy obrazki: i) kojarzące się z seksem, ii) z miłymi doznaniami, iii) z cierpieniem. Każdy obrazek aktywował inną część mózgu, co można było monitorować. Rysunki losowo wybierał komputer. Okazało się, że aktywacja odpowiedniej części mózgu następowała kilkaset milisekund przed wybraniem rysunku przez komputer.
BZDURA??? Mózg tworzy rzeczywistość/przyszłość?
Zacząłem dyskutować z Chatem na ten temat i dostałem taką konkluzję:
„Istnieją eksperymenty i metaanalizy raportujące niewielką aktywność fizjologiczną poprzedzającą losowo wybierane bodźce. Nie ma jednak zgody, że jest to rzeczywista prekognicja, a tym bardziej że wykazano jej mechanizm kwantowy.”
Kwantowa fizyka w wydaniu Penrose (nic z niej nie rozumiem!!!) pewnie mogłaby coś na ten temat dodać, bo czas też może się w niej cofać,. a świadomość jest czymś splątanym z otaczającym światem.
Jedno jest pewne: JESZCZE WIELU RZECZY NIE ROZUMIEMY.
Natomiast sama książka Tajemnica tajemnic jest dość marna, mimo że może inspirować do zastanawiania się, jak ten świat funkcjonuje.
Kiedy zobaczyłem taką koszulkę na wystawie, zapragnąłem ją kupić. Dlaczego? Ano Heisenberg to jeden z Ojców fizyki kwantowej- o zasadzie nieoznaczoności pewnie każdy słyszał. Co prawda, może nie był zadeklarowanym nazistą, ale bombę atomową Hitlerowi chciał skonstruować.
Mojej Żonie koszulka się nie za bardzo podobała, ale się uparłem, bo koszulka pewnie wzbudziłaby wielkie zainteresowanie moich Kolegów-fizyków.
Nie za bardzo rozumiałem napis, żeby nie igrać z Heisenbergiem, dlatego spytałem Chata, o co chodzi. Oto, co odpisał:
Walter White jest nauczycielem chemii, który po tym, jak dowiaduje się, że ma raka, postanawia produkować metamfetaminę, by zostawić pieniądze rodzinie po swojej śmierci. Przewodnim tematem serialu była przemiana głównego bohatera ze zwykłej osoby w niebezpiecznego złoczyńcę. Postać ta jest uważana za jedną z najlepszych w historii telewizji.
Byłem tydzień na konferencji w Calgary (International Congress of Crystallography- 2000 uczestników). Bardzo bym chciał, żebym w pamięci miał wspaniałe widoki z Rocky Mountains, ale niestety pewnie coś innego będzie mi się śniło po nocach.
Na ulicach Calgary pełno jest młodych ludzi przypominających zombie. Taki efekt ma fentanyl i inne tego rodzaju specyfiki. Na ulicy, gdzie był mój hotel, była barierka o wysokości ok. 140 cm. Jeden taki zombie niezdarnie przez nią przełaził, zahaczył spodniami i w odległości ok. 2 metrów od moich oczu pojawiła się goła pupa usmarowana kupą. Mało się nie powymiotowałem, a widok ten będzie mnie prześladował do końca życia.
Problem narkomanii w Kanadzie głównie dotyka młodych Indian, których Kanadyjczycy nazywają „First nation”. Niestety świństw, jakich biały człowiek dopuścił się wobec czerwonych i czarnych, nie da się wymazać przez pokolenia. Obecny rząd Kanady rozdaje tym pierwszym ludziom pieniądze jako rekompensatę za dawne krzywdy, ale to tylko wzmaga demoralizację.
Rząd Kanady popieram, bo nie lubię Trumpa, ale widok setek zombie na ulicach Calgary wskazuje, że coś bardzo nie tak się dzieje w tym kraju.
Wydaje się, że wielkim błędem było (i jest jeszcze częściowo) udostępnianie za darmo narkotyków uzależnionym ludziom. Niestety, duża część tych narkotyków trafiła do różnych rodzajów mafii. Wydaje się, że rząd kanadyjski się z tego programu wycofuje.
Warto też zwrócić uwagę, że w Kanadzie jest olbrzymia ilość bezdomnych ludzi (w ciągu roku doświadcza tego ponad 200 tys ludzi). Duża część z nich to amatorzy fentanylu.
Pamiętajmy też, że ten lek przeciwbólowy wprowadzili do powszechnego użytku (czyli nadużywania) lekarze i big pharma 20-30 lat temu. Jak się okazało, że coraz więcej ludzi nadużywa, to zaczęto ograniczać, a wtedy mafie zaczęły produkować fentanyl na potęgę.
W Kanadzie co roku umiera kilka tysięcy młodych ludzi z przedawkowania fentanylu, w USA kilkadziesiąt tysięcy. Na szczęście w Europie to jeszcze „raptem” około 150.
Nie wiem, czy warto przyjmować Kanadę do UE?
Na konferencji zbulwersował mnie też fakt, że bankiet połączono z rodeo. Taka „zabawa” jest zakazana w cywilizowanych krajach (także w Vancouver!). Bardzo się dziwię Europejczykom, że nie wyszli z pokazu. Ja wyszedłem, ale to nie zmieniło faktu, że zwierzaki dręczyli ku uciesze fizyków i chemików. To też będzie moim przykrym wspomnieniem z Kanady.
Spytałem Chata o edukację przedmiotów ścisłych w Chinach i Polsce. Oto, co odpowiedział:
Cały cykl edukacyjny w Polsce (12 lat nauki)
W polskim systemie (8 lat szkoły podstawowej + 4 lata liceum) sumaryczna liczba lekcji przedmiotów ścisłych zależy głównie od profilu wybranego w szkole średniej.
Wariant podstawowy (uczeń wybierający w liceum profil humanistyczny lub językowy):
Szkoła podstawowa (klasy 1–8): ok. 1 850 lekcji
Liceum (poziom podstawowy): ok. 1 150 lekcji
RAZEM: ok. 3 000 lekcji przedmiotów ścisłych w całym cyklu.
