Wyróżnione

Bezpłciowe życie

strawberry | Description, Cultivation, Species, & Facts | Britannica

Od tygodnia kupuję codziennie truskawki. Wyglądają pięknie- dorodne, czerwone. Niestety, wszystkie smakują tak samo. To znaczy w ogóle nie smakują.

Współczuję Młodym Ludziom, bo Oni pewnie sobie wyobrażają, że truskawki właśnie tak smakują, czyli nie smakują. Ja jednak, człowiek nie tylko wiekowy, ale i działkowiec, wiem, że truskawki mogą być naprawdę pyszne.

Truskawki to oczywiście mały szczegół w naszym życiu, ale zastanawiam się, czy przypadkiem nie symboliczny? Czy nie stworzyliśmy świata, gdzie wszystko się błyszczy, miga, pięknie wygląda, ale jest jakieś bezpłciowe?

Pomyślmy o naszych Dzieciach, o naszych Wnukach. Zastanówmy się, co zrobić, żeby ich celem życia przestało być pukanie w tablety i smartfony.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Głupkowaci (a może wredni?) recenzenci

March for Science – Berita, Riset, dan Analisis – The Conversation – laman 1

Są rzeczy, które mnie tak wnerwiają, że mam ochotę zastąpić wyraz „wnerwiają” bardziej adekwatnym, acz wulgarnym.

Jedną z takich rzeczy jest odrzucanie wniosków grantowych moich młodych Współpracowników z powodu „braku doświadczenia w realizacji grantów naukowych”. Do k…y nędzy, jak ją mają zdobyć, jak ich wnioski są odrzucane z powodu tego, że jeszcze żadnego grantu nie realizowali. Jak pojawia się taki zarzut w stosunku do naukowca 50-letniego, to ok, ale jak ma 30, czy 35 lat?

Ludzie nie dostają grantu, bo nie realizowali wcześniej żadnego grantu, a nie realizowali, bo nie dostali, a nie dostali, bo nie realizowali… Paragraf 22

Przypominam Wszystkim- w instytucie PANowskim, w którym pracuję, mamy finansowania statutowego około 2,5 tys zł na osobę brutto. Z tego musielibyśmy opłacić pensje, materiały, konferencje, itp., gdybyśmy nie mieli pieniędzy z grantów (ok. 4 razy więcej niż finansowanie statutowe). System taki jest chory, ale jakoś nikt nie kwapi się, żeby to zmienić.

Póki co musimy więc starać się o granty. Bazowanie na starych profesorach (jak ja) nie jest działaniem perspektywicznym. Grantami powinni zacząć kierować młodsi.

Dlatego, jak widzę w recenzji zarzut, że wnioskodawca grantu nie ma doświadczenia w kierowaniu grantami, to zastanawiam się, czy recenzent jest głupkowaty, czy po prostu wredny.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Polska setka innowacyjnych technologii

How are the industries innovating thanks to technology

Zupełnie przypadkiem się dowiedziałem, że Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii przygotowało listę 100 najbardziej innowacyjnych polskich technologii, które będzie wspierać. Bardzo mi się to podoba- powinniśmy postawić na najlepszych, bo nie stać nas na rozsmarowywanie pieniędzy na B+R (badania i rozwój) po wszystkim, co się bada.

Problem jednak w tym, że te 100 technologii zostało wybranych na podstawie patentów i publikacji z ostatnich 10 lat. Bez jakichkolwiek konsultacji z zainteresowanymi naukowcami i technologami.

Wynajęta firma, nie mająca pojęcia o tym, co ważne w technologii będzie za 10 lat, analizowała dane internetowe i wybrała te 100 technologii. IMHO, praca ta nie tylko była bez sensu, ale i jest wyjątkowo szkodliwa, bo wybór przyszłościowych technologii to nie szukanie danych w internecie, ale przede wszystkim rozmowy z fachowcami w Polsce i na świecie.

Prawdopodobnie za swoją pracę firma konsultingowa wzięła kilkaset tysięcy złotych, podczas gdy naprawdę rzetelny wybór tej setki spośród kilku tysięcy technologii oceniałbym na miliard.

Warto, żeby dziennikarze zaczęli się tym tematem interesować, bo jest naprawdę ważny.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Doktoranci

Amazon.com: Gift For Phd Student, Phd Student Gift, Phd Student Mug, Phd  Mug, Phd Student Gift Ideas, Phd Student Gifts, Mugs For Phd Student, Phd  Gift,Thanksgiving Day Gifts,Christmas Gift-11 Oz: Kitchen &

Jan Zamoyski tak mawiał: „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie„. Ja bym powiedział dzisiaj: „Takie będą Rzeczypospolite, jakich mamy doktorantów”.

Doktorat to najwyższy stopień, jaki student może uzyskać. Jeżeli chce kontynuować karierę naukową, taki stopień musi uzyskać. Jeżeli chce pracować w innych dziedzinach (np., w przemyśle), to doktorat może wcześniej zrobić, ale nie musi.

W każdym razie, za 20, czy 30 lat naszą nauką będą zarządzali obecni doktoranci. Pytanie, jak to będzie wyglądać?

Ano marnie. Oglądam zgłoszenia na nasze studia doktoranckie w Instytutach PANowskich z dziedziny fizyki, chemii i biologii. Na ostatni konkurs zgłosiło się 15 kandydatów. Jest jeden Polak, ale 45 letni. Doktorat powinien był zrobić kilkanaście lat temu. Reszta kandydatów to Hindusi, Pakistańczycy, Ghańczycy. Nie mam nic przeciwko obcokrajowcom, ale wolałbym Chińczyka, albo Koreańczyka. Niestety, ci do Polski nie przyjadą. Są wystarczająco dobrzy na wyższą półkę uniwersytetów USA, Anglii, czy Niemiec.

Jestem absolutnie pewny, że nawet jeżeli przyjmiemy Pakistańczyka na studia doktoranckie, to on zaraz po obronie doktoratu wyjedzie do kraju, gdzie naukowcom płacą kilka razy więcej niż w Polsce. Zainwestujemy czas i pieniądze w jego wykształcenie tylko po to, żeby Niemcy, czy USA, miały z tego korzyść.

Najwyższy czas odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chcemy, żeby w Polsce za lat 20-30 prowadzone były badania naukowe na najwyższym poziomie. Moi Doktoranci będą mieli wtedy już wiek emerytalny- ważne wtedy będzie pokolenie następne.

Problemy świata nauki nie są wewnętrznym problemem naukowców. Są problemami dotykającymi każdego Polaka, bo bez nauki na najwyższym poziomie będziemy biedę klepać po wsze czasy. Dobrze sobie to uświadomić.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Słodkie Fijołki

Kiedyś Sława Przybylska śpiewała: „Słodkie fijołki, słodsze niż wszystkie róże…”.

Róża Thun odeszła z KO, więc faktycznie za słodka nie jest.

W naszym hymnie śpiewamy też: „Dał nam przykład Rzeszów, jak zwyciężać mamy”.

Zwycięstwo Konrada Fijołka bardzo cieszy i pokazuje, jak ważne jest zjednoczenie Opozycji. Ale Polska 2031 nie byłaby Polską 2031, gdyby w beczce słodyczy fijołkowej nie znalazła łyżeczki dziegciu. A w tym przypadku to nawet nie łyżyczka, ale całkiem spora chochla.

Ta chochla to frekwencja w rzeszowskich wyborach- 54%. Polska po 6 latach rządów Zjednoczonej Prawicy staje się naprawdę ruiną, zarówno gospodarczą, jak i moralną, nie mówiąc o tragedii geopolitycznej i coraz szybszym marszu z Zachodu na Wschód. 46% Rzeszowian ma to w głębokim poważaniu.

Dlatego cieszę się ze zwycięstwa w Rzeszowie, mam nadzieję, że politycy opozycyjni wyciągną odpowiednie wnioski, ale nie możemy zapominać o tych niegłosujących, bo oni też w pewien sposób głosują.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Gdzie nepotyzm nie sięga

Paulo Sousa już w Polsce. Kiedy odbędzie się konferencja selekcjonera? -  piłka nożna | Eurosport w TVN24

Mamy znowu kraj a’la PRL, gdzie stanowiska w stadninach, orlenach, sądach, kopalniach, szkołach, instytutach, itp. dostaje się nie za kompetencje, a za bliskość rodzinną i mentalną do rządzących. Jest jednak jedna bardzo dobrze płatna posada, której Zjednoczona Prawica nie ośmiela się ruszyć.

JEST TO POSADA SELEKCJONERA NASZEJ REPREZENTACJI PIŁKARSKIEJ.

Wyboru tego trenera dokonuje Zbigniew Boniek, fachowiec od piłki nożnej, którego Polski Związek Piłki Nożnej powołał na prezesa (kadencja Mu się skończy niedługo).

Dlaczego prezes Kaczyński nie ośmiela się powołać na stanowisko selekcjonera polskiej reprezentacji syna pani Szydło, albo wujka Kai Godek? Ano dlatego, że pracą i wynikami tego selekcjonera interesuje się co najmniej 10 milionów wyborców. Gdyby PiS nominował kogoś niekompetentnego na to stanowisko, to po pierwszym przegranym meczu (a o to nietrudno!) nastąpiłby upadek rządu i koniec PiSu po wsze czasy.

Przykre, że Polaków interesuje piłka nożna, a nie interesuje los Orlenu, los KGHMu, los Sieci Łukasiewicz, los LOTu, los stadnin, lotnisk, szkół, i … mógłbym tak wymieniać do jutra.

A tak przy okazji to jutro gramy pierwszy mecz ze Słowacją na Euro2020. Mam nadzieję, że wygramy, ale nawet jeżeli przegramy, to do Bońka nie będę miał pretensji. Paulo Sousa to niezły trener, ale meczy nie wygrywa się samym trenerem.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Czołg, czy zbiornik?

Why Everyone Hates Think Tanks

Think tank na polski można tłumaczyć, jako zbiornik myślenia, albo jako czołg myślenia. Oczywiście, wszyscy rozumieją to jako zbiornik, ale ja wolę to drugie tłumaczenie.

Mamy w Polsce bardzo wiele think-tanków, ale mam wrażenie, że myśli tam stworzone są zamknięte w tych zbiornikach i nic z nich (tych myśli) nie wynika. Co zrobić, żeby myśli liberalne rozbiły, jak czołg, socjalistyczno-klerykalny świat, który sobie w Polsce samobójczo tworzymy?

Nie jest to łatwe w sytuacji, kiedy idee liberalne (w gospodarce i w światopoglądzie) podobają się pewnie raptem około 10 procentom naszych Rodaków.

Zobaczmy think-tank Liberte (https://liberte.pl/), zarządzany przez Leszka Jażdżewskiego. Często czytam artykuły z tej strony, ale, niestety, najczęściej są one potwornie nudne, a jak dla mnie jest coś nudne, to już naprawdę jest nudne. W tym przypadku, jest to wyłącznie zbiornik myślenia, nie mający nic z czołgu.

Niedawno został założony think-tank Instytut Myśli Liberalnej (https://instytutmysliliberalnej.pl/). Będę tam posyłał moje najciekawsze teksty, które, mam nadzieję, znajdą jeszcze większą liczbę Czytelników, niż na stronach Polski 2031.

Problem jednak w tym, że nie chodzi o to, żeby teksty przeczytało 10 tysięcy osób, czy nawet 100 tysięcy. Chodzi o to, żeby teksty IML czytało kilka milionów Czytelników, którzy staną się Wyborcami partii o najbardziej liberalnym programie.

Czy mam pomysł, jak do tego doprowadzić? Mam, ale chętnie się dowiem, czy może Wy macie jakieś ciekawe pomysły?

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Molestowanie?

Oskarżony o molestowanie arcybiskup Paetz może znowu wyświęcać księży  (ZDJĘCIA) - Super Express - wiadomości, polityka, sport

Jednym z najpaskudniejszych przestępstw jest pedofilia. Myślę, że gdybym się dowiedział, że moje Dziecko, czy Wnusio, zostało zaatakowane przez takiego zboczeńca, to obciął bym mu narzędzie zbrodni nawet za cenę pójścia do mamra. Ukrywanie pedofilii jest równie wstrętne i wielokrotnie pisałem, że każdy, kto chociaż złotówkę przekazał na Kościół, albo zagłosował na tych, co pieniądze do Kościoła transferują, to jest moralnie odpowiedzialny za molestowanie setek, a może i tysięcy, dzieci na całym świecie.

Natomiast zupełnie nie potrafię obudzić w sobie nawet krzty współczucia dla molestowanych kleryków. Niedawno w TVN 24 taką aferę raportowali. Ja jednak bym spytał tych kleryków, czy nie wiedzieli do jakiej organizacji przystępują? Czy nic o tym nie czytali?

Pamiętam, jak byłem zbulwersowany postawą młodego wojska służby zasadniczej. Mówili tak: „Przez pierwszy rok dostajemy wpi…ol od starego wojska, ale za to w drugim roku my damy wpi…ol młodemu wojsku (czyli kotom)”. Nie chciało mi się to w głowie pomieścić, ale ja w ogóle nie znam się na psychologii suwerena. Być może klerycy idąc do Kościoła, też mają taki pomysł na życie: „Najpierw nas będą molestować, ale potem my będziemy”. Być może jednak zorientowali się, że następnej generacji kleryków do molestowania już nie będzie, i zaczęli akcję wykańczania starego kleru.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Solidarność do dudy

Warszawa: Odsłonięto pomnik Solidarności. Swietłana Cichanouska wzięła  udział w uroczystości - Wydarzenia w INTERIA.PL

Prawdziwa Solidarność to 10 milionów Polaków, którzy mieli dość biedy komunistycznej. Był to ruch, który wstrząsnął Układem Warszawskim. Z niewielu rzeczy możemy być dumni w naszej historii, ale z Solidarności możemy. Ten Ruch doprowadził do upadku komuny, mimo brutalnego stanu wojennego na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku.

Moglibyśmy z Solidarności uczynić miłe wspomnienie z lat młodzieńczych, symbol walki o wolność. Moglibyśmy, gdyby nie cholerny Duda, który prawem kaduka jest szefem obecnej Solidarności. Kaduka, bo nikt 10 milionów nie spytał, czy chcą, żeby ktoś taki, jak Duda, mienił się spadkobiercą naszej Solidarności.

