
Przyznam się, że nie znoszę wyrazu „narodowy”. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, Narodowe Muzeum Techniki, gdzie się człowiek nie obróci, to „narodowe”.
Mamy w Polsce 2,3 miliona ludzi, którzy w rubryce „narodowość” wpisują ukraińska, wietnamska, kolumbijska, indyjska, itd. To nie dla Nich NCBR, czy NMT? Mamy w naszym Instytucie Turka, który składa wnioski grantowe- czy ma ich nie dostawać, bo nie jest narodowości polskiej?
Dlatego też nazwa „Dzień Edukacji Narodowej” mnie wpienia, bo edukować powinniśmy wszystkie dzieci mieszkające w Polsce, a nie tylko narodowości polskiej. Oczywiście tak się dzieje, więc tej przymiotnik „narodowy” nie ma najmniejszego sensu.
Z kolei „Dzień Edukacji” oznacza dzień Nauczycieli i Uczniów. „Dzień Nauczyciela” tylko tych pierwszych. Czy chcemy składać życzenia samym Nauczycielom, czy także Uczniom?
Ja, na wszelki wypadek życzenia składam jednym i drugim.
Nauczycielom życzę, żeby Uczniowie chcieli się uczyć.
Uczniom życzę, żeby Nauczyciele chcieli uczyć.
Niedawno rozmawiałem z Nauczycielem, który powiedział tak: „Uczyć tych, co chcą się uczyć, to wielka przyjemność. Uczyć tych, co nie chcą się uczyć, to jedna koszmarna tortura”.
Pamiętam swoją edukację, kiedy absolutnie nie chciałem się niczego nauczyć. Było to w roku 1982 w Szkole Podchorążych Rezerwy, gdzie musieliśmy słuchać idiotycznych wykładów na temat paskudności NATO, wyższości moralnej ZSRR, itp. Robiłem absolutnie wszystko, żeby niczego się nie nauczyć, i cel osiągnąłem! Żaden nauczyciel nie miał jakichkolwiek szans, aby zmusić mnie do nauki.
Z kolei w drugiej połowie służby wojskowej to ja miałem nauczać żołnierzy służby zasadniczej. Na pierwszej lekcji dostałem jakąś potwornie nudną książeczkę do przeczytania na temat strategii obronnej Układu Warszawskiego. Zacząłem czytać, ale zauważyłem, że absolutnie nikt nie słucha. Z drugiej strony przeszedłem na dziesiątą, potem na dwudziestą, i książkę skończyłem nie po 45 minutach, a po 15. Miałem więc pół godziny. Przyszło mi do głowy, że spytam żołnierzy o rok 1939. Okazało się, że o pakcie Ribbentrop-Mołotow nie słyszał nikt. Ani o Katyniu. Żołnierze słuchali mnie z rozdziawionymi gębami, komentując i dyskutując, dlaczego Ich tego w szkole nie nauczyli.
Prawdopodobnie ktoś mnie jednak później zakablował, bo moje kolejne zajęcia zostały odwołane, ale to dygresja.
Uważam, że każdego Ucznia można czymś zainteresować. Potrzeba tylko podjąć pewne ryzyko i uczyć nie nudnych schematów, a czegoś naprawdę „cool”.
Michał Leszczyński
















