Wariant rozszerzony (uczeń wybierający w liceum profil mat-fiz, biol-chem lub matematyczno-informatyczny):
Szkoła podstawowa (klasy 1–8): ok. 1 850 lekcji
Liceum (poziom rozszerzony): ok. 1 800 lekcji
RAZEM: ok. 3 650 lekcji przedmiotów ścisłych w całym cyklu.
2. Cały cykl edukacyjny w Chinach (12 lat nauki)
W chińskim systemie (6 lat szkoły podstawowej + 3 lata Junior High + 3 lata Senior High) nacisk na przedmioty ścisłe jest ogromny na każdym etapie, a rok szkolny trwa dłużej.
Wariant standardowy / podstawowy (profil bez zaawansowanego rozszerzenia inżynieryjnego):
Szkoła podstawowa (klasy 1–6): ok. 1 890 lekcji
Junior High School (klasy 7–9): ok. 1 575 lekcji
Senior High School (poziom bazowy): ok. 1 050 lekcji
RAZEM: ok. 4 500 lekcji przedmiotów ścisłych w całym cyklu.
Wariant intensywny (STEM / GaoKao ścisłe) (odpowiednik polskiego profilu mat-fiz, przygotowujący do kariery inżynieryjnej):
Szkoła podstawowa i Junior High: ok. 3 465 lekcji
Senior High School (profil ścisły): ok. 2 100 lekcji
RAZEM: ok. 5 550 lekcji przedmiotów ścisłych w całym cyklu.
Główne wnioski z podsumowania:
Przepaść na poziomie podstawowym: Chiński uczeń, który nie interesuje się naukami ścisłymi i wybiera ogólny profil, kończy szkołę z liczbą ok. 4 500 lekcji STEM. To o blisko 1 000 lekcji więcej niż polski uczeń, który celowo poszedł na profil matematyczno-fizyczny.
Maksymalne rozszerzenie: Porównując uczniów o profilach wybitnie ścisłych, młody człowiek w Chinach przechodzi w trakcie swojej edukacji o około 1 900 lekcji przedmiotów ścisłych więcej niż jego rówieśnik w Polsce.
Dodatkowy czas pracy: Wyliczenia te nie uwzględniają chińskich obowiązkowych wieczornych sesji samokształcenia w szkołach (Zixiu), podczas których uczniowie pod okiem nauczycieli rozwiązują zadania. Realna liczba godzin spędzonych nad przedmiotami ścisłymi w Chinach jest więc jeszcze wyższa.
Czy obchodzi nas, co będzie za lat 5, za lat 10, za lat 15?
Według polityków i dziennikarzy: nie, nie obchodzi.
Dlatego żadne tematy dotyczące przyszłości nie pojawiają się w debacie publicznej.
A szkoda, bo sztuczna inteligencja i w przyszłości komputery kwantowe zmienią świat, a my, jeżeli nie nadążymy za zmianami, będziemy biedę klepać, albo i gorzej, będziemy poddanymi imperium chińskiego.
Połączenie AI, analizującej dane, i komputerów kwantowych, dostarczających dane miliony razy szybciej niż najlepsze zwykłe komputery, da zwycięzcom technologicznym przewagę nie do odrobienia. „Winner takes it all”. Dlatego USA i Chiny wydają po 20-25 mld Eur rocznie na technologie związane z komputerami kwantowymi. Polska planuje przeznaczyć miliard Euro, ale przez 10 lat.
Europa, jako jeden organizm, wciąż mogłaby być konkurencyjna. Mogłaby, gdyby politycy i dziennikarze zaczęli sę martwić nie tym, co było, tylko tym, co będzie.
Gdybym był ministrem edukacji, wprowadziłbym nowy przedmiot: ZKSI (zetksi). Czyli „zrób w konia sztuczną inteligencję”.
Zadaniem uczniów byłoby tak pokierować „rozmową” z Chatem GPT na dowolny temat, żeby ten zaprzeczył sam sobie. Niedawno bardzo ciekawie „rozmawiałem” z nim o fabrykach amerykańskich w Niemczech w czasie wojny. Na początku Chat był komunikatywny, ale im więcej wymienialiśmy zdań, tym częściej odpowiadał, że nie wie.
Zagięcie ai to naprawdę zadanie przyjemne, acz wymaga pewnej wiedzy i inteligencji (prawdziwej). Tego się powinno uczyć w szkołach!
27 maja naukowcy będą protestować. Niestety, mam w tym czasie konferencję w Gdańsku, ale petycję o 3% PKB dla nauki podpisałem.
Dzisiaj pojechałem do Instytutu Fizyki PAN do Kolegi, żebyśmy zrobili pewien pomiar dyfraktometryczny. Z doświadczenia wiedziałem, że powinno to potrwać ok. 6 godzin. Okazało się jednak, że dyfraktometr ma lampę rentgenowską 6-letnią, która ma raptem 20% wydajności. Pomiar zamiast 6 godzin trwa 30 godzin.
Lampa kosztuje 40 tysięcy złotych, a sam dyfraktometr 2 miliony. Wykorzystywanie go w 20% to idiotyzm i strata 80% wartości dyfraktometru.
Instytutu Fizyki nie stać na zakup nowej lampy.
Dlatego Wszystkich namawiam: idźcie pod Sejm 27 maja o 13-tej. 3% dla nauki, 100% dla Polski.
Jacek Ukleja, wspaniały muzyk i plastyk był mężem mojej Kuzynki. Był, bo dwa dni temu zmarł. O dokonaniach Jacka można się dowiedzieć z wikipedii: https://pl.wikipedia.org/wiki/Jacek_Ukleja
Jak o Jacku myślałem, zawsze do głowy przychodziła mi Arwena z „Władcy Pierścieni”. Jak pamiętacie, Arwena słabła wraz z tym, jak Sauron, ucieleśnienie zła, rósł w siłę. Podobnie Jacek straszliwie przeżywał chamstwo, butę, prymitywność, pazerność, nieuczciwość tych, co rządzili nami w latach 2025-2023. Nie znałem nikogo, kto by tak dogłębnie przeżywał zło, które się nam wydarzyło.