Myślę, że Lech Wałęsa powinien poważnie porozmawiał z prawnikami, czy nie ma drogi prawnej do odebrania nazwy Solidarność związkowi zawodowemu, który nie ma nic wspólnego z ideami prawdziwej Solidarności sprzed lat.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Drogowy duralex

Bezsensowne znaki drogowe: czy to zawsze efekt błędu drogowców?

Dura lex sed lex, czyli twarde prawo, ale prawo. Ale co zrobić, gdy lex jest male (chore, złe)?

Nasi wspaniali Posłowie ciągle obniżają dozwolone prędkości na drogach i serwują nam wyższe kary za przekraczanie prędkości w ruchu drogowym. Pytam Was, Posłowie, czy Wy naprawdę nie czytacie tego, co piszę od kilkunastu lat z częstotliwością kilka razy na rok?

Przykro mi powtarzać w kółko i to samo, ale dopóki ktoś w Sejmie nie zrozumie absurdu naszego prawa drogowego, będę z uporem maniaka to robił.

Jaki to absurd?

Absurdem jest jednakowe ograniczenie prędkości dla samochodów osobowych i tirów. Droga hamowania tych drugich jest znacznie dłuższa i np., jest taka sama dla tira jadącego 90 km/h, co samochodu osobowego jadącego 110-120 km/h.

Dlatego kiedy widzę ograniczenie na autostradzie do 90 km/h rozumiem, że mogę jechać o 20-30 km/h szybciej i będzie to bezpieczne, bo przecież znak został postawiony nie tylko dla samochodów osobowych, ale i dla tirów. Jeżeli ja mam jechać 90 km/h, to tiry muszą jechać 70 km/h.

Sprawa jest tak ewidentna, że aż głupio o tym pisać. To tak, jakby ktoś zawody w boksie organizował w jednej kategorii wagowej: facet 120-kilowy walczyłby z juniorem ważącym 40 kg.

Na absurd jednakowego ograniczenia prędkości dla samochodów osobowych i tirów nakładają się lokalne absurdalne ograniczenia, którymi już nie zawiaduje Sejm, tylko inne urzędy. Jak jestem w Niemczech, to wiem, że ograniczenie prędkości ma uzasadnienie. W Polsce znaki ograniczenia prędkości są stawiane w sposób co najmniej dziwny. Często znak 50 km/h jest reliktem czasów, kiedy droga była w przebudowie, a w innych miejscach ma służyć jedynie zasilaniu mandatami Urzędu Gminy.

Bezsensowne ograniczenia prędkości wcale nie poprawiają bezpieczeństwa, bo uczą, że prawo może być bezsensowne. Dodatkowo, Ustawodawcy też powinni umieć analizować profity Polski w skali globalnej.

Przykładowo, jeżeli Ich działania (np., ograniczania prędkości) spowodują, że dziennie zginie 5 osób mniej, a 20 mln kierowców i pasażerów straci po 10 min., to się Polsce opłaca, czy nie? Otóż 10 min. statystycznego Polaka warte jest ok. 3 zł. Czyli 20 mln razy 3 zł daje 60 milionów złotych, za które można uratować kilkudziesięciu pacjentów naszych niedoinewstowanych szpitali. Tego rodzaju kalkulacje nasi Posłowie powinni wykonywać. Sądząc jednak po jednolitych ograniczeniach prędkości dla tirów i samochodów osobowych, zdolność takiego myślenia w naszym Sejmie (i nie tylko w naszym!!!) jest znikoma.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Instytut Myśli Liberalnej

Ryszard Petru założył nowy think-tank: Instytut Myśli Liberalnej. Idea bardzo mi odpowiada, profil liberalny takoż, więc może dojdzie do współpracy. Nie byłbym jednak sobą, gdybym się nie przyczepił do tego, co jest napisane na stronie IMLu dotyczące edukacji:

To dyrektorzy szkół, nauczyciele, rodzice, a nie urzędnicy w kuratorium, najlepiej wiedzą, czego i jak należy uczyć, by dać Polsce myślących, krytycznych i niezależnych obywateli.

Otóż nie zgadzam się z tym zdaniem. Co do rodziców, to oceniam, że 1% rozumie potrzebę nauczania przedmiotów ścisłych na poziomie choćby takim, jaki był 50 lat temu. Choćby, bo w wieku XXI stoimy przed dużo trudniejszymi wyzwaniami niż w wieku poprzednim. Rodzice przede wszystkim chcą mieć święty spokój z dziećmi, a każde podniesienie poziomu nauczania wywoła ich gwałtowny protest.

Co do dyrektorów szkół i nauczycieli, to konsultacja z nimi jest konieczna, ale wymaga wielkiej mądrości. Uczenie takie, jakie jest Polsce potrzebne, wymagałoby olbrzymiej edukacji na początek nauczycieli. Ilu nauczycieli fizyki umie uczyć podstaw fizyki kwantowej, albo potrafi wyjaśnić jak działa tranzystor? Podejrzewam, że 10%. Pozostałe 90% nauczycieli wymaga gruntownej edukacji. Ktoś mógłby powiedzieć, że to nic strasznego. Niestety, dla ludzi, którzy omijają lekturę Świata Nauki, samoedukacja to jest jednak coś strasznego.

Kto wobec tego powinien ustalać programy szkolne?

Oczywiście profesorowie politechnik i wydziałów przedmiotów ścisłych uniwersytetów. Mogą też doprosić profesorów PANu, czy szefów firm technologicznych.

Dlaczego tylko inżynierowie, fizycy, biolodzy, chemicy, geolodzy, mają decydować o całym programie nauczania, a nie historycy, poloniści, czy socjolodzy? Otóż ludzie z wykształceniem ścisłym nigdy nie dopuszczą do niskiego poziomu nauczania humanistyki, natomiast humaniści nie mają pojęcia, co jest ważne w przedmiotach ścisłych.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Kukiz-pożyteczny idiota?

Kukiz'15 się rozsypuje. PiS: Jeszcze nie zdecydowaliśmy, czy ich przejmiemy

Wyobraźmy sobie, że są wybory do Sejmu i taki jest rozkład głosów:

PiS 36%, Hołownia 18%, KO 16%, Lewica 10%, Konfederacja 6%, PSL 4%.

Rozkład miejsc w Sejmie byłby taki, jeżeli ordynacja byłby taka, jaka obowiązuje na dzisiaj:

PiS 205, Hołownia 104, KO 86, Lewica 43, Konfederacja 22.

PiS z Konfederacją nie mają większości. Mają 227 posłów, a potrzeba 231. Ale deal Kukiza z Kaczyńskim polega podobno na tym, że połowa posłów wybierana jest w JOWach (jednomandatowych okręgach wyborczych), a połowa proporcjonalnie (ewentualnie przy zachowaniu reguły Hondt’a).

W takiej sytuacji weźmy najpierw wyniki tej drugiej połowy. Oczywiście wystarczy podzielić poprzednie wyniki przez 2: PiS 103, Hołownia 52, KO 43, Lewica 21, Konfederacja 11.

Jakie wyniki mogłyby być w JOWach?

Ja bym oceniał tak:

PiS 120 posłów, KO 80 posłów, Hołownia 30 posłów. Nikt z innych partii.

Razem według nowej ordynacji kukizowo-kaczyńskiej byłoby:

PiS: 223, KO 123, Hołownia 83, Lewica 2, Konfederacja 11.

PiS z Konfederacją mają większość, bo mają 234 posłów.

Oczywiście, gdyby Hołownia, KO, Lewica i PSL wystawiłoby jedną listę i jednego kandydata w JOWach, to by mogli zdobyć większość nawet konstytucyjną. Ale na to się nie zanosi. Przy rozdrobnionej Opozycji kukizowe JOWy to niemal pewna wygrana PiSu.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Friday is the key

Do Rzeczy”: Tomasz Piątek i jego tajemnice. Co się kryje za atakiem na  Antoniego Macierewicza - infoWire.pl

Moją ulubioną książką z czasów nastoletnich była „Siła strachu” Alistaira MacLean’a. Po angielsku „Fear is the key”.

Teraz Tomasz Piątek jest kluczem do odsunięcia PiSu od rządzenia Polską.

Dziennikarz ten napisał kilka książek, z których wynika, że infiltracja agentury rosyjskiej sięga najważniejszych osób w naszym państwie. Wydawało mi się, że książki te będą dyskutowane w mediach, a osoby oskarżone o kolaborację z Rosjanami, podadzą Tomasza Piątka i i wydawnictwo do sądu. Nic takiego się nie stało. Książki przeczytało pewnie kilkadziesiąt tysięcy ludzi i tyle.

Donald Tusk kilka lat temu powiedział o scenariuszu pisanym cyrylicą. Tak powiedział, ale też z tego nic nie wynikło.

Wczoraj trochę żartobliwie przedstawiłem pomysł, żeby Donald Tusk zaskarżył książki i artykuły Tomasza Piątka do sądu. Tak mi przyszło do głowy, ale im dłużej nad tym myślę, to utwierdzam się w przekonaniu, że tak właśnie powinien Tusk zrobić.

Samo pojawienie się byłego Premiera nic nie zmieni. Platforma nadal będzie miała 10% poparcia. Jeżeli Tusk chce wygrać, musi zrobić coś spektakularnego. Programem „lepiej, żeby ludzie byli zdrowi, bogaci, piękni i mądrzy, niż żeby byli chorzy, biedni, brzydcy i głupi” daleko się nie zajedzie.

Wyobraźmy sobie sytuację, że Donald Tusk podaje Tomasza Piątka do sądu. Rozpoczyna się dyskusja w mediach, dlaczego. Książki Piątka czyta wtedy kilka milionów Polaków i to już jest pierwszy sukces. Ziobro i Kaczyński mają wielki dylemat, co zrobić. Nie skierują sprawy do sądu, to ludzie powiedzą, że boją się ujawnienia prawdy, która jest w książkach „Morawiecki i jego tajemnice”, „Macierewicz i jego tajemnice”, i w wielu artykułach (ostatni w Nesweeku nt. kontaktów Jarosława Kaczyńskiego z agentem radzieckim przed 30 laty). Jeżeli rozprawa sądowa się odbywa, to Piątek z Tuskiem żądają transmisji telewizyjnej. Ziobro się nie godzi- traci punkty. Godzi się- traci jeszcze więcej. Sąd stwierdza, że książki Piątka zawierają pomówienia i skazuje Piątka na więzienie, a także każe spalić Jego książki- wszyscy komentują: „po to robili reformę sądownictwa, żeby sobie krzywdy nie dać zrobić”. Sąd stwierdza, że książki Piątka zawierają prawdę- PiS ma 5% poparcia.

Obecna polityka Zjednoczonej Prawicy jest niezwykle niebezpieczna dla naszego kraju, bo zmierza do wepchnięcia nas z powrotem w łapy rosyjskiego niedźwiedzia. Niestety, do Polaków to nie dociera. Dlatego dobrze byłoby, gdyby Donald Tusk raz posłuchał, co Mu Polska 2031 radzi.

A jak ktoś nie czytał „Fear is the key”, niech przeczyta. Najlepiej po angielsku, bo tłumaczenie nie było za dobre.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Sen o Tusku

Donald Tusk: Szantaż weta zawiódł - Unia Europejska - rp.pl

Miałem sen, a w tym śnie przyszedł do mnie Donald Tusk i powiedział:

  • Nie mogę już patrzeć, co się w naszym kraju dzieje. Wracam do polskiej polityki, tylko proszę, poradź mi, Polsko 2031, jak wygrać z PiSem.

We śnie jestem ze wszystkimi na ty, więc powiedziałem:

  • Donek, musisz złożyć doniesienie do prokuratury Ziobry na Tomasza Piątka, który w swoich książkach i artykułach twierdzi, że Macierewicz, Morawiecki, Kaczyński mieli kontakty z radzieckimi i potem rosyjskimi agentami. Uzasadnij, że jest to dla Ciebie bolesne, że Polską rządzą ludzie o takie rzeczy oskarżani.
  • Ale ja wierzę Piątkowi, więc dlaczego miałbym Go oskarżać.
  • Po to, żeby wygrać wybory.
  • Nie rozumiem.
  • Ano wyobraź sobie, co zrobiłby Ziobro. Nie wszczyna śledztwa- Ty jesteś wygrany. Mówisz: „Boją się”. Ale załóżmy, że jednak śledztwo jest i dochodzi do rozprawy sądowej.
  • No i?
  • Po pierwsze książki Piątka przeczytałoby po Twoim zawiadomieniu do prokuratury nie 1% wyborców, tylko 30%. Jeżeli sąd skaże Piątka za fałszowanie rzeczywistości, to wszyscy powiedzą, że po to Ziobro i Kaczyński rozwalili system sądownictwa, żeby takie wyroki wydawać. Tomasz Piątek ląduje w więzieniu, a nic w Polsce tak nie dodaje popularności, jak martyrologia. Jeżeli jednak sąd by jakimś cudem stwierdził, że książki Piątka to sama prawda, to wtedy już o swoją wygraną nie musisz się martwić.
  • Polsko 2031, plan jest iście machiaveliczny, ale podoba mi się. Będę też żądał, żeby rozprawa sądowa była transmitowana przez TVP. Jak się nie zgodzą, to znowu punkt dla mnie.

Donald Tusk ucałował mnie serdecznie, a ja się obudziłem, bo u sąsiada włączył się alarm.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Chwasty

Perz - roślina niedoceniana - Centrum Fitoterapii Labofarm
K

Każdy, kto zajmował się choć trochę ogrodnictwem, wie, że chwasty rosną wielokrotnie szybciej niż rośliny, które my chcemy hodować. Wystarczy odpuścić sobie pielenie nawet na miesiąc, a cały ogródek jest zarośnięty perzem, pokrzywami, czy ostami. U mnie króluje nawłoć. Piękna roślina, dobra dla pszczół, które robią bardzo zdrowy miód nawłociowy, ale my mamy inną wizję naszego ogrodu. Dlatego od kilku dni walczymy z tym chwastem.

Zarośnięty ogródek to problem, ale dużo gorszą sytuacją jest zachwaszczenie naszych umysłów. To, co oglądamy, to, co czytamy, to takie kłącza perzu, które w naszych głowach głuszą ciekawe i odkrywcze myśli. Usuwanie chwastów z naszych głów nie jest łatwe.

Co ciekawe, obserwuję wzajemne wzmacnianie się chwastów w ogródku i chwastów w mojej głowie. Kiedy widzę pole nawłoci do wyrwania, nie mogę skoncentrować się nawet na najciekawszej książce. A wieczorem, po całym dniu fizycznej pracy włączamy telewizor i oglądamy durne programy, bo innych nie jesteśmy w stanie.

Może jednak w końcu uda się odchwaścić i ogródek, i moją głowę.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Kochać

Trinity Church - Nowy Jork: Zdobądź bilety | GetYourGuide

Kochać- jak to łatwo powiedzieć.

Piotr Szczepanik śpiewał kiedyś tak:

Kochać – jak to łatwo powiedzieć
Kochać – tylko to więcej nic
Bo miłość jest niepokojem
nie zna dnia, który da się powtórzyć.

Nagle świat się mieści w Twoich oczach
Już nie wiem czy Ciebie znam
Chwile – kolorowe przeźrocza
w jedno, szybko zmienia je czas.

Kochać – jak to łatwo powiedzieć
Kochać – tylko to, więcej nic…
W tym słowie jest kolor nieba
Ale także rdzawy pył gorzkich dni.

Jeszcze obok Ciebie moje ramię,
A jednak szukamy się.
Może nie pójdziemy już razem,
Słowa z wolna tracą swój sens.

Kochać – jak to łatwo powiedzieć
Kochać – to nie pytać o nic
Bo miłość jest niewiadomą,
Lecz chcę wiedzieć czy wiary starczy mi.

Widać, że Piotr Szczepanik nie do końca wiedział, co to jest ta miłość, ale Jego problem nie był aż tak trudny poznawczo, bo w przypadku miłości ludzkiej, wyraz „kochać” może mieć wiele odcieni, ale, generalnie, nie jest bardzo trudno go zdefiniować.

Moja prywatna definicja jest taka, że „kochanie jest to proces myślowy zmierzający do unieśmiertelnienia genów kochającego”. Kocham Żonę, bo urodziła mi Dzieci i dzięki Niej będę żył 10 lat dłużej. Kocham pracowników firm PESA i Solaris, bo oni tworzą podstawy dobrobytu moich Wnuków. Kocham Leonarda Cohena, bo On przedłuży mi życie o dwa lata. I tak mógłbym wymieniać dalej.

Dalsza część mojej definicji jest taka, że „kochanie jest nastawione na odnoszenie korzyści, ale osiągnięcie ich wymaga wykonywania posług na rzecz kochanego”. Dlatego ja robię Żonie śniadania, zamiatam Sąsiadom śnieg spod Ich domów, podnoszę papierki na ulicy, no i staram się wykonywać swój zawód jak najlepiej potrafię, a dodatkowo, piszę notki na Polsce 2031!

Motywacją do zajęcia się wyrazem „kochać” była moja dawna dyskusja z profesorem Stanisławem Obirkiem pod Jego jedną z ostatnich notek: http://studioopinii.pl/stanislaw-obirek-tesknoty-plusa-minusa-za-schizma/.

Profesor SO (inicjały te same, co Studio Opinii!!!) wyjaśniał mi znaczenia różnych wyrazów religijnych:

SO: „piekło – doświadczenie przemożnego bólu w chwili uświadomienia sobie, co straciłem nie kochając Boga (nie jest jasne, czy to jest stan ostateczny, według np. Orygenesa i dzisiaj ks.Wacława Hryniewicza, raczej przejściowy)
czyściec – proces oczyszczenia z tego wszystkiego, co nie pozwala w pełni kochać.
co do aniołów i diabłów – sprawa jest nader złożona, ale jeśli już się przyjęło wiarę w Boga to i te bytu pośrednie (pomagające w zbliżeniu lub oddaleniu od niego) nie powinny sprawiać większego problemu. Większość wierzących doświadcza na różne sposoby ich istnienia.

Wtedy ja spytałem, a co to znaczy „kochać Boga”, i dostałem taką odpowiedź:

SO: „Wiedziałem, że na tym się skończy, więc z tym „kochaniem Boga” wyjechałem prowokacyjnie. Tego właśnie nie da się zdefiniować. Tzn. jest jedna wskazówka: Mt 25, 31-41, tam jest dwa razy powtórzone to samo (raz pozytywnie): „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. I raz negatywnie: „Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili”. Najciekawsze w tym wszystkim, że zarówno zbawieni jak i potępieni są zaskoczeni.Tu moje mądrości się kończą…”.

Jestem za tą szczerą odpowiedź Profesorowi Obirkowi bardzo wdzięczny i za nią dziękuję.

Jednak moje zdanie jest takie:

JEŻELI JAKIŚ WYRAZ NIE JEST ZDEFINIOWANY, TO NIE MA SENSU GO UŻYWAĆ.

Jeżeli jednak można zrozumieć podstawy religii, jakimi są piekło i czyściec, tylko poprzez „kochanie Boga”, to mamy kłopot, bo opis czegokolwiek za pomocą niedefiniowalnych słów jest mało logiczny. To tak, jakby ktoś usiłował opisać elektron, że jest to „bramburacja stymulowana kastopularyzacją” bez zdefiniowania, co te dziwne wyrazy oznaczają.

Jeszcze niedawno z opisem piekła nie było kłopotu. Smoła się gotowała, w smole cierpiały dusze grzeszników i było wiadomo, o co chodzi. „Smoła”, czy „gotowanie”, to są wyrazy dobrze zdefiniowane i piekło można było łatwo zwizualizować (namalować).

Współczuję obecnym Katolikom, że muszą (muszą?) wierzyć w coś, ale tak naprawdę nie wiadomo w co. Od 2000 lat Hierarchowie KK robią różne karkołomne zabiegi, aby choć trochę „ulogicznić” religię. A to wyrzucą z Dekalogu sformułowanie o zawistnym Bogu, co się mści do czwartego pokolenia, a to uznają Maryję za „zawsze dziewicę”, a to wprowadzą w XV wieku pojęcie „czyściec”. Zawsze mnie zastanawiało, jak można uznawać Biblię, czy Ewangelie, za święte księgi i je dowolnie przerabiać (na miejscu Autora bym się obraził!). Dodatkowo, to niedefiniowalne „kochanie Boga”!

Jak pisze SO, Jezus w Ewangelii sugeruje, że kocha się Go (Jezusa, nie Stanisława Obirka!) przez kochanie tych „najmniejszych” (czyli w domyśle wszystkich ludzi). Wynikałoby z tego jednak, że ja jestem w Bogu wręcz zakochany, a to absurd, bo uważam, że jeżeli takowy by istniał, to byłby jakimś potworem-okrutnikiem. Dlatego trop kochania Boga poprzez kochanie ludzi jest fałszywy.

Czyli, jak mówią na podwórku, „dupa blada”. Nie mamy definicji określenia „kochać Boga”, a przez to nie wiemy, co to jest piekło, nie wiemy, co to jest czyściec (wymyślony, albo jak kto woli, odkryty, w XV wieku n.e.!), i jedynym logicznym posunięciem powinno być zostanie Pastafarianinem. W tej religii wszystko jest dobrze zdefiniowane i logicznie opisane! Nie mówiąc o tym, że znacznie sympatyczniejsze!

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Winna pandemia

Kilkanaście lat temu wprowadzaliśmy się do nowego domu i udało nam się kupić w IKEI okazyjnie z wystawy zestaw mebli kuchennych. W zestawie była szafka na wino- 36 butelek. Przez te kilkanaście lat szafka zawsze była pełna. Wyjeżdżaliśmy często samochodem do Włoch, Czech, Alzacji, Austrii, Francji, i zawsze przywoziliśmy kilka kartonów wina z lokalnych winnic. Poza tym, nasi Goście zawsze więcej wina przynosili, niż byli w stanie wypić (niestety, mieszkamy poza Warszawą i Goście na ogół przyjeżdżają samochodami).

Pandemia spowodowała brak wyjazdów i brak Gości. Starałem się dokupywać wino w supermarkecie, ale jakoś kupowałem mniej niż potrzeba. I wczoraj stało się!!! Zrobiłem spaghetti, sięgam po jakieś wino, i na szafce jest tylko białe wino. Jesteśmy tolerancyjni, ale do spaghetti musi być czerwone.

W szafce jednak było jedno czerwone wino, ale to butelka trzymana na specjalną okazję (na zdjęciu). Dostaliśmy ją kilka lat temu od Jacka Pałasińskiego na naszą rocznicę ślubu. Niestety, nie było żadnej okazji dostatecznie ważnej, żeby tą (tę?) butelkę otworzyć. Długo deliberowaliśmy, czy wczoraj jest jakaś okazja. Jedyne to, co wymyśliliśmy, to fakt, że innego czerwonego wina nie mamy. Wypiliśmy!!! Dzięki, Jacku! Było pyszne.

Oczywiście, butelkę zachowaliśmy i jak kiedyś przyjdą Goście, to przelejemy do niej jakieś tanie wino z supermarketu. Jestem pewien, że Wszyscy będą zachwyceni i będą cmokać, że to najlepsze wino, jakie pili w życiu.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Nord Stream

New York Post: Joe Biden otrzymał fundusze od lobbysty Nord Stream 2 |  Portal Stoczniowy

Przyznam się, że nie mogę pojąć, dlaczego wściekamy się o Nord Stream 2.

My importujemy z Rosji 60% gazu, który zużywamy, 70% ropy, do tego węgiel, i wszystko jest OK? Niemcy z Rosji kupują jedynie 40% całości importowanego gazu, mniej niż 40% ropy.

Jakie zagrożenie dla Polski wprowadza Nord Stream 2? Ekologiczne? Takie samo, jak każdy inny rurociąg. Gaz raczej nie jest szkodliwy dla życia w odróżnieniu od ropy. Zagrożenie polityczne? Raczej dla Rosji, a nie dla kupujących gaz. Bez gazu z Rosji Polska i Niemcy sobie dadzą radę. Bez kasy za gaz Rosja będzie miała spore kłopoty.

Może jednak jest coś, czego nie rozumiem, ale posłużę się dewizą każdego dobrego nauczyciela: „Jeżeli uczeń czegoś nie rozumie, to nie dlatego, że jest mało lotny, tylko sposób wyjaśnienia był nieadekwatny”.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Polska jazda pierdołów

Bangkok - March 24, 2015: Stock Footage Video (100% Royalty-free) 12934424  | Shutterstock

W moim Kraju sporo rzeczy mnie denerwuje, żeby nie powiedzieć bardziej dosadnie. Denerwuje mnie zaniedbana służba zdrowia, denerwuje mnie kolaps edukacji, denerwują mnie politycy-półgłówki, … mógłbym tak wymieniać do jutra.

Jednak rzecz, która mnie najbardziej wnerwia, to sposób ruszania moich Rodaków za kierownicami spod świateł. Najpierw jeden, potem drugi, trzeci… Powoli jeden po drugim się budzi i wolniutko rusza. W krajach cywilizowanych wszyscy starają się ruszyć od razu, jak tylko światło zmienia się na zielone. Oceniam, że w Paryżu podczas palenia się światła zielonego przez 30 sekund przejeżdża skrzyżowanie dwa razy tyle samochodów, co w Warszawie.

Sprawa jest oczywista- dyskusji na ten temat było mnóstwo, ale nic nie pomaga. Polacy jeżdżą jak pierdoły, a ja zamiast jechać 25 minut do pracy, jadę godzinę. Tracimy wszyscy olbrzymią ilość czasu, każdy kierowca zdaje sobie sprawę, jak się powinno startować spod świateł, ale nic się nie zmienia.

Co powoduje, że Polacy nie mogą się nauczyć dość prostego nawyku ruszania jednoczesnego spod świateł? Ja to tłumaczę poprzez głęboką depresję. Może warto byłoby polskich kierowców wysłać do psychoterapeutów?

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Familiologia

A myślałem że najwiekszy gówno kierunek to... - robekk1978 - Wykop.pl

Mamy nowy kierunek studiów. Familiologię!!!

A’propos kierunków, to widziałem taki mem na FB: nauczyciel w klasie maturalnej pyta: „Jakie kierunki wybieracie?”. Odpowiedzi: „Anglia”, „Irlandia”, „Francja”, „Niemcy”… Jakoś familiologii nikt nie wybierał.

Familiologia to kierunek, który przybliża pojęcie rodziny w ujęciu humanistycznym, społecznym i teologicznym.

Brakuje mi ujęcia budowlanego. Oczywiście dla facetów. Pamiętam, że w małżeństwo wszedłem bez podstawowych umiejętności co do uszczelniania kranów, przetykania zatkanych rur, układania glazury, itp. Po 41 latach życia w rodzinie tego i owego się nauczyłem. Nie robię prac budowlanych tak fachowo, jak moi Synowie, ale może mógłbym wykładać na Familiologii- tytuł profesora i niezły Hirsch factor powinny się liczyć przy rekrutacji wykładowców.

Brakuje mi ujęcia kulinarnego. Dobre jedzenie i picie są podstawą udanego życia rodzinnego. Mam Kolegę, który ma kłopoty w małżeństwie. Ciągle Mu radzę, żeby zrobił krewetki według mojego przepisu, postawił dobrego rieslinga (niemieckie są super) i kłopoty będą rozwiązane. Jak się żeniłem, nie miałem pojęcia o gotowaniu. Po 41 latach jestem już całkiem niezłym kucharzem. Także w tej dziedzinie nadaję się na wykładowcę Familiologii.

Brakuje mi ujęcia erotycznego, ale to zostawiam tym, co będą także uczyć ujęcia teologicznego.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Magdaleny

Magdaleny mają dziś imieniny.

Znam co najmniej kilka:

Gierałtowska-Leszczyńska

Środa

Rosak

Bratkowska-Wójcik

Gessler

Perlin

Mika-Kosior

Hen

Samozwaniec

Jak widzicie, Magdy to naprawdę fajne Dziewczyny. Życzę Im wspaniałego życia! Mimo wszystkiego tego, co się naokoło dzieje.

Michał

Wyróżnione

Grzechy młodości

Choosing a Parrot Cage

Każdy ma jakieś grzechy na sumieniu. Szczególnie młody wiek sprzyja grzeszeniu. W moim przypadku wielokrotnie zgwałciłem przykazanie „Nie kradnij”. Jak do tego doszło?