Warto posłuchać Jego piosenek, obejrzeć Jego scenografie, żeby poczuć, że w Jego twórczości był nie tylko doskonały warsztat, ale i Uczucie, które czyni Artystę wielkim. A może nie tylko artystę, ale i każdego człowieka.
W wikipedii nie ma słowa o Żonie Jacka, Lidce. Szkoda, bo była Ona prawdziwą opoką, zwłaszcza w ostatnich latach życia Jacka, kiedy już nie miał sił na opuszczanie mieszkania.
Prześlijmy Lidce nasze myśli wsparcia i postarajmy się, żeby twórczość Jacka nie została nigdy zapomniana.
Jutro rocznica. Z tej okazji warto byłoby przypomnieć, jak Kaczyński z Macierewiczem we wredny sposób zbudowali popularność PiS-u, kłamiąc i obrażając żywych i zmarłych.
Cyniczne oszustwa polityków PiSu to jedno, ale jest coś gorszego: głupota ludzi, którzy w te oszustwa uwierzyli.
Zastanawiam się, jak to się stało, że połowa dorosłych Polaków uwierzyła w ordynarne kłamstwa. Jakim trzeba być kretynem, żeby wierzyć komisji historyka, muzykolożki, psychologa, a nie komisji specjalistów od wypadków lotniczych?
Czy bez kłamstwa smoleńskiego PiS by wygrał wybory w 2015 i 2019? Pewnie nie, nawet obiecując 500+.
Dobrze byłoby jutro o tym pamiętać. Kłamstwo smoleńskie to kamień węgielny pod polexit i powrót do unii z Rosją i Białorusią.
Z okazji Świąt przypomniał mi się uroczy wierszyk Tuwima:
Murzynek Bambo w Afryce mieszka,
Czarną ma skórę ten nasz koleżka.
Uczy się pilnie przez całe ranki
Ze swej murzyńskiej «Pierwszej czytanki».
A gdy do domu ze szkoły wraca,
Psoci, figluje — to jego praca.
Aż mama krzyczy: «Bambo, łobuzie!»
A Bambo czarną nadyma buzię.
Mama powiada: «Chodź do kąpieli»,
A on się boi, że się wybieli.
Lecz mama kocha swojego synka,
Bo dobry chłopak z tego Murzynka.
Szkoda, że Bambo czarny, wesoły,
Nie chodzi razem z nami do szkoły.
Wierszyk chyba jest na indeksie jako „rasistowski”. Według mnie, to głupota, bo żadnego rasizmu nie widzę. Także słowo „murzyn”, obecnie zakazane, nie ma żadnego pejoratywnego wydźwięku.
Za to zastanawia mnie staranne unikanie tematów afrykańskich przez polskie media. Brak przybliżania nam problemów Afryki odbija się także na braku polityki w stosunku do Afryki.
Obecnie ludność tego kontynentu to około 17%. Za 20 lat będzie 25%, a za 30 ponad 30%.
Niech nikt nie mówi, że to problem Afryki. Teraz wszystkie problemy są globalne. Najwyższy czas zainteresować się Afryką.
Przedwczoraj Koleżanka poprosiła mnie na FB o numer telefonu. Podałem, bo Ją lubię. Potem napisała, że na whatsappie jest kod, który należy podać na FB. Myślałem, że to jakieś głosowanie na obraz, bo Koleżanka pięknie maluje. Jednak, kiedy dostałem info, że mogę dostać kasę z ikei, to już wiedziałem, że to oszustwo. Faktycznie konto Koleżanki było przejęte przez hackera.
Niestety, moja beztroska i zaufanie do Koleżanki spowodowały, że moje konto zostało przejęte i kilkuset moich Znajomych zostało poproszone o numer telefonu. Większość zadzwoniła do mnie, ale bardzo wiele Osób podało numer telefonu i naraziło się na atak hackera. Dwie z nich tak mi wierzyły, że podały swoje konta blickowe, co skończyło się na stracie 1000 zł. Na szczęście banki nie zaakceptowały przelewu!
Po zmianie hasła i stosując się do wskazówek FB chyba odzyskałem konto, aczkolwiek bardzo wiele Znajomych zablokowało mnie, czemu się nie dziwię.
Dwie przegrane RT w wyborach prezydenckich spowodowały, że zniknął z mediów. Przypominam, że dostał On około 10 mln głosów.
Jest powiedzenie „do trzech razy sztuka”. RT przegrał z Nawrockim nie dlatego, że był gorszym kandydatem, tylko…
No właśnie. Dlaczego w Polsce 50% głosuje na PiS i Konfy?
Mam kilka odpowiedzi:
i) bo mamy beznadziejną edukację,
ii) bo Kościół ogłupia ludzi,
iii) bo łatwiej wzbudzić w nieszczęśliwych ludziach nienawiść niż sympatię do innych.
Może są jeszcze inne powody, ale już te trzy powyższe wystarczą, żeby usprawiedliwić porażkę RT. Mamy w Polsce wielki deficyt polityków wykształconych i potrafiących ogarniać problemy naszego świata. Szkoda, żeby talenty RT się zmarnowały.
Wygraliśmy z Albanią 2:1 grając beznadziejnie. Jeżeli tak będziemy grać ze Szwecją, to szans nie mamy.
Wyjątkowo kiepskie wyniki naszych, nie tylko piłkarzy, ale i innych sportowców, mają pewnie wiele przyczyn, ale ja podejrzewam, że problemem jest chemia i medycyna, które w naszym kraju nie są na najwyższym poziomie.
Bez wspomagania nikt nie byłby w stanie grać/pływać/biegać/skakać na takim poziomie. Kwestia jest tylko taka: jak takie wspomaganie zastosować, żeby kontrola antydopingowa nic nie wykryła.
W maju w Las Vegas będzie olimpiada (Enhanced Games), na której żadnych kontroli nie będzie. Ciekawe, czy wyniki będą lepsze niż na normalnej olimpiadzie? Podejrzewam, że nie będą, co będzie potwierdzeniem, że moje przypuszczenia są słuszne.
Wczoraj podałem przykład ogłoszenia na stanowisko profesora w instytucie PANowskim. Wymagania kosmiczne, a pensja podobna do pensji sprzedawczyni w Biedronce.
To, co mnie szczególnie wpienia, to wielkie plany rządowe dotyczące technologii półprzewodnikowych. Wielkie plany, a profesorowi z tej dziedziny płaci się ok. 6100 zł na rękę miesięcznie.
Jeżeli profesor zarabia 6100 zł, to ile powinien zarabiać jego/jej doktorant? Na świecie jest to co najmniej 3 razy mniej, czyli mniej niż 2000 zł. Absurd?
Instytut Fizyki Molekularnej Polskiej Akademii Nauk Mariana Smoluchowskiego 17, 60-179 Poznań http://www.ifmpan.poznan.pl tel. 61 8695 100, fax 61 8684 524 Dyrektor Instytutu Fizyki Molekularnej Polskiej Akademii Nauk ogłasza konkurs na stanowisko profesora instytutu w Zakładzie Fizyki Niskich Temperatur, Materiałów i Technologii Kwantowych (ZN4) Instytucja: Instytut Fizyki Molekularnej Polskiej Akademii Nauk (IFM PAN) Miasto: Poznań Stanowisko: profesor instytutu Dyscyplina naukowa: nauki fizyczne (lub pokrewne) Data ogłoszenia: 20 marca 2026 Termin składania ofert: 10 kwietnia 2026, 15:00 CEST Strona internetowa: http://www.ifmpan.poznan.pl Słowa kluczowe: mechanika kwantowa, fizyka ciała stałego, nanoelektronika, magnetyzm, nanospintronika, topologiczne właściwości materii, magnetotransport, układy dwuwymiarowe, struktury van der Waalsa, multiferroiki, heterostruktury oparte na grafenie I. Opis oferty:
teoretyczne badania właściwości elektronowych, magnetycznych i topologicznych heterostruktur na bazie grafenu i innych układów niskowymiarowych dla przyszłej nanoelektroniki i nanospintroniki oraz izolatorów topologicznych i innych kryształów dwuwymiarowych;
badania efektów oddziaływań magneto-elektrycznych w strukturach multiferroicznych, w tym w multiferroicznych materiałach van der Waalsa. II. Warunki, jakie powinien spełniać kandydat:
stopień naukowy: doktor habilitowany (co najmniej).
Wymagane kwalifikacje i umiejętności:
udokumentowana biegła znajomość analitycznych metod teorii transportu elektronowego;
udokumentowany dorobek naukowy (publikacje, referaty konferencyjne na zaproszenie itp.);
znajomość zaawansowanych metod obliczeniowych ab-initio do modelowania elektronowych i magnetycznych właściwości układów niskowymiarowych;
udokumentowana działalność organizacyjna (opieka nad studentami i doktorantami, organizacja/współorganizacja konferencji i innych wydarzeń naukowych itp.);
doświadczenie w realizacji i kierowaniu projektami badawczymi, w tym międzynarodowymi.
Wymagania szczególne:
doświadczenie w badaniach teoretycznych właściwości topologicznych oraz w badaniach spinowego i ładunkowego transportu w układach niskowymiarowych, w tym w heterostrukturach półprzewodnikowych, grafenie, materiałach van der Waalsa oraz izolatorach topologicznych;
znajomość zaawansowanych metod obliczeniowych, teoretycznych i numerycznych do badania elektronowych i magnetycznych właściwości kryształów niskowymiarowych;
otwartość na współpracę z grupami doświadczalnymi.
Znajomość języka angielskiego: dobra (pozwalająca na efektywną komunikację, przygotowywanie publikacji naukowych, aplikowanie o projekty badawcze itp.)
Wymagane doświadczenie naukowe:
w dyscyplinie nauki fizyczne (lub pokrewne);
w tematyce: mechanika kwantowa, fizyka ciała stałego, topologiczne właściwości materii skondensowanej, transport elektronowy i spinowy.
Wymagane doświadczenie zawodowe: ponad 10 lat (z uwzględnieniem doświadczenia badawczego) III. Okres zatrudnienia: zostanie ustalony indywidualnie (zgodnie z obowiązującymi przepisami) IV. Warunki zatrudnienia: do negocjacji V. Przewidywana data rozpoczęcia zatrudnienia: 01 czerwca 2026 VI. Zatrudnienie w ramach: umowy o pracę VII. Kwota wynagrodzenia*: około 8550 zł brutto na miesiąc (słownie: około osiem tysięcy pięćset pięćdziesiąt) *) dotyczy pełnego etatu; w przypadku zatrudnienia na część etatu kwota wynagrodzenia będzie ustalona proporcjonalnie (punkt IV). VIII. Liczba oferowanych miejsc w ramach konkursu: 1 IX. Korzyści z podjęcia pracy:
doświadczona kadra naukowa Zakładu Naukowego może być pomocna w dalszym rozwoju naukowym i zawodowym kandydata;
nawiązywanie współpracy naukowej, w tym międzynarodowej;
zróżnicowane i integracyjne środowisko pracy;
dodatek za wysługę lat w wysokości 3% miesięcznego wynagrodzenia zasadniczego po 3 latach pracy, wzrastający o 1% w każdym następnym roku, do 20% miesięcznego wynagrodzenia zasadniczego po 20 latach pracy;
świadczenia z funduszu socjalnego;
możliwość skorzystania z oferty ubezpieczenia grupowego. X. Wymagana dokumentacja:
podanie (zawierające zwięzłą informację o zainteresowaniach naukowych i dotychczaso- wych osiągnięciach kandydata – objętość nieprzekraczająca 3500 znaków drukarskich);