Otóż w roku 1973, po III klasie LO, pojechałem na dwa miesiące wakacji do pracy w hotelu Tresillian House Hotel w Falmouth w Kornwalii. Właścicielka hotelu była wcześniej na wycieczce w Afryce. Tam na drodze Murzyni namawiali białych turystów do zakupu papużek. Jak ktoś nie chciał kupić, to Murzyn ukręcał łepek ptaszkowi i go wyrzucał. Był to niezły argument marketingowy, Anglicy kupowali i tak do Tresillian House trafiło 10 papużek. Ptaszki mieszkały w klatkach, a obok nich stał wielki wór orzeszków ziemnych w skorupkach.

W PRLu orzeszki ziemne były takim samym rarytasem jak banany, czy pomarańcze, a ja fistaszki wręcz uwielbiam. Dlatego nie mogłem się powstrzymać przed podkradaniem fistaszków z worka przeznaczonego dla papużek.

Dzisiaj mogę się tylko usprawiedliwiać młodością, a także zwalać wszystko na PRL, które demoralizowało swoich obywateli. Ale przygotowany jestem na dodatkowy tydzień w czyśćcu za grzech kradzieży.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Wiedzieć a widzieć

A Little Knowledge Could Be a Dangerous Thing (especially when it's wrong)  | by Kim Bellard | Tincture

Każdy człowiek chce widzieć. Ślepota jest jednym z najgorszych nieszczęść, jakie może dotknąć człowieka. Nie ma chyba nikogo na świecie, kto chciałby stracić wzrok. Nieco inaczej ma się sprawa z chęcią posiadania wiedzy. Tak na moje wyczucie, to zaledwie jakieś 5% ludzi dorosłych dąży do tego, aby codziennie się czegoś istotnego dowiedzieć. Jest to o tyle dziwne, że proces widzenia nie polega tylko na przetwarzaniu fotonów na impulsy elektryczne idące z oczu do mózgu, ale też na wielkim wysiłku mózgu, żeby zrozumieć, co te impulsy oznaczają. O ile pamiętam, to jedna trzecia naszego mózgu pracuje właśnie nad tym, czyli nad analizą obrazów dostarczanych przez oczy. Małe dziecko zanim nauczy się rozumieć to, co widzi, musi skorelować widziany obraz z tym, co może dotknąć, posmakować, czy usłyszeć. Sposób, w jaki widzimy danych ludzi, czy przedmioty, zależy w dużej mierze od tego, co o nich wiemy. Nie-biolog patrzy na robaka i odwraca wzrok od czegoś tak obrzydliwego. Biolog dokładnie obserwuje, i, na przykład, wykrywa zakażenie wirusowe robaka (a przecież wirusa nie tak łatwo zobaczyć). Z kolei dorosły Polak patrząc na Jarosława Kaczyńskiego widzi Go zupełnie inaczej niż Australijczyk, dla którego polscy politycy są zupełnie nieistotni.

Powyżej już dwukrotnie pojawił się wyraz „istotny”. Spróbujmy odpowiedzieć na pytanie, co jest dla człowieka istotne, a co nie.

Czy to, że Doda nosi majtki pod spódnicą, to jest dla nas istotne? Chyba nie…

Czy problem budowy elektrowni jądrowych jest istotny? Chyba tak, bo od tego zależeć będzie to, czy będziemy mieli prąd i za ile, a jednocześnie, czy nasze dzieci będą miały problem z radioaktywnymi odpadami.

Czy to, że Real kupił Ronaldo jest istotny? Chyba nie… Przynajmniej dla Polaków, gdzie cała pierwsza liga jest mniej warta od tego piłkarza.

Pytanie, jakie ktoś może postawić, dotyczy kryterium istotności. Dlaczego jedna rzecz jest istotna, a druga nie?

Odpowiedź jest bardzo prosta. Istotne jest to, co prowadzi (albo może prowadzić) do zmian ilości naszych genów*. Jeżeli panga (taka ryba) z Chin zawiera szkodliwe substancje i możemy szybciej odejść z tego świata (zmniejszyć naszą pulę genową), to jest to sprawa istotna dla każdego konsumenta. Jeżeli dzięki zapłodnieniu in vitro może się urodzić rocznie np. 10 tysięcy dzieci, to jest też to sprawa istotna, bo ilość naszych genów może wzrosnąć. Warto przy tym pamiętać, że nasze geny noszą nie tylko nasze dzieci, ale i wszyscy ludzie na świecie, tylko nieco mniej. Zwierzaki zresztą też noszą, ale jeszcze mniej w zależności od tego jak są daleko od nas w drabinie ewolucyjnej. Szympans ma więcej naszych genów, krokodyl mniej. Dlatego bardziej martwimy się śmiercią szympansa niż krokodyla.

Jeżeli by w Polsce zastąpiono wąskie podziurawione drogi autostradami, to prawdopodobieństwo wypadku i utraty ludzkich (czyli naszych) genów by zmalało, więc to też jest istotne. Natomiast kwestia nowej kochanki Brada Pitta, czy ilości silikonu w biuście Pameli Anderson jest dla naszych genów całkowicie bez znaczenia.

A jednak 95% ludzi dorosłych zajmuje się sprawami niemal wyłącznie nieistotnymi. Wystarczy posłuchać, o czym ludzie rozmawiają, jakie filmy oglądają, jakie gazety i magazyny czytają. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego karmimy nasze głowy takimi durnotami?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, porównajmy zachowanie małp na wolności z tymi umieszczonymi w klatkach ogrodu zoologicznego. Te pierwsze mają tylko trzy rzeczy w głowie: najeść się, rozmnożyć, i uniknąć zębów drapieżników. Wszystko jest podporządkowane wielkiemu prawu Natury maksymalizacji ilości materiału genetycznego (MIMG). Złapana do klatki małpka o jedzenie martwić się nie musi, drapieżnika też nie ma w pobliżu. Wydawałoby się, że stworzenie ma wręcz idealne warunki do rozmnażania się. Ludzie podstawiają jej partnera (lub partnerkę) – nic tylko się seksować i mieć mnóstwo dzieci. A jednak zwierzaki w zoo tracą zainteresowanie powielaniem swoich genów i wolą się masturbować zamiast postępować według zaleceń tak zwanych „kościelnych” (wyłącznie pan z panią!).

Dlaczego tak się dzieje? Ano pewnie jest tak w Naturze, że istnieje pewna harmonia pomiędzy zdobywaniem pożywienia, partnerów do seksu, a także walką z przeciwnikami (drapieżnikami, rywalami do pożywienia i do partnerów seksualnych). Biednemu zwierzakowi posadzonemu w klatce człowiek wyłącza część aktywności, dokonując mu jakby lobotomii mózgu.

Kiedy złapiemy wolne zwierzę do klatki, to przez jakiś czas robi ono wszystko, aby się uwolnić. Nic tego nie zmieni – ani smakowite jedzenie, ani podsuwani partnerzy seksualni. Stworzenie rzuca się, gryzie, drapie, byle tylko wydostać się na drugą stronę krat. Mija jednak jakiś czas, zwierzę gnuśnieje, i nawet, jak się je wypuści na wolność, to często nie udaje mu się wtedy przeżyć. Lata niewoli skutecznie zabijają zwierzęcy instynkt i umiejętność życia na swobodzie.

Człowiek, stworzony podobno na podobieństwo boskie (na miejscu Boga bym się obraził za taką insynuację!), ma inteligencję większą od innych zwierzaków, i… potrafi sam sobie klatkę zbudować i do takowej siebie wsadzić. A właściwie nie do jednej klatki, ale całego mnóstwa klatek, które wyłączają nas z działań potrzebnych do MIMG-u**.

Jakie to klatki? Jest ich wiele, ale zajmijmy się klatką głupoty, w której zamyka się wspomniane 95% ludzi.

Zobaczmy, jak się zachowuje małe dziecko, które nie jest głodne, ani nic mu nie dolega. Interesuje się wszystkim. Chce zobaczyć, dotknąć, powąchać wszystkiego. Stara się zrozumieć, jak co funkcjonuje. Taka jest ewolucyjna przewaga człowieka nad innymi stworzeniami. Człowiek wolniej biega niż inne zwierzaki, wolniej pływa, nie lata, słabo skacze. Jedyne, co go naprawdę wyróżnia, to umiejętność myślenia.

Na czym polega klatka głupoty?

Pamiętam doskonale, jak na III roku studiów (era środkowego Gierka) jeden dzień w tygodniu był poświęcony na zajęcia w Studium Wojskowym. Było to coś potwornie nudnego i głupiego, ale na początku tym się nie przejmowaliśmy, tylko graliśmy w szachy, amebkę, a niektórzy nawet w karty. Czytaliśmy książki, przygotowywaliśmy się do innych zajęć, analizowaliśmy wyniki eksperymentów na naszych pracowniach fizycznych. Stopniowo jednak nasza aktywność gasła, i po paru miesiącach niemal wszyscy siedzieli przez parę godzin w odrętwieniu, ani nie słuchając wykładowców, ani nie myśląc o niczym istotnym. Byliśmy zupełnie jak te zwierzaki w klatkach.

W klatkę głupoty wsadzają nas od samego dzieciństwa. Rodzice i szkolni nauczyciele skutecznie tłumią wszelkie zainteresowania i zabijają naturalną chęć człowieka do uczenia się.

W dużej mierze wynika to z tego, że czasy się zmieniają, pojawiają się nowe urządzenia (komputer, telefon komórkowy, i in.), naukowcy rozwiązują coraz więcej zagadek Natury. Dorośli ludzie, którym skutecznie w dzieciństwie ktoś zabił ciekawość świata, nie mają szans odpowiedzieć na pytania swoich (i nie tylko) dzieci. Czując swoją ignorancję, sterują tak zainteresowaniami swoich podopiecznych, aby tylko nie narazić się na kłopotliwe pytania. I tak kółko się zamyka.

Wielu ludzi, nawet bardzo wykształconych, często powtarza takie opinie:

  • A po co filozof ma wiedzieć, jak działa tranzystor?
  • Po kiego grzyba aktor ma się zastanawiać nad funkcjonowaniem Banku Światowego?
  • A co da dziennikarzowi znajomość budowy strukturalnej cząstki białka?

Typowa odpowiedź inżyniera jest taka, że skoro on odróżnia Mozarta od Bacha, to socjolog powinien wiedzieć, czym się różni silnik benzynowy od silnika Diesla. Jest to odpowiedź niezbyt logiczna, bo inżynier słuchając muzyki Mozarta i Bacha przedłuża swoje życie, staje się milszy dla innych, a dla socjologa istotna różnica w obu silnikach polega tylko na innym koszcie paliwa i zrywności silnika, a nie w kształcie zaworów i sposobie wtrysku paliwa do komory spalania.

Moja odpowiedź jest inna.

Otóż chyba nikt nie ma wątpliwości, że potrzebujemy (oczywiście do MIMG-u!!!) nowych generacji tranzystorów, nowych rozwiązań w światowej ekonomii prowadzących np. do emisji światowej waluty, czy nowych białkowych struktur leczących raka. Wielkie odkrycia, wielkie wynalazki, wielkie rozwiązania organizacyjne, wymagają wielkich umysłów. A prawdopodobieństwo, że takich się dochowamy jest tym większe, im więcej ludzi będzie mogło swoim dzieciom opowiedzieć kompetentnie o tranzystorach, laserach, bakteriach, czy socjobiologii. Tak samo, jak wielkie sukcesy sportowe wymagają sportu masowego. Nowe wynalazki i odkrycia mają dużo większą szansę zaistnieć w środowisku, gdzie dzieci od najmłodszych lat przesiąkają zaawansowaną wiedzą.

Michał Leszczyński

* Definicję wyrazu „istotny” poprzez maksymalizację ilości materiału genetycznego przyjmuję dlatego, bo najlepiej zgadza się z powszechnym pojmowaniem tego słowa. Naprawdę trudno znaleźć coś, co jest potocznie uznawane za istotne, a nie oddziaływuje na ilość naszego materiału genetycznego. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że przyjęcie takiej definicji implikuje, że maksymalizacja tych genów jest istotna. Ale czyż nie jest?

** Zasada maksymalizacji ilości materiału genetycznego nie polega tylko na rozmnażaniu, ale i utrzymywaniu przy życiu osobników. Ilość rodzących się dzieci w Naturze jest dopasowywana do możliwości ich wyżywienia. Jak jest mało trawy, to antylop rodzi się mniej. Niewykształcony człowiek, który ma 1dziesięcioro niewykształconych dzieci, raczej minimalizuje ilość naszych ludzkich genów, bo odbiera innym możliwość np. opracowania szczepionki na raka. W jaki sposób odbiera? Ano chociażby poprzez konieczność wypłacania zasiłku dla bezrobotnych, zamiast spożytkować te pieniądze na badania nad rakiem, które mógłby prowadzić także bezdzietny naukowiec.

***Czarny to brak jakiegokolwiek światła. Model ciała doskonale czarnego to skrzynka z małą dziurką, w którą światło może wpaść, ale wyjść już nie. Z kolei biały to mieszanina wszystkich kolorów widzialnych.

Wyróżnione

Quo vadis, Poloniae?

Polka na wyborach Miss Universe w skrzydłach husarii - Plejada.pl

Nasza Miss wystąpiła ze skrzydłami husarskimi i flagą polską, ale tytułu Miss Universum nie dostała. Świat nie potrafi docenić wielkości naszego kraju.

Czesi żałują nam odrobiny wody podskórnej i pieklą się o kopalnię Turów. Najwyższy czas, żeby zaczęli się bać naszego potężnego kraju.

Łukaszenka porywa nasz samolot. Jak to możliwe, żeby nie spytał się nas wcześniej o zgodę.

Let’s make Poland great again!!!

Kto to może zrobić?

Prezes Banaś składa doniesienie do prokuratury na premiera Morawieckiego za złamanie prawa przy okazji wyborów kopertowych. Jestem bardzo podejrzliwy w stosunku do tej akcji. Pytanie z jest podstawowe takie: Czy prezes Banaś współpracuje z ministrem Ziobro, czy nie?

Jeżeli współpracuje, to czy chcą obaj odsunąć premiera Morawieckiego i doprowadzić do wcześniejszych wyborów?

W chwili obecnej partia Zbigniewa Ziobry nie ma żadnych szans, ale wyobraźmy sobie, że Solidarna Polska łączy się z Konfederacją i występują jako jedyna partia, która naprawdę dąży do Polexitu, która naprawdę dąży do odrodzenia wielkiej Polski. Ile taka partia może dostać głosów? Ja bym oceniał na 20%. PiS dostałby wtedy 15-18% i role odwróciłyby się. To by Kaczyński był przystawką Ziobry, a nie odwrotnie.

Jeszcze zatęsknimy do Morawieckiego…

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Błąd jest najważniejszy

Wystąpił błąd ponieważ... - Hopaj.pl

Powtarzam do znudzenia, że jeżeli podaje się jakąś liczbę, to albo trzeba podać błąd, albo przyjmuje się, że błąd jest na ostatniej cyfrze podawanej. Na przykład, jeżeli podajemy wartość 156 kg, to znaczy, że mamy błąd +/- 0,5 kg. Jeżeli podajemy 156,2 kg, to znaczy, że błąd jest 0,05 kg.

Dzisiaj w Gazecie Wyborczej doktor nauk ekonomicznych Wojciech Paczos pisze tak: „Rok zamknięcia szkół w 2020 r. to o 7,5% niższe PKB w 2100 r.”

Gdyby Dr Paczos napisał, że zamknięcie szkół w 2020 r odbije się negatywnie na PKB w przyszłości, to bym się nie czepiał. Natomiast podawanie konkretnej liczby 7,5% z dokładnością 0,05% budzi we mnie głęboką złość na pseudonaukowca publikującego w GW. Błąd oszacowania prawdopodobnie wynosi 50%, a może i 100%, czyli powinno być: 7,5% +/- 100%.

Opowiadanie, że się potrafi wyliczyć PKB w roku 2100, to jedna wielka bzdura. To tak, jakby ktoś w roku 1940 przewidział PKB Chin w 2020.

I tak, Dr Paczos „zabija” istotny temat edukacji (nie tylko w czasie pandemii) przez swoją chęć pokazania się, jaką wielką naukę uprawia.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Wspomnienia niebieskiego fartuszka

Fartuszek szkolny chłopięcy z PRL-u - 7918531445 - oficjalne archiwum  Allegro

Jak wyglądała szkoła podstawowa za Gomułki?

Musieliśmy nosić ohydne fartuszki z białymi kołnierzykami. Kołnierzyki codziennie musiały być prane. Zazdroszczę krajom, w których uczniowie są dumni ze stroju swojej szkoły. My te fartuszki uważaliśmy za jedno wielkie poniżenie.

Nauczyciele niemal wszyscy pastwili się nad nami, bijąc linijkami, piórnikami, po rękach i po głowie, ciągnąc za włosy, albo uszy. Oczywiście spotykało to częściej chłopców, ale pamiętam też moją Koleżankę z długimi włosami, jak Ją za nie po klasie ciągał nasz nauczyciel polskiego (dyrektor szkoły). Miotał Jej głową w lewo, w prawo, do dołu, do góry. Koszmar!!!

W klasie mieliśmy 5 uczniów przerośniętych o 2 klasy, 10 uczniów przerośniętych o rok, a wszystkich było około 35. Czyli prawie połowa zimowała.

A jak wyglądała szkoła średnia (LO) za wczesnego Gierka?

Znacznie lepiej. Nie mieliśmy mundurków, ani nikt nas nie bił. Problemem jednak była NUDA. Lekcje były tak bezbarwne, że naprawdę zakrawa na cud, że się czegoś tam nauczyliśmy. Szkołę średnią pamiętam jednak jako wspaniałą edukację solidarności. Byliśmy My (uczniowie) i Oni (nauczyciele). Uważaliśmy Onych za bandę oprawców psychicznych i niezbyt mądrych ludzi, a My byliśmy najwspanialsi w całej Polsce. Po takiej edukacji powstała Solidarność.

Jak jest teraz? Chętnie bym się dowiedział, ale przysłowie „Choćby cię smażyli w smole, nigdy nie mów, co było w szkole” dalej chyba obowiązuje.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Ludzkie problemy

Parents / Homepage

Psychologowie mówią, że każdy człowiek ma w swoim życiu dwa problemy: mamę i tatę.

Zgadzam się, ale należy brać pod uwagę to, że rodzice zmieniają się.

Pokolenie moich Rodziców to byli ludzie dotknięci traumą wojny (post traumatic stress disorder). Dla nich najlepiej było, jak dzieci zniknęły im z oczu. I ja, i 90% moich rówieśników, wychowaliśmy się na podwórkach (kilka godzin dziennie to standard).

Moje pokolenie to ludzie wychowani w siermiężnym socjalizmie, ale kiedy on się skończył, chcieliśmy dać naszym Dzieciom lepsze życie materialne i lepszy start w dorosłe życie. Obłożyliśmy nasze Dzieci zajęciami (angielski, muzyka, tenis), ale sami nie mieliśmy krzty czasu, bo zarobienie pieniędzy na to wszystko wcale nie było łatwe. Instytucja podwórka zniknęła, ale nadal mieliśmy sporo zaufania do naszych Dzieci dając Im sporo swobody.

Teraz nasze Dzieci same są rodzicami. Mają dużo, dużo łatwiej, bo staliśmy się krajem znacznie bogatszym. Ale mają też olbrzymi problem, jakim jest komputeryzacja świata. Podwórko stało się wirtualne, co można porównać do oglądania filmów porno zamiast normalnie się kochać. Jak nawiązać kontakt emocjonalny z cyborgami? Boję się, że nie ma mądrych…

A co ze szkołą? Ona też przecież oddziałuje na dzieci. O tym będzie jutro.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Kopalnia w Turów

Sprawa niszczenia środowiska Czechów przez naszą kopalnię węgla brunatnego ciągnie się od wielu lat. W rozmowach z Czechami reprezentowaliśmy chamskie stanowisko: no i co z tego, że wam świnimy. To wasz problem.

W końcu Czesi nie wytrzymali i poszli do europejskiego sądu. Wygrali, bo sprawa jest ewidentna. Ochrona środowiska to nie kwestia danego kraju, tylko nas wszystkich. Nas, ludzi.

Spalanie węgla brunatnego to przestępstwo wobec ludzkości. Dwutlenek węgla to najmniejszy problem. Przy spalaniu tego węgla produkujemy różne benzeopireny, które nam zapewniają nie tylko zachorowania na raka, ale i modyfikują nasze geny, co odbijać się będzie na następnych pokoleniach.

Dodatkowo, Czechom kradniemy wodę kopiąc głębokie doły.

A co jest ciekawe, z węgla brunatnego można robić niezłe nawozy: https://carbohort.com/produkty/carbomat/

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Polska mistrzem jest

Może być zdjęciem przedstawiającym tekst „153 Wydatki na leki OTC (bez recepty) w euro w handlu detalicznym w przeliczeniu na jednego mieszkańca w 2018 r. 104 101 99 97 95 87 77 73 73 58 58 54 47 35 Polska łotwa Cypr Austria AutriRumunia Rumunia Luksemburg Szwecja Czechy Hiszpania Słowenia Niemcy Belgia Estonia Słowacja Finlandia Finlandionwasp Chorwacja Dania Francja Malta Źródło: ciekaweliczby.p na podstawie danych OECD "Health at Glance: Europe 2020"”

Szukam po internecie statystyk, w których jesteśmy najlepsi. Znalazłem taki wykres. Statystyczny Polak wydaje na różne para-leki najwięcej w Europie.

Dlaczego tak się dzieje?

IMHO, świadczy to o tym, że nasza opieka zdrowotna jest do bani. Ludzie nie są badani profilaktycznie i nie są konsultowani przez swoich lekarzy rodzinnych. Moja znajoma Niemka, która jest lekarką rodzinną, obdzwania swoich potencjalnych pacjentów i sama wypytuje o problemy. Im pacjent starszy, tym jest częściej przez lekarza kontaktowany.

Polacy oglądają reklamy firm farmaceutycznych w telewizji i w internecie, a potem leczą się sami. Wolą to niż mieć jakikolwiek kontakt z nasza polską służbą zdrowia.

Od czasu do czasu sam kupuję jakieś lekarstwa bez recepty. Ich cena wzrosła od roku 2018 bardzo znacznie, więc nie zdziwiłbym się, że teraz nasza przewaga nad innymi krajami jeszcze wzrosła.

Bardzo źle się dzieje w naszej służbie zdrowia. Nie ma pielęgniarek, nie ma lekarzy, nie ma odpowiedniej infrastruktury. Tysiące Polaków umiera, a mogłoby żyć. My tymczasem zajmujemy się duperelami.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Historyczny patriotyzm

SZWOLEŻEROWIE GWARDII / Les Chevaux Legers de La Garde: szwolezer —  LiveJournal

W ramach Polskiego Nowego Ładu dzieci w szkołach dostaną więcej lekcji historii, której będą nauczać kadry wykute w Toruniu. Celem nauczania będzie zwiększenie poziomu patriotyzmu Młodych Ludzi.

IMHO, celem nauczania historii powinno być poznanie prawdy o dawnych czasach, ale to szczegół. Ważniejsze jest to, że dodatkowa dawka historii prawdopodobnie będzie miało skutki wręcz przeciwne, niż zamierzone.

Studiowanie historii, niestety, prowadzi do smutnego wniosku, że świat jest zamieszkały głównie przez głupkowatych i amoralnych ludzi. Im kto bardziej amoralny, kto potrafi skuteczniej kraść i mordować, ten ma większe szanse być opisanym w podręcznikach historii. Piłsudski, Sobieski, Chrobry to postaci rodem z „Walki o tron”.

Dodatkowo, jak Młody Człowiek się dowie, że większość najwybitniejszych Polaków przeszła do historii dzięki pracy za granicą, to podejmie jedyną logiczną decyzję: „Wyjeżdżam!”. Jacy to wybitni Polacy?

Lewandowski- Niemcy

Boniek- Włochy

Czochralski- Niemcy

Ulam- USA

Michelson- USA

Curie-Skłodowska- Francja

Singer- USA

Kościuszko- USA

Dlatego apeluję, żeby nie zwiększać liczby lekcji historii. Chociaż może najinteligentniejsi uczniowie zrozumieją, że od tysięcy lat bezwzględni oszuści okradają i manipulują ludzkimi baranami? Może zrozumieją, że za chwilę dołączą do tego stada dorosłych baranów, zwanych przez tych oszustów „patriotami”.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Interesik Kowalskiego

How to Hire a Plumber: Qualifications and Costs – Forbes Advisor

Pan Kowalski pracuje na etacie 8 godzin, ale chce trochę dorobić, więc założył firmę Kochany Sąsiad i wieczorami reperuje sąsiadom cieknące krany, przepycha kanalizację, a czasem robi większe instalacje hydrauliczne.

W roku 2019 zarabiał 1000 zł miesięcznie. Odprowadzał od tego 170 zł podatku dochodowego oraz płacił po 340 zł składki zdrowotnej, jednak z tych 340 zł odpisywano od podatku 290 zł. Czyli z 1000 zł, które zarobił, oddawał państwu 220 zł. ZUSu nie musiał odprowadzać, bo już płacił w pracy etatowej.

Jak będzie od przyszłego roku? Ano składka zdrowotna wzrośnie i nie będzie odpisywana od podatku, czyli pan Kowalski z zarobionych 1000 zł będzie musiał oddać ponad 570 zł. To przecież absurd. Pan Kowalski będzie musiał zlikwidować firmę i ewentualnie działać na czarno. Wtedy państwo nic nie dostanie.

Progi podatkowe nic nie dadzą panu Kowalskiemu, bo na etacie zarabia akurat około 7 tys zł brutto i zysk z większej kwoty wolnej jest zżerany przez brak odpisu składki zdrowotnej od podatku.

Nowy Ład?

Świństwo, a nie ład.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Pozwolenie na budowę

Zdjęcie 1 projektu Dudek WAH1134

Na Sycylii jest nad morzem sporo fajnych domów. Ich cena wcale nie wydała mi się wygórowana i z ciekawości spytałem moich Przyjaciół sycylijskich, dlaczego tak tanio ktoś sprzedaje. Okazało się, że są to domy zbudowane bez pozwolenia, i być może zostaną kiedyś wyburzone bez odszkodowania, jak ktoś będzie chciał tam poprowadzić drogę, albo zbudować elektrownię.

Włochy to jednak specyficzny kraj, i jakoś sobie nie wyobrażam, żeby w Niemczech, czy Holandii, ktoś mógłby zbudować dom bez pozwolenia.

Akurat tak się składa, że czekam na pozwolenie na budowę domku takiego, jak na zdjęciu. Firma budująca kupiła projekt, ale ja musiałem za kilka ładnych tysięcy załatwić dokumentację od Urzędu Gminy i od architekta z pieczątką, żeby wystąpić o pozwolenie na budowę.

Przyznam się, że na początku się zżymałem, że muszę sporo kasy na to wydać, ale teraz widzę, że to ma sens, ponieważ najważniejszym kryterium dla dostania pozwolenia na budowę jest ekologiczność domu- a przede wszystkim, jakie i ile paliwa będzie zużywał.

Architekt mi to wszystko wyliczył tak, żebym się zmieścił w normach ustalonych odgórnie, i jest „cool”. To znaczy, będzie w domu ciepło przy minimalnym obciążeniu naszego środowiska naturalnego.

Idea, że można 70-90 metrowy dom budować bez pozwolenia to jakaś aberracja. Bardzo bym chciał się dowiedzieć, w których krajach Europy można taki dom wybudować bez pozwolenia. Podejrzewam, że w żadnym.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

List otwarty do Adama Szłapki

Drogi Adamie,

Piszę „per ty”, mimo, że nigdy się nie spotkaliśmy, ale pamiętam, że w .N wszyscy byli po imieniu.

Wystąpiłem z .N parę lat temu, bo nie podobał mi się sposób zachowania Katarzyny Lubnauer i kierunek, w którym partię prowadzi.

Jak patrzę teraz na .N, to wydaje mi się, że miałem rację, bo .N praktycznie przestała istnieć, a co gorzej, razem z PO idzie na dno, umożliwiając Kaczyńskiemu rządzenie przez kolejne kadencje.