życiorys (zawierający informacje o wykształceniu i przebiegu kariery naukowej, informacje o: doświadczeniu naukowym opisanym w punktach II.3, II.4 i II.6, odbytych stażach i szkoleniach naukowych, wystąpieniach konferencyjnych i wygłoszonych seminariach, nagrodach i wyróżnieniach, udziale w projektach badawczych, pozyskanych funduszach, uczestnictwie w procesie rozwoju kadry naukowej, aktywnościach dydaktycznych, osiągnięciach organizacyjnych itp.);
lista publikacji naukowych;
plany naukowe;
skan lub kserokopia dokumentu potwierdzającego uzyskanie stopnia naukowego doktora habilitowanego;
zgoda na przetwarzanie danych osobowych do celów rekrutacji – Załącznik nr 1;
oświadczenie, że w przypadku wygrania konkursu i zatrudnienia na pełen etat (punkt IV) IFM PAN będzie podstawowym miejscem pracy w rozumieniu ustawy z dnia 20 lipca 2018 r. Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce (Dz. U. z 2018 r. poz. 1668 ze zm.) – Załącznik nr 2; Dokumenty wydane w języku innym niż polski lub angielski powinny być przetłumaczone na język polski lub angielski. XI. Sposób nadsyłania ofert: Zgłoszenia z adnotacją „Konkurs na stanowisko profesora instytutu w Zakładzie Fizyki Niskich Temperatur, Materiałów i Technologii Kwantowych – ZN4 – nr 1/2026” należy przesłać pocztą tradycyjną na adres IFM PAN lub pocztą elektroniczną na adres e-mail: director@ifmpan.poznan.pl Dodatkowych informacji udziela: Kierownik Zakładu Fizyki Niskich Temperatur, Materiałów i Technologii Kwantowych dr hab. Maria Augustyniak-Jabłokow, prof. IFM PAN adres e-mail: maria.augustyniak@ifmpan.poznan.pl XII. Kryteria kwalifikacji:
dorobek naukowy po uzyskaniu stopnia doktora habilitowanego, tym i) osiągnięcia naukowe w zakresie badań teoretycznych dotyczących transportu spinowego i ładunkowego oraz właściwości topologicznych materii skondensowanej, ii) znajomość metod teorii pola opartych na formalizmie funkcji Greena oraz technik diagramowych;
kierowanie badaniami naukowymi lub pracami rozwojowymi finansowanymi w trybie konkursowym (projekty);
uczestnictwo w procesie rozwoju kadry naukowej;
aktywność dydaktyczna;
odbyte staże i wizyty badawcze w ośrodkach zagranicznych. XIII. Przebieg procesu kwalifikacji: 1) Konkurs podań o pracę; 2) Możliwa rozmowa kwalifikacyjna (na miejscu lub wideokonferencja) z najlepszymi kandydatami. Oceny i wyboru kandydata dokona Komisja Konkursowa powołana przez Dyrektora Instytutu Fizyki Molekularnej Polskiej Akademii Nauk. Kandydat negatywnie zaopiniowany przez Komisję Konkursową ma możliwość odwołania się od wyników oceny do Dyrektora Instytutu w ciągu 7 dni
Popularne powiedzenie mówi, że czas to pieniądz. Jest dziedzina, w której to powiedzenie jest szczególnie prawdziwe. Jest to high-tech. Wyścig technologiczny jest bezlitosny- winner takes it all.
Gdyby Bill Gates spóźnił się ze swoimi windowsami, to nie Microsoft byłby jedną z najbogatszych firm na świecie.
Niestety, ludziom finansującym badania w Polsce i Europie nie śpieszy się. Ważniejsze od czasu są duperele, na przykład, gender issue w grancie dotyczącym opracowania nowego typu tranzystora.
Pamiętam, jak 4 lata temu złożyłem wniosek o zakup nowego reaktora dla mojego Instytutu. Po dwóch latach wniosek został zaakceptowany. Po trzech latach dowiedziałem się, że jednak nie został.
Pamiętam, jak przed covidem odwiedziłem Chiny, gdzie pokazywali mi pusty plac i mówili, że tu ma być laboratorium 10 tys m2, ma w nim pracować 500 osób, i ma kosztować wraz z wyposażeniem ok. 2 mld USD. Po 3 latach znowu tam przyjechałem. Laboratorium od roku działało. Ile by to zajęło w Polsce? Oceniam na lat 10.
PiS+Nawrocki+Braun+Konfa to opcja proputinowska i antyeuropejska. KO+PSL+Lewica+PL2050 to opcja proeuropejska.
Tertium non datur. Albo, albo, Polaku. Albo chcesz być być razem z Putinem i Łukaszenką, albo chcesz być w Europie.
Mam nadzieję, że Węgrzy będą w stanie przypilnować wyborów i nie dopuścić do machlojek na rzecz Orbana. Nie wykluczam jednak czarnego scenariusza, że Węgry będą miały wojnę domową po oszustwach wyborczych. Zobaczymy.
Na razie mamy żenującą wizytę polskiego prezydenta u Orbana. Może warto, żeby premier Tusk odwiedził Magyara?
Jest rok 1984. Nasz mały Lesio ma niecałe 4 lata. Mieszkamy na 2 piętrze. „Lesiu, skocz po Życie Warszawy do kiosku”- prosimy i dajemy Mu „rybaka”, czyli 5 zł. Lesio wsiada na swój trzykołowy plastikowy rowerek, jedzie do windy, zjeżdża na dół, jedzie do kiosku (jezdni nie trzeba było przejeżdżać), kupuje gazetę, wraca.
Jest rok 1985. Lesio zaczyna wyrzucać śmieci, ale już wtedy mieszkamy na 4 piętrze, więc windą trzeba było dłużej jechać.
Jest rok 1991. `Lesio ma 10 lat i jedzie ze mną do Triestu. Tam chodzi do szkoły, a w zasadzie jeździ autobusem. Sam. Pół godziny w jedną stronę. Na początku Lesio zna tylko dwa słowa: „permesso” „scusi”. Potem się fantastycznie włoskiego nauczy, ale na początku nic nie umiał.