Ogłoszenie Polskiego Nowego Ładu jednak jest wspaniałą okazją do reaktywacji Nowoczesnej. Nowy Ład w sposób ewidentny krzywdzi wszystkich tych, co kiedyś głosowali na naszą partię. Nie tylko zostaną obrabowani ci, co ciężko pracują, ale i cywilizacyjnie cofnie nasz kraj do poziomu republik bananowych.

Przypomnę Ci, co pisałem w roku 2017:

Są w Polsce partie, których nazwy mają się nijak do tego, co robią. Prawo i Sprawiedliwość, Polska Razem, Razem, Solidarna Polska, Unia Polityki Realnej. A czy Nowoczesna jest nowoczesna?

Tak, staramy się być nowocześni.

Myślimy o tym, jak świat będzie wyglądał za lat 5, 10, a nawet 30, i nasz program staramy się formułować pod kątem dobrostanu w przyszłości także naszych dzieci i wnuków.

Wiemy, że już niedługo roboty z inteligencją i kompetencjami wyższymi od większości ludzi zastąpią kierowców, lekarzy, radców prawnych, nauczycieli, a nawet dziennikarzy. Z przyszłego świata zniknie pojęcie „taniej siły roboczej”, bo żaden człowiek nie będzie wykonywał wielu prac taniej i lepiej niż roboty.

Wyżywienie prawie 10 miliardów ludzi wymagać będzie wielkiej mądrości, żebyśmy przy okazji nie zniszczyli naszej planety przez emisję szkodliwych substancji do wody i powietrza, a także żebyśmy nie jedli sztucznego, szkodliwego pożywienia.

Medycyna osiągnie poziom, że wymieniając zużyte narządy, będziemy mogli żyć znacznie dłużej niż 100 lat, ale każdy taki narząd będzie kosztował majątek, co spowoduje, że różnica w długości życia bogatych i biednych zwiększy się do kilkudziesięciu lat.

Wyzwania, z jakimi będziemy się mierzyć w przyszłości, będziemy musieli skonfrontować z problemami obecnej Polski i Europy:

– katastrofą edukacji podstawowej i średniej,

– coraz większym dystansem do liderów technologicznych- USA, Japonii, Korei Płd, a za chwilę Chin, które na badania i rozwój wydają niemal tyle samo co USA, a znacznie więcej od całej Europy,

– bliskim sąsiedztwem miliarda niewyedukowanych ludzi w Afryce, którzy widzą w Europie jedyną szansę ucieczki przed głodem i wojnami,

– obecną wszędzie ksenofobią, wiarą w zabobony, nacjonalizmem, i coraz większym poziomem ludzkiej agresji.

Co proponujemy, my-Nowocześni?

  1. Bardzo ścisłą współpracę z krajami Unii Europejskiej, bo tylko tak duży organizm może konkurować technologicznie z Dalekim Wschodem i USA, a jednocześnie rozwiązać problemy Afryki, energetyczne, i inne,
  2. Triumwirat nauk technicznych, nauk humanistycznych i świata sztuki dla stworzenia wizji świata, w którym każdy znajdzie możliwość realizacji swoich pasji i zainteresowań,
  3. Radykalną reformę edukacji, żeby nasze dzieci mogły uczyć się tego, co będzie im potrzebne w przyszłości, a nie tego, co było przydatne naszym dziadkom w przeszłości,
  4. Zwiększenie co najmniej dwukrotne nakładów na badania i rozwój, ale tylko w dziedzinach naprawdę ważnych dla naszego dobrostanu w przyszłości,
  5. Postawienie na odnawialne źródła energii- wiatrową, fotowoltaikę, geotermię, przy jednoczesnym radykalnym zmniejszeniu zużycia energii poprzez nowe sposoby izolacji budynków, oraz energooszczędne i inteligentne oświetlenie.

Tworzymy obecnie nowy program .N w dziedzinie badań naukowych, innowacyjnej gospodarki, edukacji wspólnie z innymi partiami opozycyjnymi, ze środowiskiem akademickim, nauczycielskim, oraz z naszymi obecnymi i przyszłymi Wyborcami.

Tak pisałem w roku 2017 i szkoda, że ten tekst nie znalazł odzwierciedlenia w polityce .N. Ale on jest dalej do wykorzystania.

Jeżeli będzie, to… może zaaplikuję o przyjęcie mnie do .N z powrotem.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Nowy Ład bananowy

BANANY SMAŻONE Z MIODEM I CYNAMONEM - PrzyslijPrzepis.pl

Nowy Ład jest kolejnym krokiem w kierunku republiki bananowej. Z tej okazji chciałem się podzielić następującą refleksją:

W republikach bananowych banany je się na ciepło. Można podgrzać na grillu, na patelni, czy w kuchence. Ja wsadzam na 20 minut do piekarnika, potem zdejmuję zbrązowiałą skórkę, posypuję cynamonem z cukrem, polewam śmietanką (można ubić, jak ktoś ma czas), i republika bananowa staje się ciałem. Nauczyłem się tak jeść banany w Brazylii. Oczywiście, można dodać miodu, lodów, czy roztopionej czekolady.

Jest takie powiedzenie, że jeżeli nie możesz uniknąć gwałtu, połóż się i czerp z niego przyjemność. Podobnie jest z Nowym Ładem (czyli nieładem architektonicznym). Jak nie możemy uniknąć życia w republice bananowej, róbmy sobie banany na ciepło z cynamonem, i… czerpmy z tego przyjemność.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Geniusz Einsteina

SoxLand.pl - Kolorowe skarpetki nie do pary, sklep online

Z powodu covida nie założyłem jeszcze skarpetek z Einsteinem, które dostałem w prezencie na urodziny w styczniu. Ale Einstein jest cały czas w mojej głowie!

Po pierwsze primo, Facet ten w zasadzie otworzył drogę do fizyki kwantowej poprzez wyjaśnienie zjawiska fotoelektrycznego.

Po drugie primo, stwierdził, że jeżeli światło rozchodzi się niezależnie od obserwatora, to czas dla osoby poruszającej się musi płynąć wolniej.

Po trzecie primo, zaproponował zasadę równoważności, czyli to, że nie można odróżnić, czy poruszamy się z przyśpieszeniem, czy jesteśmy w polu grawitacyjnym. Wynika z tej zasady, że czas musi w polu grawitacyjnym płynąć wolniej.

Albert Einstein był niewątpliwym geniuszem. Jego wkład do współczesnej cywilizacji jest olbrzymi. Ja jednak powtarzam sobie zdanie, którego autorem podobno jest właśnie Einstein:

„Życie jest jak jazda na rowerze. Trzeba pedałować, żeby nie stracić równowagi”.

Zdanie jest szczególnie ważne dla ludzi w wieku emerytalnym. Dlatego pedałuję. Pedałuję na dwóch etatach, a w weekendy rozrzucam gruz na budowaną drogę, sadzę rośliny, tnę drewno na szczapki do kominka. Czasem po tym pedałowaniu nie mogę się ruszać, ale… równowagi faktycznie nie tracę. Einstein miał rację!!!

Na marszach niepodległości pojawiają się hasła „Zakaz pedałowania”. Oczywiście dotyczą one związków homoseksualnych, ale wydaje mi się, że ten zakaz dotyczy jednocześnie pedałowania w sensie takim, jak to rozumiał Einstein.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Profesorowie tytularni i szkolni

Profesor szkolny tak napisał o profesorach tytularnych wydziałów pedagogicznych:

Są to osoby oderwane od SZKOLNEJ (edukacyjnej) RZECZYWISTOŚCI (którą rzekomo mają badać i na której mają się znać!).

Niestety, nie mam możliwości sprawdzenia, czy tak jest w istocie. Gdybym miał, zadałbym tym profesorom tytularnym na początek pytanie następujące:

-Czy nauczanie obcego języka jest skuteczniejsze, gdy: a) dopuszczalny jest na lekcji język polski, b) nie jest dopuszczalny- ani nauczyciel, ani uczeń, nie mają prawa powiedzieć słowa po polsku?

Jeżeli profesorowie tytularni odpowiedzieli by, że a), to faktycznie byłyby to osoby oderwane od szkolnej rzeczywistości, i należałoby odebrać im tytuły.

Jeżeli jednak by wybrali odpowiedź b), to problem mamy z profesorami szkolnymi, a nie tytularnymi. Z profesorami szkolnymi, bo w przeważającej części na swoich lekcjach dopuszczają się wypowiedzi w języku polskim i tolerują język polski u swoich uczniów.

Jako przykład wybrałem naukę języka obcego, bo przez 10 lat nauczałem na prywatnych lekcjach angielskiego (5 godzin dziennie) i sporo czytałem prac profesorów tytularnych, jak uczyć języka obcego. Jako absolutny nakaz było nieużywanie języka ojczystego. Było to przed 30 laty, ale myślę, że akurat ten wymóg nie uległ zmianie.

Podejrzewam, że z innymi przedmiotami jest podobnie. Nauczyciele szkolni uważają, że tytularni profesorowie pedagogiki „są oderwani od rzeczywistości edukacyjnej” i uczą po swojemu. Rezultaty możemy obserwować na co dzień.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Nauka czy mniemanologia

Wczoraj napisałem takie zdanie w swojej notce:

Filozofia, socjologia, psychologia, itp., są takimi samymi naukami, jak fizyka.

Mój Polemista z FB Włodek Zielicz skomentował to zdanie tak:

Nie są!!! Podobnie jak tzw pedagogika czy politologia albo teologia. To są, z małymi wyjątkami, „mniemanologie stosowane” – każdy może sobie dość swobodnie pisać/mówić co mu się tam mniema albo i nie mniema. Nie istnieją w paradygmatach tych dyscyplin (o ile w ogóle mają jakieś paradygmaty!) procedury falsyfikowania tez nieprawdziwych…

Skomentuję to tak:

Anglosasi wymyślili dwa słowa: „science” i „art”. Słowo „science” dobrze oddaje polski przekład „nauka”, natomiast „art” jest czymś więcej niż polska „sztuka”, ponieważ mieści w sobie także to, co po polsku określamy „nauki humanistyczne”.

Dla celów niniejszej notki przyjmijmy jednak definicję dwóch biegunów:
1) Nauka- mamy góra trzy parametry i możemy w ich funkcji określać kolejną wielkość. Przykładowo, możemy mierzyć prędkość światła w funkcji ilości soli w wodzie. Każdy na całym świecie może eksperyment powtórzyć i powinno mu wyjść to samo.

2) Sztuka- mamy 100 parametrów wzajemnie zależnych i nie ma szans, aby wszystkie ich kombinacje przetestować. Przykładowo, stosunek człowieka do swoich dzieci zależy od genów, od edukacji, od zachowania przodków, od odżywiania, od szczęścia doboru drugiego rodzica, od stosunków w pracy, od ilości zarabianych pieniędzy, od… – mógłbym tak wymieniać do jutra. Wyciągnięcie wniosku, co najbardziej wpływa na zachowanie ludzi w stosunku do swoich dzieci, to naprawdę sztuka!

W mojej pracy zajmuję się inżynierią materiałową. Mam, przykładowo, 15 parametrów wzrostu studni kwantowych InGaN, które odpowiadają za świecenie na niebiesko i zielono w LEDach i diodach laserowych. Parametry te są wzajemnie zależne, więc przetestowanie wszystkich ich kombinacji jest absolutnie niemożliwe. Gdybyśmy chcieli przetestować tylko po 3 z każdego z tych parametrów, to musielibyśmy wykonać około 14 milionów eksperymentów, a każdy trwa jeden dzień. Dlatego musimy iść na skróty i robić optymalizacje „na czuja”, czyli robimy duży krok z bieguna Nauki w kierunku Sztuki.

Kolejny przykład to medycyna. Tutaj już nie mamy 15 parametrów, tylko, na przykład, 40. Zbadanie, jak szczepionka Pfizer wpłynie na zdrowie ludzi za 10-20 lat jest absolutnie niemożliwe, więc już jesteśmy gdzieś w połowie między Nauką a Sztuką.

Klimatolodzy mają jeszcze gorzej- tutaj parametrów jest jeszcze więcej. Dochodzimy do czystej Sztuki!

Czy mamy wobec tego dyskredytować inżynierię materiałową, medycynę, klimatologię? Oczywiście nie, bo wyniki tych badań są bardzo przydatne. Musimy się zgodzić na to, że dużo w nich Sztuki, bo innego wyjścia nie mamy.

Podobnie jest z politologią, psychologią, teologią, czy socjologią. Ale o nich będzie jutro :-).

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Profesor Tadeusz Gadacz

Prof. Gadacz: Po śmierci dzieci pociechy szukałem w filozofii | Polska Times

Profesora Tadeusza Gadacza bardzo poważam i szanuję, bo:

  1. Byliśmy razem w Nowoczesnej,
  2. Pisze na FB tak, że się z tym w 90% zgadzam,
  3. Jest niewątpliwie jednym z najważniejszych polskich Filozofów.

Ostatnio TG dał na FB spis swoich osiągnięć. Porównując z moimi, wyglądają imponująco, ale… zawsze jest jakieś „ale”.

Porównanie wybitnego profesora filozofii z dość przeciętnym profesorem fizyki posłuży mi jako pretekst dotyczący oceny naukowców zajmujących się naukami humanistycznymi (nie wiem, czy filozofia to humanistyka, bo np., problem nieśmiertelności jest rozszerzeniem fizyki kwantowej, ale powiedzmy, że jest to nauka humanistyczna).

Poniżej są wylistowane osiągnięcia TG, a w nawiasach moje.

11 książek        (1 nie na temat)

111 artykułów naukowych (ok. 400, ale niemal wszystkie mają po 10 autorów)

76 artykułów popularnonaukowych (ok. 5)

8 recenzji  (nie wiem, jakie to recenzje, ja zrobiłem ok. 200 recenzji wniosków grantowych w Polsce i UE)

40 redakcji książek i artykułów (1)

7 przekładów (0)

38 wywiadów prasowych (z 5)

54 debaty i dyskusje (ze 4)

100 wykładów na konferencjach naukowych (pewnie ze 200, z czego 50 zaproszonych)

11 wypromowanych doktorów (6)

38 recenzji doktoratów (z 15)

35 recenzji habilitacji (z 10)

11 recenzji wniosków profesorskich (z 5)

7 grantów badawczych (ok. 50)

20 pełnionych funkcji (ze 4).