Patrzę na moje Wnuki. Rodzicom do głowy nie przyjdzie, żeby 4-latka (-latkę) wysłać po zakupy, 5-latka (-latkę) wysłać windą ze śmieciami. 10-latki zaś nawet w Warszawie, gdzie mieszkają na stałe, same nie podróżują.
Mam wrażenie, że teraz zgłupiamy nasze Dzieci, jakbyśmy chcieli Je jak najdłużej w dzieciństwie utrzymywać.
Bardzo często moje wnioski grantowe, czy to w Polsce, czy w Europie, mają tak wynik:
„Fantastyczny, rewelacyjny pomysł, wnioskodawca wspaniały, projekt niezwykle istotny dla Europy. Miejsce w rankingu 23 na 250. Niezakwalifikowany do finansowania z braku środków”.
Finansowanych w tym przykładowym rozdaniu jest raptem 12 projektów, czyli ok. 5% złożonych wniosków. (typowy success rate obecnie).
Czy ma to sens?
Nie ma żadnego!
Dlaczego ta kwestia nie jest dyskutowana w mediach?
Zaręczam, że jest to sprawa ważniejsza niż 90% rzeczy, które są wałkowane w TVN24, czy innych stacjach informacyjnych.
Mimo paskudnej historii do Niemców czuję sympatię. Może dlatego, że moja prababcia była Niemką (Kristine Heidlinger), ale raczej dlatego, że mam w Niemczech wielu Znajomych i Przyjaciół.
Niemcy jednak przed 15 laty zaczęły zamykać elektrownie jądrowe decyzją pani kanclerz Angel Merkel. Zaczęły zamykać w 2011, a ostatnią elektrownię zamknęły trzy lata temu.
Teraz, podczas wojny na Bliskim Wschodzie, widać, jaka to była głupota, być może stymulowana przez Putina.
Dlatego apeluję do Niemiec: odtwórzcie swoje elektrownie jądrowe!!!!
Dawałem już ten przykład kilka razy, ale nie mam ciągle opinii na ten temat, więc powtarzam.
Wyobraźmy sobie, że gangster zamknął się z trojgiem małych dzieci. Mamy do wyboru: albo rzucić granat i zabić wszystkich, albo pozwolić gangsterowi uciec. Jak gangster ucieknie, to zabije później niewinnych ludzi. Może zabije jedną osobę, może 5, może 50.
Gdybyśmy wiedzieli na pewno, że zabije 50, to pewnie trzeba byłoby poświęcić te troje dzieci. Ale przy pięciu sprawa zaczyna być trudna do rozstrzygnięcia.
W Wietnamie Amerykanie zabili 2 miliony cywili, w Iraku kilkaset tysięcy. Czy warto było?
Teraz w Iranie, Libanie, a wcześniej w Gazie, żeby zabić jednego gangstera, trzeba zabić bardzo wielu niewinnych ludzi. Gdyby się ich nie zabiło, to mogliby oni zrobić krzywdę także niewinnym ludziom. Pytanie cały czas dotyczy bilansu.
Mieliśmy w historii gangstera Jaruzelskiego. Gdyby w grudniu roku 1981 Amerykanie zbombardowali Warszawę zabijając Jaruzela razem z Kiszczakiem przy okazji zabijając 1000 ludzi, to czy dalej byśmy traktowali Amerykę jako przyjaciół?
Pamiętam takie pytanie: „Czy Bóg wszechmogący może stworzyć kamień, którego nie może podnieść?”
Tak mi się przypomniało, bo sytuacja z Trybunałem Konstytucyjnym jest podobna:
10 lat temu pisowy Sejm zmienił sposób wyboru sędziów do Trybunału Konstytucyjnego. Sposób ten był ewidentnie sprzeczny z Konstytucją, ale pozwolił PiSowi wprowadzić swoich do Trybunału.
Prezydent Nawrocki uniemożliwił proces naprawczy i teraz według dalej wadliwej ustawy Sejm z większością demokratyczną wybrał swoich sędziów, bo starym skończyła się kadencja.
PiSowi i Nawrockiemu nowi sędziowie się nie podobają, więc zaskarżyli do Trybunału, że ustawa, którą sami wprowadzili, jest niezgodna z Konstytucją.
Jeżeli Trybunał stwierdzi niezgodność, to będzie oznaczało, że przez 10 lat działał nielegalnie. Czy wtedy kasę sędziowie oddadzą?
Logika w stylu: „Jan zawsze kłamie. Jak powie: „Ja zawsze kłamię”, to jest prawda, czy kłamstwo?”
Po wyborze Czarnka na kandydata na prezydenta oraz po weto-sreto zrobiono sondaż:
PO: 25%
PiS: 20%
Konfa: 15%
Braun: 15%
Lewica 3%
Razem: 3%
PSL: 1%
Polska 2050: 1%
Wygląda koszmarnie?
Ano tak, ale na szczęście jest to tylko mój mało dowcipny dowcip.
Co miał ten dowcip ilustrować?
Ano to, że popularność różnych partii ma się nijak do tego, co te partie opowiadają. Czy naprawdę wyborcy Brauna chcą koalicji z Rosją? Czy naprawdę wyborcy Mentzena chcą państwa wyznaniowego? Czy naprawdę wyborcy PiSu godzą się na rozkradanie unijnych pieniędzy?
Dyskusja SAFE czy SAFE 0% jest w zasadzie dyskusją na temat: Związek Białorusi, Rosji i Polski czy Zjednoczone Stany Europy? Tertium non datur. Nie ma jakiejś trzeciej drogi. Europa Ojczyzn to pomysł całkowicie nierealny w momencie, kiedy na świecie są Chiny, jest USA, jest Rosja. Nawet Niemcy, nawet Francja, nie są w stanie konkurować gospodarczo, czy militarnie, z tymi trzema krajami. Jedynie Zjednoczone Stany Europy mają sens.
No, chyba, że chcemy być w ZBiRPolu.