Ale porównajmy wskaźnik Hirsch’a wg Google Scholar

T. Gadacz 11

M. Leszczyński 41

 Wskaźnik odzwierciedla dystrybucję cytowań publikacji określonego naukowca i liczbę jego najlepszych publikacji. Według słów samego Hirsha:

Naukowiec ma wskaźnik h, jeśli h spośród Np jego/jej publikacji ma co najmniej po h cytowań każda, a każda z pozostałych (Np − h) publikacji ma nie więcej niż h cytowań.

Inaczej mówiąc, naukowiec ze wskaźnikiem h opublikował Np publikacji, spośród których było h takich publikacji, z których każda była cytowana co najmniej h razy przez innych naukowców. Wskaźnik h odzwierciedla zatem zarówno liczbę publikacji, jak i przeciętną liczbę cytowań każdej publikacji.

Ale zobaczmy, jakie publikacje były najlepiej cytowane (podane są ilość cytowań i rok opublikowania):

Historia filozofii XX wieku: nurty T Gadacz Społeczny Instytut Wydawniczy” Znak”1532009
O umiejętności życia T Gadacz942004
Źródła podmiotowości: narodziny tożsamości nowoczesnej C Taylor Principia 34942003
Wychowanie jako spotkanie osób T Gadacz Kraków: Znak381991
Filozofia Boga w XX wieku: od Lavelle’a do Tischnera T Gadacz Wydawnictwo WAM282007

W języku angielskim jest 5 publikacji, z których jedynie jedna ma 3 cytowania. Jest kilka publikacji po francusku i niemiecku, ale bez cytowań.

Moje najlepiej cytowane publikacje są następujące:

Observation of native Ga vacancies in GaN by positron annihilation K Saarinen, T Laine, S Kuisma, J Nissilä, P Hautojärvi, L Dobrzynski, M. Leszczynski,  … Physical Review Letters 79 (16), 30305571997
Lattice parameters of gallium nitride M Leszczynski, H Teisseyre, T Suski, I Grzegory, M Bockowski, J Jun, … Applied Physics Letters 69 (1), 73-754601996
Towards the identification of the dominant donor in GaN P Perlin, T Suski, H Teisseyre, M Leszczynski, I Grzegory, J Jun, … Physical review letters 75 (2), 2963871995
Photoluminescence and reflectance spectroscopy of excitonic transitions in high-quality homoepitaxial GaN films K Kornitzer, T Ebner, K Thonke, R Sauer, C Kirchner, V Schwegler, … Physical Review B 60 (3), 14712901999
Mechanism of yellow luminescence in GaN T Suski, P Perlin, H Teisseyre, M Leszczyński, I Grzegory, J Jun, … Applied physics letters 67 (15), 2188-21902601995
Thermal expansion of gallium nitride M Leszczynski, T Suski, H Teisseyre, P Perlin, I Grzegory, J Jun, … Journal of applied physics 76 (8), 4909-49112591994

Jak widać, publikacje Filozofa są po polsku, publikacje Fizyka po angielsku.

Pytanie, czy tak być powinno? IMHO, absolutnie nie. Filozofia, socjologia, psychologia, itp., są takimi samymi naukami, jak fizyka. Jeżeli ktoś ma coś ciekawego i ważnego do przekazania, to pisanie dla kilkudziesięciu czytelników w Polsce nie ma sensu, bo na świecie mogłoby pracę przeczytać, na przykład, kilka tysięcy osób. Poza tym, każda publikacja zostaje dopuszczona do druku po wnikliwych recenzjach. Oczywistym faktem jest to, że recenzenci w polskich czasopismach mają dużo łagodniejsze kryteria, niż w prestiżowych czasopismach międzynarodowych.

Podsumowując, apeluję do Ministra Czarnka, aby całą naszą Humanistykę (na czele z teologią!) przestawił na język angielski. Dodatkowo, punkty ministerialne za publikacje niech mają odniesienie do wskaźników oddziaływania (impact factor), które uznaje naukowa społeczność na całym świecie, tylko nie w Polsce.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Baranek boży

Gazetka.be - ARCYDZIEŁO, TAJEMNICE I ZUCHWAŁA KRADZIEŻ, CZYLI CO WARTO  WIEDZIEĆ O OŁTARZU Z GANDAWY

W Gandawie (po flamandzku Gent) jest obraz Van Eyck’a „Ołtarz Baranka Mistycznego” w kościele świętego Bawona. Święty Bawon został świętym głównie za bycie pustelnikiem w VI wieku naszej ery i mieszkanie w wydrążonym pniu drzewa. Katedra zaś w niczym wydrążonego pnia nie przypomina, wręcz przeciwnie, jest jedną z większych, jakie widziałem, a widziałem już chyba większość największych katedr w Europie.

Obraz Van Eyck’a figuruje na pierwszym miejscu większości bedekerów opisujących Gandawę (prześliczne miasto) i faktycznie to dzieło sztuki z 1432 roku jest zachwycające. Często zastanawiam się, że obecni inżynierowie potrafią zrobić komputer i samolot, a obecni malarze nie potrafią tak malować tak jak Van Eyck 6 wieków temu.

Sformułowanie „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata” powtarzane jest podczas każdej mszy świętej, ale nie jestem pewien, czy wszyscy Katolicy wiedzą, skąd się ono wzięło. Ja, przynajmniej, nad tym się nie zastanawiałem, i dopiero w Gandawie elektroniczny przewodnik mi wyjaśnił.

Otóż dawno, dawno temu, ludzie myśleli logicznie i wyobrażali sobie bogów jako strasznych okrutników, bawiącymi się istotami ludzkimi. Faktycznie, obcując na co dzień z hordami wilków, jadowitymi wężami, pożarami, powodziami, bólem zębów, można było dojść do logicznego wniosku, że te siły wyższe mają jakiś perwersyjny interes, aby nam dokuczyć. Stąd chyba w każdej religii przedchrześcijańskiej istniała idea składania ofiar bogom z ludzi i zwierząt. Ofiary musiały cierpieć, i dlatego na Bliskim Wschodzie nie zabijano baranka jednym szybkim pchnięciem miecza, tylko dręczono go, aby umierał jak najdłużej, a ludzie podstawiali kielichy, żeby się napić cieknącej krwi.

W pewnym momencie (ponad 2000 lat temu) cywilizacji, Człowiek imieniem Jezus, twierdząc że jest Synem Bożym, został potraktowany równie krwawo, jak te baranki ofiarne. Wtedy ludzie nadali nowy sens pastwienia się nad barankiem, twierdząc, że to już nie jest zwykły baranek, tylko Jezus pod jego postacią. Egzekucję baranka doprowadzono do takiej perwersji, że pierwsze nakłucia prowadziły do tego, że padał i wyglądał na nieżywego, jednak po paru minutach zrywał się, co oczywiście oznaczało, że zmartwychwstaje. To, że jedynie na krótką chwilę, już nikogo nie obchodziło.

Niestety, nie udało mi się znaleźć informacji, kiedy zaprzestano mordować okrutnie baranki, ani kiedy prawdziwą krew baranka zamieniono na smaczne wino. Ale w sumie nieważne kiedy, ważne, że tak się stało.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Islamo-Europa

Illegal immigrants from Africa arrive in Sicily - Telegraph

Wszystko na to wskazuje, że za 20-30 lat będziemy mieli w wielu miejscach Europy większość muzułmańską. W obecnych szkołach Utrechtu, Brukseli, czy Marsylii niemal wszystkie dzieci są kolorowe z dominującą wiarą islamską wyniesioną z domu.

Jeżeli nic się nie zmieni, to w przyszłości w Berlinie, Amsterdamie, czy Paryżu może bez trudu wygrać partia proponująca wprowadzenie zasady szariatu. Koszmar? Oczywiście, że koszmar, ale sami sobie go wykreowaliśmy.

Nie proponuję jednak, żebyśmy zamknęli naszą Europę przed imigrantami, albo wyrzucili z niej wszystkich kolorowych. Wręcz przeciwnie- uważam, że każdy naz świecie powinien móc mieszkać, gdzie chce. Jak Arab chce w Polsce, proszę bardzo. Jak Polak na wyspie Bali, proszę bardzo. Tylko…

Tylko co? Tylko niech każdy na tym świecie żyje na własny koszt. Jak Arab chce mieszkać w Polsce, to niech pracuje. Nie ma pracy? To niech szuka dalej. Jak nie ma pracy płatnej 3000 zł na miesiąc, to niech zgodzi się pracować za 1000 zł.

Byłem kiedyś na Sycylii. Syf straszny wszędzie, a Araby i Murzyny w obozach dla uchodźców grają sobie w koszykówkę, a płaci za ich jedzenie podatnik włoski. Dużo lepiej by się poczuł, jakby ci uchodźcy wyzbierali śmieci z plaż do ostatniego papierka.

Jest jednak sprawa jeszcze ważniejsza. Otóż mój postulat jest taki:

UCZYŃMY EUROPĘ WOLNĄ OD PRZESĄDÓW RELIGIJNYCH.

Wtedy za 20 lat Turcy, Syryjczycy i Marokańczycy będą głosować na tych, co zapewnią dobrobyt, a nie zakaz spożywania wieprzowiny powodującej homoseksualizm.

Jak wykorzenić religię z naszej przestrzeni publicznej?

Jest to prostsze, niż mogłoby się wydawać.

Wystarczy tylko przestać się bać i zacząć pokazywać absurdy religii, nie tylko muzułmańskiej. Absurd niepokalanego poczęcia, odkupienia grzechów przez ukrzyżowanie Boga, czy absurd 42 dziewic czekających na terrorystę- dżihadystę. Tak przy okazji, to czy jak wysadzi się samobójczyni, to w niebie dostanie 42 „dobrze wyposażonych”? A czy wiecie, że jak się taki muzułmanin płci męskiej wysadza w powietrze, to na genitaliach ma metalową ochronę, bo przecież dla tych dziewic tylko to się liczy.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Prognoza dla świata

Za PRL-u był taki dowcip:

W roku 2040 Lucyfer w piekle przyszedł do celi, gdzie Breżniew z Reaganem odsiadywali karę za grzechy popełnione na Ziemi. W przypływie dobrego humoru Diabeł pozwolił Reaganowi zajrzeć do Moskwy i Nowego Jorku.

-I co, i co widzisz w Moskwie- dopytywał Breżniew.

-Ano rządzą komuniści- odparł Reagan.

-Ha, ha, wiedziałem!!! A co w Nowym Jorku?

-Ano też rządzą komuniści.

-Wiedziałem, wiedziałem, fantastycznie!!!- entuzjazmował się Breżniew.

-Ale w obu miastach rządzący mówią po chińsku- smutno skonkludował Reagan.

Stary kawał, ale jakże proroczy. Przypomniał mi się przy takiej okazji:

Mój znajomy Amerykanin opracował wspaniałą technologię należącą do Key Enabling Technologies, czyli takich, które otwierają drogę do lawiny super dochodowych produkcji. Skomercjalizowanie technologii wymagało inwestycji ok. 100 mln USD. Wydawać by się mogło, że dla Gatesa, Muska, czy Zuckerberga to „peanuts”, ale niestety, nikt nie chciał w USA zainwestować, natomiast w Chinach jak najbardziej. Fabryka mojego Znajomego jest już na ukończeniu i to jest kolejny przykład na mądrość żółtych ludzi i na głupotę białych.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Recepta dla Polski

Przed wieloma laty napisałem tekst, który i dzisiaj jest na czasie. Oto on (ten tekst):

Po przegranych przez Platformę wyborach prezydenckich, mamy wysyp najrozmaitszych recept dla Polski. Stare i nowe partie, dziennikarze i profesorowie, lewacy i prawacy, wszyscy prześcigają się w tworzeniu programów mających zapewnić szczęście przede wszystkim Polakom, ale także Europejczykom, czy nawet Australijczykom.

Jedni postulują, żeby podnieść podatki, drudzy wręcz przeciwnie. Jedni chcą słuchać się Kościoła, drudzy wręcz przeciwnie. Jedni chcą zwiększyć wydatki na wojsko, drudzy wręcz przeciwnie. Można by taką listę ciągnąć długo, ale nikt jakoś nie podnosi rzeczy najważniejszej- tego, co powoduje, że mamy rzeczywistość daleką od doskonałej.

A co jest najważniejsze?

Najważniejsze jest to, żeby RODZICE W KOŃCU ZACZĘLI KOCHAĆ SWOJE DZIECI.

A nie kochają?

Oczywiście, że nie. Czy wrzeszczenie na dziecko „ty idioto, imbecylu, półgłówku!” jest przejawem kochania? Czy katowanie dziecka za zbicie szklanki jest przejawem kochania? Czy oddawanie dziecka głupiej jak but niańce (lub nawet starej babci) jest przejawem kochania? Czy tolerowanie w Polsce średniowiecznej szkoły jest przejawem kochania? Czy karmienie dziecka nielogicznymi makabrami religijnymi jest przejawem kochania?

Nie, nie jest.

Dzieci nikt nie kocha, a potem chcemy, żeby te dzieci logicznie myślały, umiały uprzejmie dyskutować, wydajnie pracować, żeby tworzyły dzieła sztuki, robiły wspaniałe wynalazki, miały zaufanie nie tylko do innych, ale przede wszystkim do siebie.

Od lat tworzymy ludzi, którzy jak jeden mąż (i żona) nadają się jedynie do wielomiesięcznej mądrej  psychoterapii. Wtedy każdy by zrozumiał, że geneza naszych problemów nie leży w wysokości podatków, a w naszym dzieciństwie. W dzieciństwie nabywamy cech charakteru i umysłu, których bez dobrej psychoterapii nie zmienimy. Ale nawet jak zmienimy, to najczęściej jest już za późno.

Dlatego apeluję do wszystkich Rodziców (nie tylko młodych)- zacznijcie kochać swoje Dzieci.

Najciekawsze jest jednak to, że na efekty wcale nie będziemy musieli czekać 30 lat, tylko pojawią się one znacznie wcześniej. Dlaczego? Ano dlatego, że kochając dzieci nauczymy się mnóstwa rzeczy- jak negocjować najtrudniejsze sprawy, jak logicznie objaśniać funkcjonowanie świata, jak opiekować się potrzebującymi.