Czy jesteśmy w stanie wytłumaczyć polskim Wyborcom, że głosując na PiS z Konfederacjami de facto głosujemy za ZBiRPolem? W wyborach 2027 wybierzemy: Zachód czy Wschód?
Przeraża mnie fakt, że 50% Polaków popiera polityków, których działania są ewidentnie proputinowskie.
Kiedyś proponowałem, żeby do debaty publicznej wprowadzić „test Putina”, zastanawiając się, na przykład, nad takimi kwestiami: – Czy Putin jest zadowolony z weta Nawrockiego? – Czy Putin jest zadowolony z fatalnego poziomu edukacji w Polsce? – Czy Putin jest zadowolony, jak PiS z Konfederacją chcą nam zafundować polexit? Itp.
Rok w rok z budżetu Polski leci ponad 150 mln zł na uczelnię katolicką. Czy ma to sens? Profesor KULu o pseudonimie „SrOZE” pięknie ilustruje głupotę Polaków finansujących uczelnię, która ma za patrona JPII, człowieka o kryminalnej przeszłości krycia pedofilów.
Można powiedzieć, że jaki patron, tacy absolwenci, ale co zrobić z 1100 szkół imienia JPII. Czy naprawdę Polakom to nie przeszkadza?
Minister Sikorski stwierdził, że Przemysław Czarnek jest świetnym kandydatem na premiera Afganistanu, ale podobno nawet na ten kraj jest zbyt radykalny. 🙂
Do liceum chodziłem w czasach komunistycznych. Mieliśmy nauczycielkę historii, która była wredną partyjną babą. Kiedy uczyliśmy się o wieku XVIII, mieliśmy przekaz, że król Leszczyński był głupi, bo chciał współpracować ze Szwedami, a król August II mądry, bo kolaborował z Rosją. Uniosłem się honorem i wrzasnąłem: „To nieprawda!”. Klasa zamarła, bo babie nikt nigdy tak nie powiedział. Baba się zdziwiła i spytała, dlaczego tak uważam.
-Ano, bo gdyby Leszczyński wygrał, to byśmy jeździli Volvo, a tak mamy Łady i Moskwicze.
Wszyscy się zaczęli śmiać, a baba udała, że to tylko dowcip.
Dzisiaj Szwecja jest coraz bliższym naszym przyjacielem. Bardzo dobrze, bo od tego kraju możemy się sporo nauczyć. Na przykład, jak tworzyć high-tech. Broń od Szwecji też lepiej kupować niż od Amerykanów.
Jednak przyjaźń nie powinna zwolnić nas od żądań zwrotu dóbr zrabowanych przez Szwedów w Polsce. Byłem w muzeum w Sztokholmie, i… tłumaczyłem znajomym Szwedom napisy po polsku na różnych obrazach, szkatułkach i innych artefaktach.
W ostatniej Polityce profesor Jan Hartman pisze tak:
„Nowa Partia (nazwijmy ją sobie roboczo w taki sposób) jest potrzebna, lecz nie jako „alternatywa”, czy przybudówka, lecz jako nowa siła polityczna, z którą mogłaby się identyfikować klasa średnia”.
Cały felieton jest poświęcony uzasadnieniu powyższej tezy. Zgadzam się z Profesorem, ale…
Zawsze jest jakieś ale.
W tym wypadku: „…ale jest od kilku miesięcy taka partia, i to podobne się nazywająca, bo Nowa Polska”.
Pytanie, czy profesor Hartman i Poltyka o Niej nie słyszeli, czy specjalnie o Niej nie wspominają.
W pierwszym przypadku, to wstyd dla profesora i dla Polityki, bo wystarczy kliknąć w googlach „nowa partia”. W drugim przypadku, to bardzo bym chciał się dowiedzieć, dlaczego nie wspominają.
Miałem Dziadków, którzy mieszkali w Sopocie i często spędzałem tam wakacje. Babcia była urocza, grałem z Nią w różne gry logiczne, ale miała dość ostre zasady, jeżeli chodzi o używany język. Na przykład, nie mogliśmy używać słowa „śmierdzieć”, jako zbyt wulgarne.
Jako dziecko podwórka i boiska musiałem używać tam języka rynsztokowego, ale w domu nigdy żadnego wyrazu na „k”, czy „p” nigdy nie użyłem. Ani nikt inny z mojej Rodziny.
Jak miałem 14 lat, moja Babcia odeszła, a Dziadek zamieszkał z moim Wujkiem i Jego Rodziną w Bydgoszczy. Stamtąd Dziadek na miesiąc pojechał do sanatorium w Polanicy. Okazało się, że w całej Rodzinie nie ma komu Dziadka przywieźć i ja zostałem wydelegowany, abym to zrobił. Miałem wtedy lat 17.
Wyobrażałem sobie, że w sanatorium ludzie się leczą, czytają książki, dyskutują o teatrze i wystawach, zastanawiają się nad pochodzeniem zasad moralnych.
Myliłem się! Zastałem Dziadka w otoczeniu kilku kobitek o 30 lat młodszych od Niego, pili wino, i śpiewali: „Jedna baba drugiej babie wsadziła do p…zdy grabie. Baba wrzeszczy, a stylisko w p..zdzie trzeszczy. A chachary żyją, wódę z nami piją!”
Tak szczęśliwego Dziadka nigdy wcześniej ani później nie widziałem.
No dobrze, a co ma to wspólnego z nominatem Czarnkiem?
Ano tylko to, że ja sobie przypominam mój wyjazd do Polanicy w sytuacjach naprawdę przygnębiających.
Benzyna po 7 zł? A może po 8? Niemożliwe? A jednak może się tak zdarzyć.
Mam ciągle przed oczami idiotów z Sejmu, skandujących „Donald Trump! Donald Trump”. Ciekawe, czy dzisiaj też mają ochotę tak skandować?