Kochajmy nasze dzieci z czysto egoistycznych pobudek- jak je będziemy kochać, to i świat nas pokocha.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Efekt Dzhabenikova

The Bizarre Behavior of Rotating Bodies, Explained - YouTube

Podejrzewam, że nawet fizycy nie znają tego efektu, a szkoda, bo jest fascynujący.

Polecam obejrzenie tego filmiku:

Polecam filmik nie tylko fizykom, ale wszystkim, bo warto wiedzieć, czy kiedyś Ziemia nie wykona dziwnego obrotu niszcząc niemal wszystko, co Natura (w tym ludzie) zbudowali. Bieguny magnetyczne wędrują- to wszyscy wiedzą, ale czy to może mieć coś wspólnego z efektem Dzhebenikova?

Prawdopodobnie też nikt z Was nie słyszał o takim fizyku Dzhabenikov. Nic dziwnego, bo był to radziecki kosmonauta, który w roku 1985 w kosmosie zaobserwował coś, co zostało ukryte przez władze radzieckie przez 10 lat. Dlaczego ukrywali? Obejrzyjcie film!

Michał Leszczyński

Wyróżnione

2 nanometry

A semi-log plot of transistor counts for microprocessors against dates of introduction, nearly doubling every two years. Image by  Max Roser  and licensed under CC BY-SA 4.0.

Czym żyje Polska? Wiadomo. Czarzasty, Morawiecki, Zandberg, itd. Czym żyje świat cywilizowany? Ano tym, że IBM opracował technologię procesorów o precyzji litografii 2 nm. Poprzednio to było 5-7 nm. 2 nanometry to odległość mniej więcej 8 atomów w krysztale krzemu, z którego robione są procesory.

Tak małe wymiary oznaczają, że procesory będą kilka razy mniejsze i będą zużywać kilka razy mniej energii (także w naszych telefonach).

Litografia 2 nm to, uwierzcie mi, wyczyn technologiczny znacznie większy (i potrzebniejszy!) niż lot na Marsa.

Co ciekawe, IBM nie produkuje procesorów. Produkują Intel, AMD, TSMC, Samsung, przy czym te 5-7 nm są produkowane na Tajwanie i Korei Płd. Gdzie IBM wdroży swoją technologię? Zobaczymy. Podobno prezydent Biden obiecuje 50 mld dolarów na budowę fabryki procesorów w USA. Czy będzie wybudowana? Zobaczymy.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Pieriegiby

Five Best: Monika Zgustova on Women of the Gulag - WSJ

Stalin i spółka potęgę militarną zbudowali rękami chłopów. Najpierw zabrali im dobytek, potem wywieźli do gułagów na Syberii, gdzie byli zmuszani do niewolniczej pracy. W latach 30-tych zginęło kilka milionów „kułaków” i ich rodzin. To wówczas powstało określenie „pieriegiby”, czyli „przeginanie”, oznaczające wyjątkowe okrucieństwo siepaczy z NKWD. Przykładowo, zamiast zarekwirować „tylko” krowy, to chłopu zabierano całe ziarno, skazując rodzinę chłopa na śmierć z głodu. Wtedy to nazywano „pieriegibem”.

Namawiam polityków opozycji i dziennikarzy do odkurzenia słowa „pieriegiby”. Wygrać wybory można nie tylko tym, co się mówi, ale jak się mówi.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Szpitalny plan odbudowy

St. John Hospital Medical Center and North Pavilion | www.skanska.pl

Krajowy Plan Odbudowy dotyczy wielu dziedzin życia, między innymi, szpitali. Po kompletnym fiasku Sieci Szpitali, jest pomysł, żeby szpitale zabrać samorządom i sterować nimi z Nowogrodzkiej.

Fiasku, bo trudno uznać za sukces 100 tysięcy nadmiarowych zgonów, z czego jedynie połowa to zgony koronawirusowe.

Zastanawiam się, po kiego grzyba PiSowi szpitale. Chyba jedynym wytłumaczeniem jest to, że dystrybucja pieniędzy może być opłacalna dla tego, co dystrybuuje.

Każda śmierć jest tragedią, ale porównajmy atmosferę po katastrofie smoleńskiej, gdzie zginęło prawie 100 osób z atmosferą obecną, kiedy zginęło tysiąc razy więcej. Nie rozumiem polityków opozycyjnych, że o naszej służbie zdrowia nie mówią rano, w południe, i wieczorem. Nie rozumiem dziennikarzy, którzy nad tymi 100 tysiącami przechodzą do porządku dziennego. Nie rozumiem kilku milionów moich rodaków, którzy mają te 100 tysięcy w głębokim poważaniu i dalej chcą głosować na tych, którzy za te zgony są odpowiedzialni.

Położenie łapy przez PiS na szpitalach jest równie dobrym pomysłem, jak było „dobrą zmianą” w stadninie w Janowie. To, że ten pomysł jest w KPO, jest dodatkowo niebezpieczne, bo… zaraz usłyszymy, że centralizacja naszego szpitalnictwa jest popierana przez Unię Europejską.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Nie matura, lecz chęć szczera…

Matura 2021: Dziś język polski. Arkusze CKE i odpowiedzi w Interii -  Wydarzenia w INTERIA.PL

Zaczęły się matury. Ten egzamin był zawsze bez sensu, ale w czasach pandemii jest bez sensu do kwadratu. Egzaminy powinny sobie robić uczelnie, ustawiając poprzeczki tak, jak im się podoba. Przy okazji matur jednak podzielę się swoimi przemyśleniami na temat nauczania fizyki i matematyki.

Mam Kolegę ze studiów na wydziale fizyki, który został nauczycielem w liceum. Odniósł sporo sukcesów: wychował kilku olimpijczyków, a podczas Jego dyrektorowania szkoła awansowała w rankingach. Kilka lat temu się spotkaliśmy i spytałem Go, co myśli o drastycznym obniżeniu poziomu nauczania matematyki i fizyki. Odpowiedział coś w tym stylu:

-Czasy się zmieniły. Jest internet, galerie handlowe, 100 programów w telewizji. Gdybyśmy chcieli utrzymać poziom matematyki i fizyki sprzed lat, to musielibyśmy zostawiać na drugi rok 50% uczniów. Ministrowie edukacji nie obniżają poziomu nauczania- oni dopasowują poziom do realnych możliwości uczniów.

Szanuję mojego Kolegę, bo jest praktykiem edukacji, a ja tylko komentatorem, ale wyobraźmy sobie trenera szkółki piłkarskiej, który zmniejsza dwukrotnie ilość treningów, bo młodzież nie da rady codziennie trenować. Absurd? Oczywiście, że absurd, ale nie pojmuję dlaczego poziomu piłki nożnej można nie obniżać, a poziom matematyki i fizyki tak?

Ktoś powie, że piłkę trenuje się dobrowolnie, a matmę i fizę nie. Może w tym rzecz, ale, IMHO, jeżeli ktoś wybiera profil matematyczno-fizyczny, to powinien mieć poziom tych przedmiotów przynajmniej taki, jaki był 50 lat temu. Przynajmniej, bo powinien być znacznie wyższy (technika jest dużo bardziej skomplikowana). Jeżeli zaś dostaje edukację w liceum na poziomie szkoły podstawowej sprzed lat 50, to jest to jedno wielkie świństwo.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

3 Maja

Konstytucja 3 maja 1791 r. - skutki, ciekawostki, najważniejsze informacje

Jak co roku przypominam tekst Jerzego Łukaszewskiego:

Miarę jednostki ludzkiej i całej społeczności najpełniej pokazuje jej zdolność zdobycia się na wielką myśl. Myśl jasno opisującą istotny cel i wskazującą drogę do niego.

Konstytucja 3 Maja to niezaprzeczalny dowód na to, że Polacy potrafią wznieść się na taki poziom, potrafią stworzyć coś, co nawet po wiekach będzie ich dumą i nadzieją na przyszłość.

Aby stworzyć ten wielki akt prawny potrzeba było odwagi. Psucie państwa trwające kilka wieków wytworzyło w umysłach przyzwyczajenia, przekonania, myślowe schematy nie pozwalające wielu ludziom dostrzec istotnych problemów.

Tymczasem one narastały i – co było widać gołym okiem – prowadziły wprost na skraj przepaści. Każda próba naprawy państwa była narażona na nierozumne ataki wyznawców starych przyzwyczajeń i beneficjentów niejasnych konstrukcji politycznych.

Coraz wyraźniej było widać jak świat poruszony rewolucją przemysłową „odjeżdża” Polsce niemal w każdej dziedzinie.

Aby przeciwstawić się zarówno tym tendencjom, jak i sposobowi myślenia wielu sobie współczesnych, potrzeba było wielkiej odwagi. Także osobistej.

Sama jednak odwaga nie wystarczała.

Konstytucji 3 Maja nie stworzyli dyletanci. Stworzyli ją ludzie o wybitnych umysłach, z ogromnym doświadczeniem i dorobkiem. Ludzie potrafiący spojrzeć dalej, niż ich własny, partykularny interes. Ludzie, którym nie wystarczało „tu i teraz”, którzy potrafili przewidywać rozwój wypadków i całych procesów dziejowych w przyszłości.

Paradoksalnie najlepiej wagę tego aktu prawnego doceniła Katarzyna II, z której listu do polskiego ministerstwa z 6 maja 1792 roku  wyraźnie przebija zaniepokojenie, że Polska przestanie być państwem, w którym można dowolnie rozgrywać Polaka przeciw Polakowi. Polaka, który nie jest zdolny widzieć dalej niż dzień dzisiejszy.  

Konstytucja łagodząca najbardziej palące problemy społeczne, choć daleko nie wszystkie, powodowała, że różnice interesów poszczególnych warstw przestały już stanowić przeszkodę dla solidarnych dążeń w przyszłości. Doceniła grupy dotąd pogardzane w ideologii państwowej, a tworzące tak jak w innych, najbardziej rozwiniętych krajach, fundamenty jej dobrobytu.

Jasno, prosto i konsekwentnie regulująca stosunki pomiędzy organami władzy nie pozostawiała miejsca na działania nieformalne, wynikające z innych niż prawne podstaw.   Pozwalała każdemu obywatelowi  zorientować się jak ma dbać o dobro zarówno własne jak i Ojczyzny. Co więcej – pokazywała, że nie są to interesy sprzeczne.

Prawa i obowiązki obywateli sformułowane czytelnie stwarzały nowego człowieka –  samodzielnego członka wielkiej społeczności.

Obywatel przestał być klientem władzy, stawał się jej równoprawnym partnerem.

To prawo mówiło, że władzy nie wszystko wolno.

Taki człowiek był przeszkodą w dążeniach do zawłaszczania państwa przez grupy interesów, które dla korzyści własnej poświęcały teraźniejszość i przyszłość kraju.

Aby zniszczyć państwo trzeba było zniszczyć Konstytucję 3 Maja, zniszczyć prawo. Taki cel postawili przed sobą zdrajcy targowiczanie pod pozorem „patriotyzmu i obrony wolności szlacheckiej”.

To, że ich wysiłki mające zniszczyć dorobek prawny Rzeczpospolitej były na rękę Rosji widać było gołym okiem, a przecież i wtedy nie wszyscy chcieli to dostrzec.

Czas, w którym powstała nie był sprzyjający. Fakt, że powstała jest nadzieją, jest dowodem, że człowiek potrafi zdobyć się na wielkość. Jest też przestrogą, że wielkie myśli nie mogą czekać, a jej losy uczą, że na naprawę państwa nigdy nie jest za wcześnie.

Wyróżnione

Zielona Grenlandia- czarny scenariusz

Grenlandia

Grenlandia to zielony kraj, ale zacznijmy od czarnego scenariusza.

Wyobraźmy sobie, że Chiny w pewnym momencie stwierdzają: metali ziem rzadkich nie eksportujemy, bo to materiał strategiczny. Możecie kupić gotowe wyroby: samochody elektryczne, banki energii, systemy fotowoltaiczne, wiatraki, itp., ale samych metali ziem rzadkich nie sprzedajemy.

Europa i Ameryka znalazłyby się wtedy w przysłowiowej „czarnej d…ie”, bo sama Australia nie byłaby w stanie zaspokoić europejskiego i amerykańskiego zapotrzebowania.

Przy takim czarnym scenariuszu „zielona transformacja” kosztowałaby białego człowieka kilka razy więcej niż to się teraz wydaje. Jedynym zabezpieczeniem przed taką sytuacją jest eksploracja Grenlandii, gdzie nie tylko są metale ziem rzadkich, ale i uran.

Niestety, Zieloni w całej Europie są szczęśliwi, że nowy samorząd Grenlandii chce dbać o środowisko i kopalni nie zamierza budować. Grenlandia ma zostać zielona, ale cena tego może być dla Europy i USA bardzo wysoka.

Dobrze byłoby to Duńczykom uświadomić, że albo będą jeszcze bogatsi, niż są, i będą mogli inwestować w zielone technologie, albo razem z innymi krajami europejskimi będą musieli wrócić do węgla, ropy i gazu importowanych oczywiście z Rosji. Chociaż nie jest to pewne, bo jest wielkie niebezpieczeństwo, że Rosja zamiast z Europą dogada się z Chińczykami.

Michał Leszczyński

Wyróżnione

Niech się święci 1 Maja

Pokój, dobrobyt, socjalizm" - czyli jak obchodzono kiedyś 1 maja! | Blaber

Jako już dorosły człowiek opowiadałem z dumą wszystkim, że nigdy w życiu nie byłem na pochodzie pierwszomajowym. Wyjaśniałem, że było to możliwe, bo w szkole mówiłem, że idę razem z klubem sportowym, a w klubie mówiłem, że idę razem ze szkołą. Opowiadałem tak, bo absolutnie byłem przekonany, że to prawda.

Niestety, na jakimś zebraniu mojej klasy licealnej, ze 30 lat po maturze, ktoś przyniósł zdjęcia i okazało się, że maszeruję na pochodzie razem z moimi Kolegami. Okazało się, że wyparłem całkowicie ten fakt z mojej pamięci. Jest taki mechanizm psychologiczny, że wstydliwe fakty z życia człowiek usuwa ze swojej pamięci. Oczywiście to, czy byłem na pochodzie pierwszomajowym, czy nie, nie ma żadnego znaczenia. Zastanawiam się jednak, jakie jeszcze inne wstydliwe fakty usunąłem z mojej pamięci?

Michał Leszczyński