Za chwilę ludzie w Niemczech, podburzani przez AfD, Francji, podburzani przez FN, czy Polsce, podburzani przez Konfę powiedzą tak: „Znieśmy embargo na ropę z Rosji i znowu będzie benzyna po ludzkiej cenie”. Embargo zostanie zniesione, Putin będzie miał kasę na wojnę z Ukrainą, pokona Ją, a potem i nas łyknie mianując Brauna pierwszym sekretarzem.
Wyobraźmy sobie, że Iga Świątek za jedyną formę treningu miałaby 2 lekcje wuefu w tygodniu. Albo Robert Lewandowski, który w piłkę za młodu grałby tylko na tych lekcjach wuefu. Oczywiście, wówczas żadnego mistrzostwa by nie osiągnęli.
Rozumiemy doskonale, że wychowanie mistrza sportowego wymaga specjalnego podejścia: selekcji, morderczych treningów po kilka godzin dziennie (pływacy trenują co najmniej 2 razy dziennie po 2-3 godziny), specjalnych diet, współpracy z psychologami, indywidualnego podejścia.
Rozumiemy sport, to dlaczego nie rozumiemy, że wychowanie mistrza świata w fizyce kwantowej, w elektronice, w medycynie, itd., także wymaga podobnego podejścia.
Świat przyszłości wymagać będzie pewnej liczby naukowych mistrzów świata, którzy będą mądrzejsi od AI i którzy będą potrafili stworzyć urządzenia, o jakich nam się jeszcze nie śniło. Którzy sięgną po energię wirtualnych cząstek próżni, którzy wyeliminują zachorowania na raka, którzy sięgną po ciemną materię i energię.
Który kraj nie będzie miał naukowych mistrzów świata, po prostu przegra.
Dlatego musimy zacząć „hodować” naukowych mistrzów świata.
Od najmłodszych lat powinniśmy umieć wyselekcjonować 10% najbardziej uzdolnionych dzieci i zapewnić im indywidualne nauczanie, najlepiej przy udziale naukowców w uniwersytetów i instytutów PAN.
Przykładowo, moja praca naukowa w 60% to „metanauka”- pisanie wniosków grantowych, pisanie raportów, tłumaczenie biurokratom, dlaczego wydałem 2400 Eur na jakiś materiał, a zaplanowałem tylko 1500. Gdybym mógł te 60% marnowanego czasu poświęcić na opiekę nad jakimś geniuszem matematyczno-fizycznym, to jeszcze przed maturą znałby fizykę lepiej niż obecni doktoranci. A ja, przy okazji, też bym skorzystał, bo uczenie (ukierunkowywanie) geniusza jest wielkim wyzwaniem intelektualnym.
Oczywiście, edukacja mistrzów indywidualna byłaby także na studiach, najpierw magisterskich, potem doktoranckich.
Ktoś może powiedzieć, że to byłaby dyskryminacja mniej uzdolnionych uczniów. IMHO, to taka sama dyskryminacja, jak selekcja przy wybieraniu do szkółek piłkarskich. Jeden człowiek ma predyspozycje sportowe, inny intelektualne. Chodzi o to, żeby społeczeństwo z tych predyspozycji mogło skorzystać.
Zadłużenie Polski wynosi około 1800 mld zł, co kosztuje nas rocznie ok. 100 mld zł. Dzisiaj się okazało, że pan Glapiński ma luźną kasę, z której chce sfinansować SAFE 0%. Dlaczego tej kasy nie użył na sfinansowanie 500+ obniiżając zadłużenie, czy na zwiększenie pensji nauczycieli, czy naukowców, czyli społecznie rzeczy najważniejsze?
Nie zużył, bo nie ma prawa. Ta jego kasa ma być na wypadek, gdyby trzeba było stabilizować wartość złotówki.
Tak samo nie ma prawa zużyć jej na zbrojenia.
Ciekaw jestem, czy „ciemny lud kupi” te ściemy prowadzące do zawetowania projektu SAFE?
Kiedyś śmiano się z premiera Tuska, że propaguje filozofię „ciepłej wody w kranie”. Śmiałem się i ja, ale ostatnie dwa miesiące nie mieliśmy ani ciepłej wody w kranie, ani ogrzewania. Zepsuł się nam piecyk gazowy, a instalacja nowego się przeciągała, bo na dachu leżał śnieg, a oprócz piecyka trzeba było wymienić przewód kominowy. Nie dziwię się Instalatorowi, że bał się na dach wejść, bo i ja bym nie wszedł.
Wczoraj można było piecyk zainstalować, i mamy ogrzewanie i ciepłą wodę w kranach.
Oczywiście, brak piecyka nie był jakoś straszliwie dokuczliwy, bo grzaliśmy kominkiem (spaliliśmy 3 m³ drewna) i prądem. Ciepłą wodę do mycia i zmywania grzaliśmy na kuchence.
Wczoraj napuściłem wody do wanny i spędziłem w niej sporo czasu, ciesząc się ciepłą wodą w kranie. W wannie tej doszedłem jednak do wniosku przeciwnego: CIEPŁA WODA W KRANIE NIE JEST WYSTARCZAJĄCA DO NASZEGO SZCZĘŚCIA!
Czego potrzeba oprócz tego?
Ano potrzeba naszych sukcesów, na przykład, umiejętności przepłynięcia kilometra w czasie pół godziny, albo zrozumienia fenomenu kota Schroedingera. Fantastycznym pomysłem jest wyhodowanie pięknych roślin, czy zbudowanie fontanny. Można namalować obraz, albo nauczyć się grać na skrzypcach sonaty Mozarta.
Można też podpierać się sukcesami innych, na przykład, Lewandowskiego, czy Igi Świątek, ale nasze własne sukcesy są ważniejsze.
We are delighted to invite you to join us as a Speaker at the International Conference on the Future of Nursing and Midwifery 2026, scheduled to be held from May 04–06, 2026, in Rome, Italy.
We have reviewed your professional background and research expertise, which align closely with the conference themes. We believe your contribution would add significant value to the discussions and inspire professionals from around the world.
This global event will bring together leading nursing researchers, academicians, and healthcare experts to share knowledge, innovations, and best practices shaping the future of nursing and midwifery.